Страница 8 из 17
ALA – Mogę zapisać się na dżudo.
ARTUR – Przecież ja mówię niejako metaforycznie! Czy kobiety naprawdę nie są zdolne zrozumieć uogólnień?
ALA – Teraz dużo kobiet zapisuje się na dżudo. Ach, jak bym chciała, żebyś mnie błagał o litość!
ARTUR – Bardzo dobrze. Pomału, a przyznasz się do wszystkiego. Tylko po co do tego dżudo? Wystarczą dobrze pomyślane i ustalone konwencje. Klęczałbym wtedy przed tobą, tu, na tej podłodze, z bukietem kwiatów w dłoni, i błagałbym cię o litość, o cień nadziei. A ty, bez żadnego wysiłku, bez zburzenia fryzury, jak przy walce wręcz, bawiłabyś się swoją potęgą za murem konwencji. Czy to nie lepsze niż dżudo?
ALA – Naprawdę? Klęczałbyś?
ARTUR – Bez wątpienia.
ALA – No to klękaj.
ARTUR – Jak to?
ALA – Na kolana!
ARTUR – Niemożliwe.
ALA – (rozczarowana) Dlaczego?
ARTUR – Bo nie ma tych konwencji, o których mówiłem. Teraz widzisz, w jakim jesteś położeniu.
ALA – I nie ma na to rady?
ARTUR – Jest. ALA – Jaka?
ARTUR – Stworzyć nowe konwencje albo odbudować stare. I ja to zrobię, jeżeli mi w tym pomożesz. Wszystko gotowe, potrzebuję tylko twojej pomocy.
ALA – Wspaniale! A będziesz klęczał?
ARTUR – Będę.
ALA – Co mam zrobić?
ARTUR – Zgodzić się na ślub. Od tego zaczniemy.
Żadne nielegalne związki, żadne życie ułatwione. Ślub jest mi potrzebny. I to nie jakiś tam ślub byle jaki, administracyjny, między śniadaniem a obiadem, ale ślub prawdziwy, z całym ceremoniałem, organami, orszakiem ślubnym i tak dalej. Stawiam szczególnie na orszak ślubny, to powi
ALA – I będę w białej sukni?
ARTUR – Jak śnieg. Wszystko według tradycji. Pomyśl tylko, dopomożesz w ten sposób wszystkim kobietom świata. Przywrócone normy wrócą im wolność. Dzisiaj nie mogą wybierać. Bez słowa, najwyżej pomrukując coś niewyraźnie, mężczyzna wlecze kobietę na łóżko. A jaki był pierwszy warunek każdego spotkania. Konwersacja. Taki pan nie mógł się wymigać nieartykułowanymi dźwiękami, musiał mówić. A kiedy on mówił, ty milczałaś skromnie i rozpoznawałaś przeciwnika. Im dłużej kazałaś mu mówić, tym bardziej on się odsłaniał. Słuchałaś go spokojnie i układałaś plan działania. Poznawałaś jego system, dobierałaś odpowiednie reguły gry. Miałaś możność oceny sytuacji i możność manewru. Mogłaś się zastanowić, zanim powzięłaś jakąś decyzję, miałaś czas. Mogłaś zwle-kac, jak długo ci się podobało, bez obawy, że on cię pobije, choćby nawet zgrzytał zębami i przeklinał cię w duszy. Mogłaś stwarzać do woli korzystną dla siebie atmosferę niepewności, tajemniczości, wahania, i pod każdą osłoną albo dobrać sobie kostium, który osobnikowi podobałby się najbardziej, i tym uwięzić go do reszty, albo też wycofać się bezpiecznie, niczego nie ryzykując, pozostawiając go w żalu i obłędzie. Do ostatniej chwili kroczyłaś zwycięska, bezpieczna, swobodna. Przecież nawet zaręczyny nie oznaczały jeszcze konieczności, chociaż zapewniały ci wszystko. Tym bardziej konwersacja. Co tu mówić o konwersacji! Przecież dzisiaj nawet przedstawić się tobie mężczyzna nie musi. A jednak powi
ALA – Ktoś tu wchodził?
ARTUR – (wracając) Nie.
ALA – Zdawało mi się.
ARTUR – Skończmy tę rozmowę. Więc zgadzasz się?
ALA – Nie wiem jeszcze…
ARTUR – Jak to, czy cię nie przekonałem?
ALA – Tak.
ARTUR – Tak? Czy to oznacza zgodę?
ALA – Nie…
ARTUR – Tak – czy nie?
ALA – Muszę jeszcze nad tym pomyśleć.
