Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 70 из 70

Ci ludzie są i

Policjanci zabawiają się, jak mogą. Mają warcaby i w skupieniu rozgrywają długie partie. Zamiast kamieni używają kapsli od coca-coli. Nie umieją przegrywać i po każdej rozgrywce przegrywający wyciąga z celi więźnia, żeby go pobić dla wyładowania złości.

Zupełnie i

Wreszcie zawiadamiają nas, że dziś rano zobaczymy się z komisarzem. Dla nas oznacza to koniec kłopotów. Będziemy mogli wyjaśnić całą sprawę. Gdyby były problemy, tym łatwiej będzie nam zawrócić w głowie temu komisarzowi, że jest samicą, a więc w naturalny sposób wrażliwa jest na męskie wdzięki.

Furia, która wpuszcza nas do swego biura, natychmiast odbiera nam wszelkie złudzenia. Jest to Murzynka w wieku około trzydziestu pięciu lat. Ciało ma niezłe. Trudno ocenić twarz, bo zniekształcona jest grymasami gniewu.

Jacky i ja patrzymy po sobie. Obaj odświeżyliśmy się i odpicowali. Z nią nie mamy żadnych szans, ma wyciętą łechtaczkę. Robię Jacky'emu znak, jakbym obcinał sobie palec wskazujący. Zrozumiał i potakuje.

– Co to za gest?

– To nic, proszę pani. Proszę mówić dalej.

Mówi dalej. Śledztwo zaczęło się od ciężarówki zaparkowanej w Bamako. Dalej dochodzi do Interpolu, wspominając po drodze o całym spisie najróżniejszych przestępstw. To długa litania kłamstw bez sensu, która potwierdza to, czego się obawiałem. Jesteśmy tu z powodu moich wrogów, którzy opłacili komisarza albo należą do jej rodziny. Grzecznie słuchamy do końca i wracamy do pokoju, żeby zacząć działać.

Obiecaliśmy dużo pieniędzy jednemu z inspektorów za przekazywanie listów. Znam w Bamako paru byłych ministrów oraz dawnego przedstawiciela kraju w ONZ. Jacky pisze do francuskiego konsulatu i do Chotarda.

Żaden z moich "przyjaciół" nie odpowiada i moje obawy potwierdzają się. Mają mnie tu na celowniku i Mali przestało być przyjaznym krajem, którym było dotąd. Jacky otrzymuje odpowiedź od konsula, który odwiedza nas w komisariacie.

To stary dyplomata, jeszcze z czasów Służby Kolonialnej, alkoholik, miły, ale mało skuteczny wariat. Zgadza się z nami co do wartości prawnej oskarżeń, wysuniętych przez komisarza. Wystarczy mu powiedzieć słowo i moglibyśmy wyjść, ale czekamy jeszcze trzy dni, zanim grubas decyduje się zastukać do właściwych drzwi, żeby pójść do niej i ją przekonać. Wreszcie wychodzimy, w towarzystwie konsula.

Po powrocie do Segou podsumowujemy sytuację z Chotardem, którego ogarnęła panika. Zdaję sobie sprawę, że przeciągnąłem już zdrowo strunę. Nasze ostatnie nieszczęścia to ostrzeżenie. Nie możemy już zostać w Mali. Czas zakończyć tę przygodę, wyciągnąłem z niej ile się dało. Niebezpieczeństwo jest teraz zbyt duże. Jeśli po latach przygód jestem jeszcze przy życiu i na wolności, to dlatego, że zawsze wiedziałem, kiedy odejść.

Najprostsze rozwiązanie to wyjechać do Wagadugu i czekać tam na Chotarda. Ten ostatni zbierze forsę, która nam się należy w ramach spłat kredytu. Jacky nie zgadza się.

– Mam dosyć Afryki.

Nie trzeba dużo czasu, żeby mnie przekonać. Walczyłem, zrobiłem burdel jak zwykle, pomagałem na swój sposób, zakosztowałem wszystkich przyjemności. Ja też jestem już nasycony.

Jacky wyciągnął atlas. Z zamkniętymi oczyma dotyka palcem mapy świata.

– Ameryka Środkowa.

Zebraliśmy gotówkę. Chotardowi poleciliśmy czekać tu na resztę i dołączyć do nas później, po czym zmyliśmy się wprowadzać burdel gdzie indziej.

Nie będzie wyścigu. Żałuję tylko Radijah,

Jacky i ja przez wiele lat byliśmy razem.

Capone i Jos poszli własnym kursem.

Albana zbytnio pluł na alkohol i w końcu od niego umarł.

Rasizm Indianina okazał się proroczy: po powrocie do domu zastał żonę z Afrykaninem.

Chotard uciekł z pieniędzmi. To szakal.

Opowiadano mi o hidalgu, zmarłym z przedawkowania heroiny, który jeździł po Azji dmuchając w starą trąbkę.


Понравилась книга?

Поделитесь впечатлением

Скачать книгу в формате:

Поделиться: