Страница 37 из 70
Któregoś dnia po obiedzie proszę One i Two, żeby zostali ze mną. Dobrze pracowali. Blacharka jest już w dobrym stanie, brakuje tylko jeszcze zewnętrznej warstwy lakieru, by ciężarówki wyglądały jak nowe. Obaj mają oczy zaczerwienione od przepalenia, ciągnęli skręta za skrętem, żeby uchronić się od zimna, które dokucza im, odkąd wysiedli z samolotu.
Obiecuję im, że niedługo już będziemy w pełnym słońcu. Zawieziemy ciężarówki do Afryki, do nich. Są zadowoleni.
Idziemy do szkoleniowej ciężarówki i każę im wsiąść do kabiny. Od razu na ich twarzach pojawia się niepokój.
Spokojnie. Odprężam ich rozmową.
– Widzieliście tu, na dole?
Pochylają się nad miejscem, które im wskazuję, pod kierownicą.
– To tutaj, to są pedały. Pe-da-ły. Rozumiecie?
– Tak. Pedały.
– Są trzy. Widzicie? Trzy pedały. Rozumiecie?
– Tak. Pedały.
– One, ile jest pedałów?
W jego wielkich oczach widać przerażenie. Patrzy na mnie, patrzy na Two, patrzy na dół i mówi:
– Trzy pedały.
– Tak. Brawo! Wspaniale! Bardzo dobrze. Są trzy pedały. Bardzo dobrze. Widzisz, to nic trudnego.
Klepnięcie w plecy, śmieję się, a on potrząsa głową, szczęśliwy. Obok niego Two również się śmieje, zadowolony jak jego brat. Mają zaufanie, mogę teraz im wytłumaczyć. Słuchają wytężając całą uwagę. Po każdym pytaniu marszczą brwi i koncentrują się, żeby znaleźć rozwiązanie.
– One, środkowy pedał?
– To hamulec, szefie.
– Brawo!
Po chwili ich niepokój znika całkowicie, i szybko przyswajają sobie nowe wiadomości. W ciągu popołudnia udaje mi się nauczyć ich wszystkich funkcji pedałów i pozycji drążka zmiany biegów. Mają wprawdzie trudności z wymówieniem słowa "sprzęgło", ale poza tym szczegółem są to bardzo zdolni uczniowie. Na zakończenie tej lekcji pokazuję im większość guziczków, których nie ma zbyt wiele, i odsyłam ich do lakierowania na zakończenie wieczoru. Prowadzeniem zajmiemy się jutro.
Następnego dnia rano ponownie wsiadamy do szkoleniowej ciężarówki.
– Chłopaki, przejedziemy się kawałek. Ja prowadzę. Wy musicie słuchać.
– Tak, szefie.
� Trzeba słuchać, rozumiecie?
– Tak, szefie. Słuchać.
Niemożliwe byłoby tłumaczyć im zasady pracy silnika, zresztą sam się na tym nie znam. Wolę polegać na ich słuchu. Słuchać hałasów to oni umieją, a później nie mają żadnych trudności z rozpoznawaniem ich. Nie jest to bardziej skomplikowane niż tamtamy.
– Kiedy silnik głośno ryczy, trzeba wysprzęglić. Zgoda?
– Tak, wypszenglicz.
– A jak się wysprzęgla?
– Pedałem.
– Świetnie. Więc ja jadę. A wy mi mówicie, kiedy wysprzęglić. Mówicie "sprzęgło", kiedy potrzeba, dobrze?
I wszystko gra. Obaj reagują w odpowiedniej chwili.
– Pszengło, pszengło, szefie.
– Dobrze. Jedziemy dalej. Drążek jest na jakim biegu? Drugim.
– Doskonale.
– Pszengło, pszengło.
– Dobrze. Który bieg?
– Trzeci.
I tak to idzie przez cały ranek. Po południu One i Two prowadzą przez kilkaset metrów z tych sześciu tysięcy kilometrów, które im zostały do powrotu do domu. Zostawiam ich z tymi doskonałymi wynikami i oznajmiam im, że jutrzejszą lekcję poprowadzi Jacky.
Jacky pracuje jak niewolnik. Poza nauką jazdy sporo czasu poświęca na nadzorowanie prac w hangarze oraz na pilnowanie Josa. Chotard, pogrążony w swoich problemach dokumentów i zaopatrzenia, nie ma dosyć czasu, żeby się tym zająć.
Pomimo to często zagląda do mnie, zęby pogadać przez parę minut.
– Piękny konwój.