ARTUR – Nad czym tu się jeszcze namyślać! Sprawa jest jasna jak słońce. Muszę odbudować świat i do tego potrzebny mi jest ślub. Czy to nie proste? Czego tu jeszcze nie rozumiesz?
ALA – Niestety wszystko.
ARTUR – A więc?
ALA – Poczekaj…
ARTUR – Słuchaj, nie mogę teraz dłużej czekać. Tracimy tylko czas. Idź i namyśl się. Wrócisz potem i dasz mi odpowiedź. Jestem pewien, że się zgodzisz. Powiedziałem ci przecież wszystko.
ALA – I nic więcej mi nie powiesz?
ARTUR – No, idź już. Zobaczymy się potem.
ALA – Wyrzucasz mnie?
ARTUR – Nie, tylko mam tu jeszcze coś do załatwienia na osobności.
ALA – A ja nie mogę być przy tym?
ARTUR – Nie. To nasza rodzi
ALA – Jak chcesz. Ale ja też będę miała swoje sekrety, zobaczysz.
ARTUR – (niecierpliwie) Dobrze, dobrze, idź już. Pamiętaj, spotkamy się w tym samym miejscu.
Ala wychodzi na prawo. Artur natychmiast podsłuchuje pod drzwiami w ścianie na wprost po lewej, potem podchodzi do drzwi w korytarzu, puka ostrożnie.
GŁOS STOMILA Kto tam?
ARTUR – (niezbyt głośno) To ja, Artur.
STOMIL – Czego chcesz?
ARTUR – Chcę z ojcem porozmawiać.
STOMIL – Teraz? O tej porze? Jestem zajęty. Przyjdź jutro.
ARTUR – To pilna sprawa.
Pauza.
STOMIL – Powiedziałem już, że nie mam czasu. Jutro porozmawiamy. (Artur próbuje klamkę, a stvier-dziwszy, te drzwi są zamknięte na klucz, uderza w nie ramieniem, Stomil otviera drzwi i ukazuje się w swojej wiecznej piżamie) Czyś ty oszalał? Co to ma znaczyć?
ARTUR – (doniosłym szeptem) Niech ojciec tak nie krzyczy…
STOMIL – (mimo woli zniżając głos) Dlaczego jeszcze nie śpisz?
ARTUR – Nie mogę spać. Nadszedł czas działania.
STOMIL – No to dobranoc, (usiłuje wejść z powrotem. Artur nie pozwala mu)
ARTUR – Chciałem zapytać… Czy tacie nie jest przykro?
STOMIL – Z jakiego powodu?
ARTUR – Przez tego Edka.
STOMIL -A Edek? Owszem, jest tu taki.
ARTUR – Co ojciec o nim sądzi?
STOMIL – Zabawny typ.
ARTUR – Zabawny? Obrzydliwa figura.
STOMIL – Przesadzasz, przesadzasz. To bardzo ciekawa postać. W pewnym sensie wyjątkowo nowoczesna. Właśnie przez swoją autentyczność.
ARTUR – To wszystko?
STOMIL – My wciąż jesteśmy zarażeni nadświado-mością. Przeklęte dziedzictwo wiekowej kultury.
Wprawdzie zrobiliśmy już wiele, żeby się jeJApo-zbyć, ale daleko nam jeszcze do naturalności J Edek jest dzieckiem szczęścia. Urodził się taki, jakimi my wszyscy powi
ARTUR – Krajobraz to szczególny.
STOMIL – Estetyka i moralność przeżyły już swoją rewolucję. Ciągle mnie zmuszasz do przypominania oczywistości. Jeżeli Edek nas niekiedy razi, to tylko dlatego, że jesteśmy skażeni. Czasem czuję się wi
ARTUR – I nic więcej?
STOMIL – Byłem z tobą szczery.
ARTUR – No to ja zacznę od początku. Dlaczego go ojciec toleruje w swoim domu?
STOMIL – A co mi szkodzi? Wzbogaca nasze środowisko, wnosi koloryt. Zdrowy powiew autentyczności. On mi nawet pomaga w żywieniu wyobraźni. Wiesz, my, artyści, potrzebujemy trochę egzotyki.
ARTUR – To ojciec o niczym nie wie?
STOMIL – Nie wiem. Nic nie wiem.
ARTUR -Nieprawda, ojciec wie dobrze.
STOMIL – Powtarzam, że nie wiem i o niczym nie chcę wiedzieć.
ARTUR – On śpi z mamą. (Stomil przechadza się tam i z powrotem) Co ojciec na to?
STOMIL – Mój drogi. Załóżmy nawet, że mówisz prawdę. Swoboda seksualna to pierwszy warunek wolności człowieka. I co ty na to?