Страница 50 из 70
Wraca do szeregu.
– Capone.
– Ja zrozumiałem, Charlie, zapewniam cię.
– Więc do ciężarówki. Zobaczymy czy zrozumiałeś.
Udaje mu się ugrzęznąć, a potem wyjechać z ławicy. Dookoła ciężarówki pozostali pracują. Szybko podkładają swoje blachy. Jedyny słaby punkt to wolne tempo dobiegania do ciężarówki z podkładami na głowach. Ryczę, żeby się pośpieszyli.
– One, teraz ty.
Manewery wykonywane są teraz pewnie, bez wahania. Chłopaki działają mechanicznie, całkowicie wykończeni, i nie popełniają omyłek. Zapada noc.
I
Zasada jest ta sama, tylko że wokół wozu jest ciemno. Reflektory oświetlają teren przed ciężarówką, i nic i
– Jean-Paul, twoja kolej.
Bieg, grzęźniecie, łopaty, podkłady.
Ma już wprawę i udaje mu się wyjechać z ławicy nie grzęznąc powtórnie. Nieźle, ale jeśli oczekiwał gratulacji, musi być zawiedziony.
– Albana, właź!
Ten dałby wszystko, żeby znajdować się gdzie indziej. Uczepiony kurczowo kierownicy za każdym przejazdem nawet nie ośmiela się na mnie spojrzeć.
– Indianin!
I dalej tak samo, i zaczynam od nowa. Każdy przechodzi swoją kolej raz, potem jeszcze raz. O dziesiątej wieczorem wysiadam z ciężarówki. Wszyscy zataczają się ze zmęczenia.
– Kończymy.
Padają na ziemię.
– No, chłopaki, składajcie podkłady i właźcie na górę. Wracamy do obozu.
Mało przebywam w obozie. Mam jeszcze robotę. Mam klienta na ciągnik z naczepą w wiosce, składającej się z małego skupiska czerwonych domków, z dala od szlaku i od fortu policji. Mój klient to miejscowy hadżi. Jego dom podobny jest do pozostałych, czerwony, kwadratowy i prawie pusty. Zostaję tam aż do późnej nocy. Czas upłynął nam na rozmowach i targach, ale nie udało się dojść do porozumienia. Jak to się często zdarza, będzie potrzebna jeszcze jedna noc. W handlu pełno jest idiotów, którzy uważają, że zrobili dobry interes, jeżeli targowali się przez czterdzieści osiem godzin. Dla nich dyskusja to przyjemność, ale dla Europejczyka jest to ciężkie. Trudno, wrócę tam jutro.
Reggane, trzeci dzień. Piję kawę przyniesioną przez Capone'a, całego zaspanego. Mój brygadzista nadchodzi nieco później, wygląda na bardziej wypoczętego.
– Jos. Dosyć mam już tego bałaganu w ładunkach. Dzisiaj inwentaryzacja i ułóżcie wszystko.
Kiwa smutno głową i idzie przekazać wiadomość i
Słońce już grzeje. Szykuje się piękny dzień. Upływa on na przenoszeniu żelastwa i opon. Bez przerwy chodzę z Jackym wśród krzątających się ludzi i tempo nie słabnie.
Wieczorem jadę ponownie do mojego hadżiego.
Tym razem zabrałem ze sobą Jacky'ego i Samuela Grapowitza. Wiem już, że zejdzie mi cała noc, i nie mam ochoty się nudzić. Wszystko zaczyna się od początku. Wypalamy kilka cepsi, po czym mój gospodarz częstuje nas wielbłądzim mlekiem i suszonymi daktylami.
– Wszystko w porządku, Charlie?
– Tak, doskonale.
– A rodzina, Charlie, zdrowa?
– Tak, hadżi, a twoja?
– Wszyscy zdrowi, dziękuję ci. Ualaj, Charlie, arbatasz, drogo.
– Hadżi, nie mogę opuścić.
– Wiem, Charlie, wiem. Chcesz posłuchać muzyki? Na ziemi stoi radio. Przysuwa je i znajduje zakłóconą stację, jak zwykle. Mam ochotę rozwalić mu odbiornik na głowie.
Wygłupiamy się z Jackym i Samuel Grapowitz opowiada mi jakieś historyjki o dupach, przy czym palimy cepsi za cepsi. Od czasu do czasu hadżi odzywa się.
