Страница 26 из 62
– Wszyscy w szkole o tym wiedzieli.
– Jezu…
Z trudem przełknęłam ostatni kęs pączka i duszkiem dopiłam kawę. Eddie tylko westchnął głośno, obserwując, jak gaśnie promyk nadziei na to, że podzielę się z nim resztkami smakowitego ciastka.
– Twoja kuzynka, ta mistrzyni gderania, trzyma mnie na głodowej diecie – wyjaśnił. – Na śniadanie serwuje kawę bezkofeinową, pół talerza papierowych chrupków zalanych odtłuszczonym mlekiem oraz połówkę grejpfruta.
– Wymyśliła, że tak wygląda syty posiłek dla czy
– Chyba tak. Wyobraź sobie, co czuję każdego ranka, obejmując służbę z bezkofeinową kawą i połówką grejpfruta w żołądku. Nie sądzisz, że można od tego dostać choroby wrzodowej?
– Nie, jeśli będziesz się leczył prawdziwą kawą i świeżymi pączkami.
– I tak właśnie postępuję.
– W dodatku nosisz przy pasku tak wielką odznakę, że może służyć za tarczę chroniącą przed pociskami z broni palnej.
Eddie skrzywił się boleśnie, dokończył kawę, zebrał kubeczki i z rozmachem cisnął je do kosza na śmieci.
– Nie mówiłabyś tak, gdybym ci nie zdradził, że obstawia się zakłady na twój tyłek.
– Masz rację – przyznałam. – Byłam złośliwa.
Z wyraźną wprawą otrzepał serwetką cukier puder ze swojej błękitnej koszuli. Przyszło mi do głowy, że to jedna z niewielu umiejętności, jakie wyniósł z akademii policyjnej. Rozsiadł się wygodnie i skrzyżował ręce na piersi. Eddie ma prawie 180 centymetrów wzrostu i jest bardzo szeroki w barach. Po rysach jego twarzy, niebieskich oczach, jasnoblond włosach i szerokim mięsistym nosie bez trudu można rozpoznać słowiańskie pochodzenie. W dzieciństwie mieszkaliśmy obok siebie, jego rodzice nadal zajmują dom o dwie posesje za domem moich rodziców. Gazarra od wczesnej młodości chciał zostać gliniarzem, ale porzucił wszelkie ambicje zawodowe z chwilą założenia policyjnego munduru. Nie myślał o karierze, wystarczyło mu to, że jeździ wozem patrolowym, odpowiada na wezwania i jako pierwszy stawia się na miejscu jakiegoś zdarzenia. Z życzliwością odnosił się do wszystkich i był za to powszechnie lubiany, prawdopodobnie jedyny wyjątek stanowiła jego żona.
– Mam dla ciebie pewną informację – rzekł Eddie. – Wczoraj po służbie wpadłem do baru Pina na piwo i spotkałem tam Gusa Dembrowskiego. Jest cywem, członkiem ekipy zajmującej się zabójstwem Kuleszy.
– Cywem?
– Inspektorem dochodzeniówki działającym po cywilnemu.
To sprawiło, że z podniecenia aż się wyprostowałam na krzesełku.
– Mówił coś ciekawego o Morellim?
– Potwierdził, że ta Sanchez była płatną informatorką, jedynie Morelli miał z nią kontakt. Nazwiska informatorów utrzymywane są w tajemnicy. Tylko jeden wyznaczony funkcjonariusz pozostaje z nimi w kontakcie, a wszelkie akta przechowuje w specjalnej kasie pancernej. Podejrzewam, że w tej sprawie akta zostały ujawnione na użytek ekipy dochodzeniowej.
– Więc pewnie chodzi o znacznie bardziej skomplikowany wypadek, niż można by sądzić z pozorów. Wygląda na to, że zabójstwo miało jakiś związek z którąś ze spraw prowadzonych przez Morelliego.
– Niewykluczone, lecz równie dobrze Morelli mógł mieć zwykły romans z Sanchez. Słyszałem, że to młoda i ładna babeczka, o gorącym, latynoskim usposobieniu.
– Ale wciąż nie wiadomo, gdzie przebywa.
– Owszem, nadal jej nie odnaleziono. Chłopcy z dochodzeniówki dotarli nawet do jakichś jej dalekich krewnych ze Staten Island, ale tam też jej ostatnio nie widziano.
– Rozmawiałam wczoraj z jej sąsiadami i dowiedziałam się, że jeden z mieszkańców bloku, ten sam, który widział owego tajemniczego świadka, o jakim zeznawał Morelli, zginął w nie wyjaśnionych okolicznościach.
– To znaczy w jakich?
– Został potrącony przez samochód. Sprawca zbiegł z miejsca wypadku.
– Zbieżność może być zupełnie przypadkowa.
– Też chciałabym tak uważać.
Spojrzał na zegarek i wstał od stołu.
– Muszę lecieć.
– Jeszcze jedno. Znasz „Krętacza” Morelliego?
– Widuję go od czasu do czasu.
– Nie wiesz, czym się zajmuje albo gdzie mieszka?
– Pracuje w opiece społecznej, jest chyba inspektorem. A mieszka gdzieś w Hamilton. Co
– Dzięki. I bardzo dziękuję za świeże pączki oraz kawę.
Odwrócił się jeszcze przy drzwiach.
– Nie potrzebujesz pieniędzy?
Energicznie pokręciłam głową.
– Nie. Dziękuję.
Objął mnie ramieniem, cmoknął w policzek i wyszedł. Szybko zamknęłam za nim drzwi, bo nagle łzy naszły mi do oczu. Takie dowody przyjaźni czasami mnie wzruszają. Wróciłam do kuchni, zgarnęłam ze stołu papiery po naszej uczcie i wyrzuciłam je do śmieci. Dopiero teraz, po raz pierwszy tego ranka, mogłam spokojnie rozejrzeć się po całym mieszkaniu. Morellii dokładnie przeszukał każdy kąt, a wściekłość, z jaką to czynił, kazała mu widocznie narobić maksymalnie wielkiego bałaganu. Wszystkie szafki kuche
Wzięłam prysznic, a następnie ubrałam się w czarne dżinsowe szorty i bardzo obszerną bluzkę w kolorze khaki. Wszystkie akcesoria łowcy nagród pospiesznie zgarnęłam z powrotem do czarnej torebki i przewiesiłam ją przez ramię. Dokładnie sprawdziłam też zamknięcie okna w sypialni, powtarzając sobie, że musi się to stać codzie
Pożegnałam się z Rexem, zebrałam w sobie całą odwagę i ostrożnie wyjrzałam na korytarz, chcąc zdobyć jeszcze pewność, że nie zjawił się tam po raz drugi Ramirez.
Rozdział 7
Głowica rozdzielacza leżała dokładnie tam, gdzie ją zostawiłam: za żywopłotem azalii, pod samą ścianą budynku. Założyłam ją z powrotem i wyjechałam z parkingu, mając zamiar odwiedzić Hamilton. Kiedy jednak przejeżdżałam obok biura Vi
Co
– Używałaś kiedykolwiek tego nowego świństwa przedłużającego rzęsy? – spytała. – Teraz wyglądam tak, jakbym sobie obkleiła powieki szczeciną ze szczurzych ogonów.
Machnęłam jej policyjnym zaświadczeniem przed nosem.
– Odstawiłam Clarence’a.
Co
– Oby tak dalej!
– Vi
– Nie, musiał iść do dentysty. Pewnie po to, żeby naostrzyć sobie kły. – Wybrała ze stosu teczkę sprawy i wzięła ode mnie zaświadczenie. – Ale do tego szef nie jest nam potrzebny. Mogę ci od ręki wystawić czek.
Zrobiła notatkę na kartce i wraz z zaświadczeniem umieściła ją w teczce, po czym odłożyła dokumenty na skraj biurka. Następnie wyjęła z szuflady staromodną, oprawioną w skórę książeczkę bankową i szybko wypisała mi czek.