Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 15 из 30

skoku przez siedmiu chłopców, który trzeba było zakończyć koziołkiem w przód, wylądował krzywo na macie, zdaje się, że skręcił sobie nogę, siadł ze swą niespokojną chrząstką na uboczu, na drabince, i zadekował się, kiedy ci z primy weszli na salę z początkiem drugiej lekcji. Dopiero przy koszykówce przeciwko primie przyłączył się znowu do nas, rzucił też trzy czy cztery kosze; pomimo to przegraliśmy.

Nasza neogotycka sala gimnastyczna robiła uroczyste wrażenie w tej samej mierze, w jakiej kaplica Marii Pa

Mallenbrandt zagwizdał i zarówno chłopcy z primy jak też z niższej sekundy musieli stanąć w dwuszeregu, zaśpiewać dla kapitana: „Pora

Któż nie pomyślał, tak jak ja, o Mahlkem? Nie jestem pewien, czy od razu, choć powinienem był od razu, ale tak czy owak nie zawołałem głośno: „Gdzie podział się Mahlke?” Schilling też nie krzyknął ani Hotten So

Kiedy Mallenbrandt w miękkim płaszczu kąpielowym stanął pomiędzy nami z na wpół ubranym kapitanem i ryknął swoje: – Ktotozrobił? Przyznaćsię! – podsunięto mu Buschma

Tylko gdzieś głęboko w mózgownicy zaczęło mnie coś łaskotać, podczas gdy Buschma

I wtedy przestałem czyhać na wyjaśniające słówko uśmiechniętego Buschma

– Przestań się śmiać! Nie śmiej się! Już ja cię oduczę tych uśmieszków!

Nawiasem mówiąc to się Mallenbrandtowi bynajmniej nie udało. Nie wiem, czy Buschma

Ukradkiem – chociaż oczy wszystkich były skierowane na Buschma

Pomijając mocowanie się z guzikiem i towarzyszącą temu grę muskułów szczęki, Mahlke robił wrażenie spokojnego. Kiedy zrozumiał, że guzika nie da się zapiąć nad jabłkiem Adama, wyciągnął z kieszeni wiszącej na haku marynarki pomięty krawat. Nikt w naszej klasie nie nosił krawata. Tylko w wyższej sekundzie i w primie kilku elegancików wiązało sobie śmieszne muszki. Dwie godziny przedtem, gdy kapitan wygłaszał swój pełen zachwytów nad przyrodą wykład, Mahlke miał jeszcze rozpięty kołnierzyk koszuli; ale w jego kieszeni gniótł się już krawat i czekał na wielką okazję.

Krawatowa premiera Mahlkego! Przed jedynym i do tego jeszcze całym w plamy lusterkiem w szatni Mahlke, nie podchodząc bliżej do swego odbicia, przypatrując mu się na dystans i raczej pro forma, zawiązał barwnie nakrapiany, jak mi się dziś wydaje, niegustowny łaszek wokół postawionego kołnierzyka, wywrócił kołnierz, poskubał o wiele za duży węzeł i powiedział niegłośno, ale z naciskiem, tak że jego słowa wyraźnie rozległy się na tle wciąż jeszcze prowadzonego przesłuchania i odgłosu policzków, którymi Mallenbrandt obrabiał uśmiechniętego Buschma

– Mógłbym się co prawda założyć, że to nie był Buschma

Mahlke natychmiast znalazł słuchaczy. A przecież mówił tylko do lustra; jego krawat, nowy trick, zwrócił uwagę dopiero później, i to nie w sposób szczególny. Mallenbrandt przeszukał własnoręcznie rzeczy Buschma