– Jak rodzina, Charlie, w porządku?
– Tak, hadżi, a twoja?
– Dobrze, dziękujemy ci, Charlie. W jaki sposób mam twoim zdaniem zapłacić arbatasz milion (sto czterdzieści tysięcy franków)? To zbyt drogo.
– Nie mogę opuścić, hadżi.
– Wiem, wiem. Chcesz zapalić kif?
O ósmej rano, po całonocnej wymianie zdań, wstaję.
– Cena jest arbatasz milion, hadżi. Skoro nie możesz zapłacić, sprzedam komu i
– Ualaj, ualaj, Charlie. Kupię twoją ciężarówkę. Kupię: Ale arbatasz milion to bardzo drogo.
Nie dostaję tej forsy za nic! Żeby ją zdobyć, potrzebowałem dwóch nocy walki. Po prostu sprzedaję wóz za cenę, którą wyznaczyłem sobie z góry.
– Kletasz milion, hadżi. Dla ciebie.
Daje mu to premię dwudziestu tysięcy franków. Co do mnie, mój zysk wynosi siedemset procent.
Chce kupić ciężarówkę tu, ale odebrać w Mali, żebym mu ją przewiózł tam i zarejestrował.
– Bądź gotów do wyjazdu, hadżi. Nie wiem, kiedy wyruszę. Mogę cię zawiadomić w każdej chwili, w ciągu najbliższych dni.
Nie mam już dla nich żadnej roboty. Pracownicy są bezczy
Reggane, piąty dzień. Zabroniłem gier.
Kiedy przechodzę koło nich, chłopaki spuszczają wzrok, żeby uniknąć mojego spojrzenia. Przez cały dzień drzemią. Ta bezczy
Reggane, szósty dzień. Nadal łażę.
Obóz jest pusty. Aby nie znaleźć się na mojej drodze, chłopaki pochowały się gdzie popadnie. Jeden z turystów najwidoczniej nie zrozumiał powagi sytuacji. Bez mojego zezwolenia zszedł ze swojej naczepy, gdzie nieźle się muszą smażyć w tym słońcu, i podszedł do mnie, nieświadomy niczego.
– Dzień dobry, eee… Koledzy chcieliby się dowiedzieć, czy niedługo wyjedziemy?
Łapię kamień i chybiam o włos. Wycofuje się i biegnie do swojej ciężarówki. Gonię go. Drugi kamień uderza go w ramię. Skacze na koło wołając pomocy. Tamci z góry wyciągają do niego ręce. Jego wielka dupa kołysze się chwilę. Znika w momencie, kiedy już miałem złapać go za nogę i zrobić mu Bóg wie co.
Przez dłuższy czas wygrażam wściekle chodząc wzdłuż naczepy.
Następnego ranka nareszcie przyjeżdża pracownik Ajudżila i zawiadamia mnie, że Rabah wyjechał służbowo i że ma wrócić po południu. Ryczę z radości. Chłopaki wyłażą ze swoich kryjówek.
– Capone, Indianin. Ruszajcie. Wyjeżdżamy natychmiast. – I walę z całej siły Capone'a w plecy, co wywołuje uśmiech na wszystkich twarzach. Jeszcze jeden dzień i mogłoby się to dla nich wszystkich źle skończyć. Wyczuli to.
Wyjeżdżam z dwiema cysternami.
Przejeżdżamy odległość Reggane-Adrar w rekordowym czasie. W Adrarze Rabah zostawił pompiarzom instrukcje. Jeden z nich absolutnie odmawia obsłużenia mnie. W drugiej pompie nie ma dość oleju napędowego, żeby napełnić obie cysterny. Wysyłam Indianina do Timimun i czekamy.
Zabiera mu to dużo czasu.
Jest druga po południu i jeśli Rabah teraz wróci, jestem załatwiony.
– Charlie. To on.
Rzeczywiście nadjeżdża jego cysterna. Indianin zatrzymuje się przy nas i podniesionym kciukiem sygnalizuje, że wszystko w porządku. Adrar-Reggane, nowy rekord. Zgodnie z moimi instrukcjami konwój gotów jest do wyjazdu, ciężarówki ustawione są rzędem na szlaku. Przed powrotem do swojej kabiny robię małą zbiórkę.