Страница 17 из 23
– Co “aj! aj! aj!”? – zapytał Pete. – Co tak ajujesz, Jupe?
– Przecież Spike wszystko nam wyjaśnia! To znaczy, wyjaśnia Guliwerowi. W liście. Spójrzcie tylko! – Jupiter podał list Bobowi i Pete'owi.
– Widzicie, od czego zaczyna? “Może pięć dni lub trzy tygodnie, a może nawet dwa miesiące”. Napiszcie te cyfry obok siebie. Utworzą 532. Co wam mówi ta liczba?
– To numer domu pani Miller! – krzyknął Bob. – Danville Street 532.
– Zgadza się – potwierdził Jupiter. – A spójrzcie na to. Mówi Guliwerowi: “Jeśli będziesz kiedyś w Chicago, zajrzyj do mojego kuzyna Da
– Da
– Racja! – zgodził się Jupe. – Ta część o kuzynie z Chicago jest tylko po to, by odwrócić uwagę od słów Da
– Pod tapetą! – krzyknął Bob. – Nie odważył się więcej przekazać, ale trzeba przyznać, że naklejenie jednego znaczka na drugi było bardzo pomysłowe!
– Rozwiązaliśmy tę łamigłówkę – podsumował Pete z promie
– Nie możemy tam wejść i powiedzieć: “Przepraszamy bardzo, ale właśnie chcielibyśmy zerwać państwa tapetę” – zauważył Bob
– Nie – zgodził się Jupiter. – To zadanie dla policji. Musimy powiedzieć o tym inspektorowi Reynoldsowi. Nie ma sensu rozmawiać z porucznikiem Carterem. Całkiem jasno dał do zrozumienia, że mamy mu nie przeszkadzać. Jutro lub w poniedziałek, kiedy inspektor wróci…
Przerwał mu dzwonek telefonu. Jupiter zaskoczony podniósł słuchawkę.
– Trzej Detektywi, Jupiter Jones przy telefonie.
– To dobrze! – rozległ się apodyktyczny głos. – Tu mówi George Grant.
– George Grant? – Jupiter zmarszczył czoło. Nazwisko nie było mu znane.
– Zgadza się. Inspektor Reynolds przekazał ci chyba, że będę się z tobą kontaktował?
– Niestety, nie. Nie wspominał mi o panu, panie Grant.
– Musiał zapomnieć. To on dał mi twój numer telefonu. Jestem agentem do spraw specjalnych Stowarzyszenia Ochrony Bankierów. Mam cię na oku, odkąd przeczytałem artykuł o tym, jak kupiłeś kufer Guliwera Wielkiego. I…
– Tak? – odezwał się Jupiter, zdezorientowany przedłużającą się przerwą.
– Czy wiecie, chłopcy, że trzy największe zbiry Kalifornii obserwują was dzień i noc?
Rozdział 13. Niepokojąca wiadomość
– O-o-obserwują nas? – głos Jupitera lekko zadrżał, a Pete i Bob wstrzymali oddech.
– Nie da się ukryć. Obserwują was i śledzą. Nazywają się Munger Trzy Palce, Benson Słodka Buzia i Leo Nożownik. Siedzieli w więzieniu ze Spike'em Neelym i teraz mają nadzieję, że trafią za wami do jego pieniędzy.
– My-my nie zauważyliśmy, aby nas ktoś śledził, panie Grant.
– Oczywiście, że nie. Ci faceci to profesjonaliści. Wynajęli dom przy drodze dojazdowej do składu złomu i obserwują was przez lornetki. Kiedy gdzieś jedziecie, śledzą was.
– Musimy zawiadomić policję – stwierdził Jupiter poruszony, a Bob i Pete, słuchający rozmowy przez głośnik, przytaknęli.
– Mówiłem już o tym inspektorowi Reynoldsowi – powiedział pan Grant. – Policja mogłaby ich stąd wykurzyć, ale nic więcej. Do aresztowania nie ma podstaw. Samo obserwowanie kogoś nie jest przestępstwem. A oni oprócz tego niczego i
– Inspektor Reynolds właśnie się obawiał, że bandyci pomyślą, iż wiemy, gdzie są ukryte pieniądze. Dlatego pilnują nas na wypadek, gdybyśmy się po nie wybrali.
– Nawet nie próbujcie. Kto wie, co Trzy Palce i reszta mogliby wam zrobić. Jeśli macie jakieś wskazówki, idźcie z tym na policję. Dobrze wam radzę.
– Nie mieliśmy ich… jak dotąd.
– Ale teraz macie?
– No cóż… tak – przyznał się Jupiter. – Chyba właśnie trafiliśmy na coś ważnego.
– Dobra robota! – ucieszył się pan Grant. – Jedźcie z tym zaraz do inspektora Reynoldsa. Odbędziemy sobie wspólną pogawęd… Ach, niestety. Zapomniałem, że inspektora nie ma dziś w mieście.
