Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 14 из 58

– Czy mogłabym jeszcze w czymś pomóc? – spytała telefonistka.

– Nie, dziękuję. Bardzo mi już pani pomogła. – Odłożyła słuchawkę, a Teresa spojrzała na nią z zaciekawieniem.

– O co masz zamiar zapytać, kiedy się dodzwonisz?

– Spytam o Garretta.

Teresie mocniej zabiło serce.

– Ot tak?

– Właśnie tak – przytaknęła Dea

Kiedy wreszcie ktoś podniósł słuchawkę, Dea

– Przykro mi, podano pani zły numer – usłyszała Dea

Pięć następnych rozmów zakończyło się tym samym. Nie zniechęcona Dea

– Mówi pani o Garretcie Blake'u?

Garrett.

Na dźwięk jego imienia Teresa zamarła. Dea

– On pracuje w „Nurkowaniu na Wyspach”. Jest pani pewna, że nie możemy pani pomóc? Niedługo zaczynamy kilka kursów.

Dea

– Nie, przykro mi. Naprawdę muszę się uczyć u Garretta. Obiecałam mu, że się zgłoszę.

Odłożyła słuchawkę na widełki i uśmiechnęła się szeroko.

– Jesteśmy coraz bliżej.

– Nie mogę uwierzyć, że to było takie łatwe…

– Wcale nie było łatwe, jeśli się nad tym zastanowisz, Tereso. Byłoby niemożliwe, gdybyśmy miały tylko list, który ty znalazłaś.

– Uważasz, że to ten sam Garrett?

Dea

– A ty tak nie uważasz?

– Nie wiem. Może.

Przyjaciółka wzruszyła ramionami, słysząc jej odpowiedź.

– Wkrótce się dowiemy. Coraz bardziej mnie to wciąga.

Dea

– Byliśmy z mężem na wakacjach – zaczęła, gdy zgłosiła się jakaś kobieta – i zepsuła się nam łódka. Znalazł nas taki miły pan i pomógł nam dostać się na brzeg. Nazywał się Garrett Blake, a pływał chyba na „Happenstance”, o ile się nie mylę. Chcę mieć pewność, nim o tym napiszę.

Dea

– Skoro pani tylko sprawdza informację, a nie prosi o nic, czego pani nie wie, jestem pewna, że nie będzie z tym problemu. Proszę poczekać.

Dea

– Zobaczymy… – Dea

– Tak. Właśnie tak jest. Garrett Blake… Dobrze zapamiętała pani nazwisko, przynajmniej według naszych danych. Napisano tu, że łódź nosi nazwę „Happenstance”.

Dea

– Garrett Blake – powiedziała z triumfującą miną. – Nasz tajemniczy nadawca nazywa się Garrett Blake.

– Nie mogę uwierzyć, że go znalazłaś.

Dea

– Uwierz. Staruszka nadal umie szukać informacji.

– Z pewnością.

– Czy chciałabyś jeszcze coś wiedzieć?

Teresa zastanawiała się chwilę.

– Czy możesz dowiedzieć się czegoś o Catherine?

Dea

– Nie wiem, ale warto spróbować. Zadzwonimy do „Wilmington Journal”, żeby sprawdzono, czy ukazała się jakaś wzmianka. Jeśli był to wypadek, to może o nim napisano.

Dea

– Uważam, że to wszystko, co mogłyśmy teraz zrobić. Reszta zależy od ciebie, Tereso. Przynajmniej wiesz, gdzie go szukać.

Dea

– Do kogo teraz dzwonisz?

– Do biura podróży. Musisz mieć bilet na samolot i miejsce do spania.

– Jeszcze nie powiedziałam, że jadę.

– Jedziesz.

– Jak możesz być taka pewna?

– Ponieważ nie zamierzam pozwolić, żebyś przez cały przyszły rok snuła się po redakcji, rozmyślając, co by było, gdyby… Źle pracujesz, kiedy coś rozprasza twoją uwagę.

– Dea

– Nie marudź. Wiesz, że nie zaspokojona ciekawość doprowadziłaby cię do obłędu. Mnie już doprowadza.

– Ale…

– Dość tego. – Dea

Popatrzyły na siebie w milczeniu. Dea

Mimo to podjęła jeszcze ostatnią, niepewną próbę sprzeciwu.

– Nawet nie wiem, co mu powiedzieć, kiedy go wreszcie spotkam.

– Jestem pewna, że coś wymyślisz. Teraz pozwól, że zajmę się telefonami. Idź po torebkę. Będzie mi potrzebny numer twojej karty kredytowej.

Teresie kręciło się w głowie, kiedy szła do swojego pokoju. Garrett Blake. Wilmington. „Nurkowanie na Wyspach”. „Happenstance”. Słowa te powracały, jakby ćwiczyła tekst roli.

Otworzyła dolną szufladę, w której trzymała torebkę, i znowu ogarnęły ją wątpliwości. Odsunęła je jednak od siebie, pomaszerowała do gabinetu Dea

Dea

W przeciwieństwie do niego, w głębi duszy była zadowolona, a gdy następnego dnia samolot wylądował w Wilmington, zameldowała się w hotelu, zastanawiając się, dokąd to wszystko zaprowadzi.