Страница 5 из 58
Zatrzymuję się przy Tobie i biorę Cię w ramiona. Za tą chwilą tęsknię najbardziej. Po to właśnie żyję, a kiedy odpowiadasz uściskiem, zatracam się wtedy i znowu odzyskuję spokój.
Unoszę dłoń i delikatnie dotykam Twojego policzka. Pochylasz głowę i zamykasz oczy. Moja dłoń jest twarda, a twoja skóra miękka i zastanawiam się przez chwilę, czy nie odsuniesz się ode mnie, ale Ty tego nie robisz. Nigdy nie odsunęłaś się ode mnie, właśnie w takich chwilach wiem, po co żyję.
Jestem tutaj, by Cię kochać, trzymać w ramionach, chronić. Jestem tutaj, by uczyć się od Ciebie i otrzymywać Twą miłość. Jestem tutaj, bo nie ma i
Ale wtedy, jak zawsze, gdy stoimy blisko siebie, zaczyna się zbierać mgła. Ta mgła ściele się daleko na horyzoncie. Ogarnia mnie lęk, gdy nadchodzi. Powoli pełznie, zakrywa świat wokół nas, otacza, jakby chciała zapobiec naszej ucieczce. Jak tocząca się chmura zasłania wszystko, zamyka, aż zostajemy tylko we dwoje.
Czuję, jak krtań się zaciska, z oczu płyną mi łzy, bo wiem, że musisz odejść. Prześladuje mnie spojrzenie, którym mnie obrzucasz- Czuję Twój smutek i własną samotność, a ból w moim sercu, uciszony na krótką chwilę, teraz staje się jeszcze silniejszy, gdy wysuwasz się z moich objęć. Rozkładasz ramiona i wstępujesz w mgłę, bo tam jest Twoje miejsce, lecz nie moje. Pragnę iść za Tobą, ale kręcisz głową, ponieważ oboje wiemy, że to niemożliwe.
Patrzę z rozdartym sercem, jak powoli znikasz. Próbuję zapamiętać wszystko dokładnie, próbuję zapamiętać Ciebie. Wkrótce, zbyt szybko. Twój wizerunek znika, mgła odsuwa się gdzieś daleko i stoję sam na molo. Nie obchodzi mnie, co sobie pomyślą i
Garrett
Rozdział drugi
– Płakałaś? – spytała Dea
Teresa poczuła się zawstydzona i otarła oczy. Przyjaciółka odłożyła gazetę i wstała z krzesła. Odkąd Teresa ją pamiętała, miała nadwagę, a mimo to poruszała się szybko. Ominęła stolik i podeszła, patrząc na nią z troską.
– Dobrze się czujesz? Co stało się na plaży? Coś sobie zrobiłaś? – sięgnęła po dłoń Teresy i ujęła ją w swoją.
Teresa pokręciła przecząco głową.
– Nie, nic się nie stało. Tylko znalazłam ten list… Nie wiem, jak go przeczytałam, nie mogłam się opanować.
– List? Jaki list? Jesteś pewna, że dobrze się czujesz? – zadając pytania, Dea
– Nic mi nie jest, naprawdę. List był w butelce. Znalazłam ją na plaży. Kiedy otworzyłam i przeczytałam… – Zamilkła.
– Och, to dobrze. Przez chwilę myślałam, że stało się coś złego, że ktoś cię zaatakował lub coś podobnego.
Teresa odgarnęła kosmyk włosów z twarzy i uśmiechnęła się, widząc zatroskanie na twarzy przyjaciółki.
– Nie, po prostu wzruszył mnie list. Wiem, że to głupie. Nie powi
– To nic – odparła Dea
Teresa otarła oczy, podała list Dea
Dea
– To takie… piękne – odezwała się w końcu Dea
– Też tak pomyślałam.
– Znalazłaś go na plaży? Kiedy biegałaś?
Teresa kiwnęła głową.
– Nie wiem, jak to się stało, że butelka znalazła się na brzegu. Zatoka jest oddzielona od reszty oceanu. Poza tym nigdy nie słyszałam o Wrightsville Beach.
– Ja też, ale wydaje mi się, że fale wyrzuciły butelkę zaledwie wczoraj. Prawie ją ominęłam, nim zauważyłam, co to jest.
Dea
– Zastanawiam się, kim jest i dlaczego wrzucił list do butelki?
– Nie wiem.
– Nie jesteś ciekawa?
Teresa była bardzo ciekawa. Przeczytała list po raz drugi, a potem trzeci. Jak by to było – zastanawiała się – gdyby ją ktoś tak kochał?
– Trochę. Co z tego? Nigdy się nie dowiemy.
– Co masz zamiar z tym zrobić?
– Chyba zatrzymam. Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam.
– Hm – mruknęła Dea
Teresa małymi łykami popijała sok.
– Dobrze. Słońce było niezwykłe tuż po wschodzie, jakby cały świat świecił.
– Kręciło ci się w głowie z braku tlenu. To wpływ biegania.
Teresa uśmiechnęła się z rozbawieniem.
– Rozumiem, że nie pobiegasz ze mną w tym tygodniu.
Dea
– W żadnym wypadku. Gimnastykę ograniczam do czyszczenia dywanów w każdy weekend. Wyobrażasz sobie mnie, jak pocę się i dyszę? Pewnie dostałabym ataku serca.
– Bieg doskonale odświeża, jak już się przyzwyczaisz.
– Być może tak jest, ale nie jestem młoda i chuda jak ty. Pamiętam, że ostatni raz biegłam, kiedy byłam dzieckiem i pies sąsiadów uciekł im z podwórka. Biegłam tak szybko, że o mało co nie zlałam się w majtki.
Teresa wybuchnęła śmiechem.
– Jakie mamy plany na dziś?
– Myślałam, że mogłybyśmy pojechać po zakupy i zjeść lunch w miasteczku. Co o tym sądzisz?
– Miałam nadzieję, że to zaproponujesz.
Rozmawiały przez chwilę, dokąd mogłyby pójść. Potem Dea
Dea
Dea
– Czyż nie jest to najpiękniejsze miejsce na ziemi?
– Jest. Cieszę się, że mnie zaprosiłaś.
– Tego ci było trzeba. Zostałabyś zupełnie sama.
– Mówisz jak moja mama.
– Uważam to za komplement.
Dea
– O co chodzi?
– Zastanawiałam się… – zaczęła spokojnie.
– Nad czym?
– Kiedy weszłam do mieszkania, zaczęłam myśleć o liście. Zastanawiałam się, czy nie powi
– O czym mówisz?
Dea
– Właśnie powiedziałam. Uważam, że powi
– Nawet nie wiemy, kim jest autor. Nie sądzisz, że najpierw powi
– Właśnie o to chodzi. Nie możemy. Porozmawiam z prawnikiem, ale jestem pewna, że to zgodne z prawem. Nie podamy ich prawdziwych imion i dopóki nie przypiszemy sobie autorstwa i nie będziemy chcieli się dowiedzieć, skąd pochodzi list, nie powi
– Wiem, że prawdopodobnie byłoby to legalne, ale nie jestem przekonana czy właściwe. To bardzo osobisty list. Nie jestem pewna, czy powi
– To zwykłe ludzkie sprawy, Tereso. Czytelnicy uwielbiają takie rzeczy. Poza tym w tym liście nie ma nic zawstydzającego. To piękny list. Pamiętaj, że ten Garrett wysłał go w butelce. Musiał wiedzieć, że fale wyrzucą go gdzieś na brzeg.