– No właśnie. Próbowaliśmy się do niego dodzwonić. Zastępuje go porucznik Carter, ale on o niczym nie chciał słyszeć.
– A teraz, gdybyście przekazali mu tę informację, zasługę przypisałby sobie i zgarnąłby całą nagrodę.
– Nagrodę? – powtórzył Jupiter, a Bob i Pete spojrzeli na siebie z ożywieniem.
– Stowarzyszenie Ochrony Bankierów oferuje dziesięć procent wartości skradzionych pieniędzy temu, kto je znajdzie. Należałoby się wam pięć tysięcy dolarów. Oczywiście, o ile wasza informacja okazałaby się prawdziwa.
– Pięć tysięcy dolarów! – szepnął Pete do Jupitera. – No, to mi się podoba! Zapytaj go, co musimy zrobić, żeby je dostać.
– Mam pewien pomysł – ciągnął dalej Grant. – Jeśli powierzycie waszą informację Stowarzyszeniu Ochrony Bankierów, my przekażemy ją dalej policji i nagroda wasza. W dokumentach zaznaczymy, że pieniądze znaleziono dzięki wam. Mógłbym do was podjechać i… Nie, to nie jest dobry pomysł.
Te zbiry pewnie by mnie rozpoznały i kto wie, na co mogłyby się ważyć. A może ty wymknąłbyś się niepostrzeżenie i spotkalibyśmy się niedługo na mieście?
– Nie mogę zostawić składu – odparł Jupiter, marszcząc brwi. – Odpowiadam za niego aż do powrotu wuja i ciotki. Mają być za godzinę lub dwie.
– Hmm… Rozumiem. A czy mógłbyś się wymknąć wieczorem, już po zamknięciu składu? Chętnie spotkałbym się z całą waszą trójką. Ale musielibyście wyjść tak, by Trzy Palce i reszta was nie zauważyli.
– To by się chyba dało załatwić, proszę pana – zgodził się Jupiter.
– Bob z Pete'em i tak muszą zaraz wracać do domu na kolację. Jak pan sądzi, czy będą śledzeni?
– Wątpię. Złodzieje są głównie zainteresowani tobą. Jesteś pewien, że uda ci się wymknąć niepostrzeżenie?
– Tak, proszę pana. Jestem pewien – odparł Jupiter, myśląc o Czerwonej Furtce Pirata, potajemnym wyjściu w płocie na tyłach składu.
– Ale byłbym dość późno, ponieważ dziś jest sobota i skład zamykamy dopiero o siódmej.
– Świetnie. Czy ósma ci odpowiada?
– Sądzę, że tak, panie Grant.
– To może spotkajmy się w parku Oceanview. Będę siedział na ławce przy wschodnim wejściu i czytał gazetę. Ubrany będę w brązową marynarkę i kapelusz z rondem. Niech każdy z was przyjdzie osobno i upewnijcie się, czy nikt was nie śledzi. Zrozumiałeś?
– Tak jest.
– I nikomu ani słowa o naszym spotkaniu, aż usłyszę, co macie do powiedzenia. Jasne?
– Wszystko jasne, panie Grant.
– A zatem, do zobaczenia o ósmej.
Kiedy Jupiter odłożył słuchawkę, Pete wydał z siebie długo tłumiony okrzyk:
– O, rany! Pięć tysięcy dolarów nagrody! Co jest, Jupe? Co ci tak mina z rzedła?
– Przecież jeszcze nie znaleźliśmy pieniędzy Spike'a Neely'ego – odparł Jupiter.
– Ale znajdziemy. Lub znajdzie je policja, kiedy pan Grant przekaże im nasze wskazówki. Może nawet pozwolą nam uczestniczyć w poszukiwaniach.
– Nie licz na to, jeśli porucznik Carter będzie miał coś do powiedzenia – skwitował Bob.
– Szkoda, że inspektor Reynolds musiał dziś wyjechać – powiedział Jupiter. – Chciałbym mu osobiście przekazać te informacje. No, ale skoro zna pana Granta…
Przerwało mu nawoływanie dochodzące z dziedzińca.
– Jupe! Trzeba wydać resztę klientom!
– To Konrad. Lepiej wrócę do pracy. W końcu odpowiadam za cały interes. Czy możecie spakować kufer i schować Sokratesa?
– Ojej! – Bob popatrzył na zegarek. – Jupe, muszę zdążyć do biblioteki przed zamknięciem. Zostawiłem tam kurtkę. A potem muszę się pokazać w domu.
– W porządku. Ja spakuję kufer – powiedział Pete. – A potem też zmywam się do domu. Spotykamy się w parku o ósmej. Zgadza się?
– Zgadza – potwierdził Jupiter.
Po wyjściu z Kwatery Głównej rozstali się. Pete bez entuzjazmu ruszył w stronę kufra i Sokratesa.