Ma rację. W wyniku uporczywej pracy nasze przedsięwzięcie przybiera realne kształty. Załadunek został praktycznie zakończony. Niektóre spośród ciężarówek są już pomalowane, i całość zaczyna wyglądać porządnie. Robi to wrażenie.
Jest tu dziewięć trzydziestotonowych naczep, berliety GLR o długim ryju, i trzy mniejsze ciężarówki, dwa pomarańczowe mercedesy i żółty mań. Dwie spośród naczep to cysterny po trzydzieści tysięcy litrów każda, które napełnimy w Algierii, trzy mają nadwozia otwarte, a cztery pozostałe to naczepy zamknięte.
Na platformach powstał niesamowity stos towarów, takich jak ciągniki siodłowe bez naczep, mam ich cztery, a także trzy peugeoty 504, nie mówiąc o skrzyniach części zamie
Furgonetka 504 towarzyszyć będzie konwojowi jako samochód łącznikowy, z Chotardem za kierownicą.
Moją ciężarówkę pomalowaliśmy na kolor ciemnogranatowy, a części niklowane na kolor złoty. Również wóz Jacky'ego jest już gotowy. Jest czerwony, z białymi detalami. Na drzwiach obu samochodów Samuel Grapowitz wymalował, w odpowiednich barwach, znak firmowy spółki. Oba są wspaniałe.
Największe wrażenie robią otwarte naczepy, bo widoczny jest ładunek. Oprócz ciągników siodłowych i samochodów osobowych umieszczono tam silniki, pod ciągnikami zmieściły się całe stosy części zapasowych, a na wierzchu piętrzą się opony. Całość tworzy nieprawdopodobny bałagan najeżony kablami i pogiętymi drutami. Wszystko to zostało zamocowane za pomocą przyciągarek i kołowrotów.
Platformy pełne są klocków i przybitych gwoździami belek, które unieruchamiają koła załadowanych pojazdów.
To wspaniały widok. Nigdy nie działaliśmy na taką skalę.
– To ostatni konwój. Musiał być piękny.
Jacky uśmiecha się. On już ma dosyć Afryki. Jego życie podróżnika dopiero się zaczyna i ma teraz ochotę zająć się czym i
Zresztą miarka już się trochę przebrała, jeśli chodzi o tamtejsze władze. Stałem się zbyt mocny, i czuję, że to się skończy. Sądzę, że ten konwój jeszcze przejdzie, ale później nie dadzą mi już żadnych szans. Już za długo to wszystko trwa. Tym razem zarobimy około czterystu tysięcy dolarów i pozwoli nam to zająć się czymś i
Później, zanim definitywnie opuścimy Saharę, przyjdzie czas na nasze ostatnie szaleństwo, zamiar, na którym nam bardzo zależy, wyścig wariatów przez pustynię.
Kiedy leżałem w szpitalu, o krok od śmierci, Jacky siedział przy telefonie i umawiał kandydatów, a później, w wolnych chwilach, pracujemy nad szczegółami organizacyjnymi. Dwudziestu szaleńców ze wszystkich stron świata zapisało się już na te zawody o zupełnie specjalnym charakterze.
To nasze wspólne marzenie, moje i Jacky'ego, ostatnia rzecz, jaką chcę zrobić przed opuszczeniem kontynentu afrykańskiego. Oby tylko pozostawiono mi dość czasu.
Pod wieczór piątego dnia wiemy już, że wygraliśmy. Konwój gotów jest do drogi. Ustawione na śniegu ciężarówki błyszczą w słońcu. Nie można powiedzieć tego samego o ludziach. Zebrałem ich do wysłuchania ostatniej przemowy. Są wycieńczeni, wyprani z sił. Brudni, nie ogoleni, ledwie trzymają się na nogach. Trzej Murzyni przeszli bezpośrednio z potwornego afrykańskiego żaru do lodowatej europejskiej zimy. Co da i
– Moi panowie, spisaliście się bardzo dobrze. Dziś wieczorem wyjeżdżamy. Od tej pory każdy jest odpowiedzialny za swoją maszynę. Silniki są po dokładnych przeglądach, muszą wytrzymać. Dbajcie o nie, pilnujcie ich. Jeśli nawalą, to znaczy, że popełniliście błąd. Rozstaniecie się z nimi dopiero w chwili sprzedaży. Podkreślam: gdyby któryś z jakiegoś powodu gdzieś utknął, ma siedzieć na miejscu przy swojej ciężarówce, nawet pośrodku pustyni i nawet gdyby miało to zająć cały miesiąc. Jasne?