Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 13 из 58

Garrett

– Dea

Dea

– Oczywiście, że mam. O co chodzi?

Teresa bez słowa położyła na biurku trzy listy. Dea

– Skąd masz pozostałe dwa listy?

Teresa wyjaśniła, w jaki sposób natrafiła na ich ślad. Kiedy skończyła mówić, Dea

– A więc to tak – powiedziała, odkładając ostatni list – trzymałaś to w tajemnicy.

Teresa wzruszyła ramionami.

– Chodzi o coś więcej niż znalezienie listów, prawda?

– Co masz na myśli?

– To – zaczęła Dea

Teresa otworzyła usta, by zaprzeczyć, ale Dea

– Nie miej takiej zaskoczonej miny, Tereso. Nie jestem zupełną idiotką. Wiedziałam, że od kilku dni coś się dzieje. Byłaś roztargniona, nieobecna myślami. Zamierzałam zapytać cię o przyczynę, ale doszłam do wniosku, że kiedy będziesz gotowa, sama mi powiesz.

– Sądziłam, że nad wszystkim panuję.

– Być może i

Teresa zamyśliła się na chwilę.

– To naprawdę dziwne. Chodzi mi o to, że nie potrafię przestać o nim myśleć i nie rozumiem dlaczego. Zupełnie jakbym znowu była w szkole średniej i zadurzyła się po uszy w kimś, kogo nigdy nie spotkałam. Tym razem jest podobnie. Nie tylko nigdy nie rozmawialiśmy ze sobą, ale nawet go nie widziałam. Niewykluczone, że właśnie skończył siedemdziesiątkę.

Dea

– To możliwe, ale tak nie myślisz, prawda?

– Nie, chyba nie.

– Ani ja – przytaknęła Dea

– Ja też.

– Chcesz wiedzieć, co o tym myślę?

– Naturalnie.

Dea

– Uważam, że powi

– Ale wydaje mi się to… takie śmieszne, nawet dla mnie…

– Dlaczego?

– Ponieważ nic o nim nie wiem.

– Tereso, wiesz o wiele więcej o Garretcie niż ja o Brianie, zanim go poznałam. Poza tym nie każę ci wychodzić za niego za mąż. Powiedziałam, że powi

– A jeśli… – Teresa urwała, a Dea

– A jeśli nie jest taki, jak go sobie wyobraziłaś? Tereso, już teraz mogę ci zagwarantować, że nie będzie taki, jak myślisz. Nigdy tak nie jest. Moim zdaniem jednak to nie powi

– Nie uważasz, że to wariactwo?

Dea

– Tereso, od dawna na to czekałam. Tak jak ci powiedziałam na wakacjach. Zasługujesz na to, by znaleźć mężczyznę, z którym mogłabyś dzielić życie. Teraz nie wiem, czy uda ci się to z Garrettem. Gdybym się miała założyć, powiedziałabym, że prawdopodobnie do niczego nie dojdzie. Jednak to nie oznacza, że nie należy próbować. Gdyby każdy, kto uważał, że mu się nie uda, nawet nie spróbował, to gdzie bylibyśmy dzisiaj?

Teresa milczała chwilę.

– Za dużo w twoich słowach logiki…

– Jestem od ciebie starsza i wiele przeszłam. Życie mnie nauczyło, że czasami trzeba zaryzykować. Moim zdaniem nie podejmujesz wielkiego ryzyka. Nie opuszczasz męża ani rodziny, aby kogoś odnaleźć, nie porzucasz pracy ani nie wyjeżdżasz z kraju. W końcu nie wybierasz się na koniec świata. Jeśli czujesz, że powi

Teresa zaczęła zawijać pasmo włosów na palec.

– A moja kolumna?

– Nie martw się. Mamy w zapasie tekst, którego nie zamieściliśmy, ponieważ zamiast niego wydrukowaliśmy list. Możemy też dać kilka powtórek z ubiegłych lat. Większość gazet nie publikowała wtedy twojej kolumny, więc nawet się nie zorientują.

– W twoich ustach brzmi to tak prosto.

– Bo jest proste. Najtrudniejsze to odnaleźć Garretta. Uważam jednak, że w listach jest dość informacji, które możemy wykorzystać. Co powiesz na kilka telefonów i małe polowanko w komputerze?

Obie umilkły na dłuższą chwilę.

– Dobrze – odezwała się w końcu Teresa. – Mam nadzieję, że nie będę tego żałować.

– Od czego zaczynamy? – spytała Teresa.

Przestawiła krzesło tak, że znalazła się obok Dea

– Przede wszystkim sprawdźmy to, czego jesteśmy pewne. Po pierwsze, powi

– I – dodała Teresa – prawdopodobnie mieszka w Wilmington, w Wrightsville Beach lub w i

Dea

– We wszystkich listach wspomina o oceanie, oczywiście tam wrzuca butelki. Z ich tonu wynika, że pisze je, gdy czuje się samotny lub gdy myśli o Catherine.

– Tak właśnie sądzę. Nie wspominał w listach o żadnej specjalnej okazji. Opisywał codzie

– Tak – potwierdziła Dea

– „Happenstance” – podpowiedziała Teresa. – Napisał, że odnowili łódź i razem żeglowali. To prawdopodobnie żaglówka.

– Zanotuj to – doradziła Dea

– Nic mi nie przychodzi do głowy. Natomiast w trzecim liście jest trochę więcej informacji. Wynika z nich…

– Że Catherine naprawdę umarła – wtrąciła Dea

– Tak, poza tym prawdopodobnie Garrett jest właścicielem sklepu ze sprzętem do nurkowania, w którym pracowali oboje z Catherine.

– Trzeba to zapisać. Uważam, że to ważny ślad. Coś jeszcze?

– Chyba nie.

– To bardzo dobry początek. Może pójdzie nam łatwiej, niż sądziłyśmy. Zaczynamy dzwonić.

Dea

– Łodzie rejestruje się według numerów, podobnie jak samochody – oznajmił, przeciągając samogłoski. – Jeśli zna pani nazwisko właściciela, może pani poszukać nazwy łodzi w formularzu, o ile została wymieniona. Nie wymaga się podania tej informacji, a mimo to wiele osób ją umieszcza. – Deana nagryzmoliła na kartce: „Łodzie nie są rejestrowane według nazw” i pokazała Teresie.

– Ślad donikąd – powiedziała cicho Teresa.

Przyjaciółka przykryła dłonią słuchawkę i szepnęła:

– Może tak, może nie. Nie poddawaj się tak szybko.

Dea