Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 11 из 17

ELEONORA – Teraz dopiero cię poznajemy, ty hipokryto. Ukrywałeś się przed nami.

EUGENIUSZ – A tak, ukrywałem się. Cierpiałem przez tyle lat. Nienawidziłem was za wasz upadek, za waszą degrengoladę i milczałem. Byliście silniejsi. Teraz nareszcie nadeszła chwila, kiedy mogę wam to powiedzieć w oczy. Cóż to za rozkosz!

ELEONORA – Co chcecie z nami zrobić?

EUGENIUSZ – Przywrócimy wam godność, wy, upadłe społeczeństwo. Zrobimy z was z powrotem ludzi z zasadami.

ELEONORA – Siłą?

EUGENIUSZ – Choćby i siłą, jeżeli nie można inaczej.

STOMIL – To kontrreformacja.

EUGENIUSZ – To wybawienie.

STOMIL – Wybawienie? Od czego?

EUGENIUSZ – Od waszej przeklętej wolności.

ARTUR – (wchodzi) Wuju Eugeniuszu!

EUGENIUSZ – Tutaj jestem, panie!

ARTUR – Nie ma jej nigdzie.

EUGENIUSZ – Szukajmy, musi tu gdzieś być.

ARTUR – I ja tak sądzę. Czekam na jej odpowiedź.

EUGENIUSZ – Jak to? Jeszcze się nie zgodziła?

ARTUR – Musi się zgodzić. Nie może mnie opuścić w decydującej chwili. Wszystko przygotowane.

EUGENIUSZ – Nie chciałbym ci zwracać uwagi, Arturze, ale czy nie postąpiłeś zbyt lekkomyślnie? Należało najpierw mieć pewność, a potem dopiero zabrać się do nich. (wskazuje lufą rewolweru na zebranych)

ARTUR – Chwila była odpowiednia. Dłużej nie mogłem zwlekać.

EUGENIUSZ – Tak zawsze jest przy zamachach stanu. Nieprzewidziane okoliczności. Teraz nie możemy się już cofnąć.

ARTUR – Kto mógł przewidzieć? Byłem pewien, że ją przekonałem, (woła) Ala, Ala! (ze złością) Żeby przez jedną głupią kuzynkę… To niemożliwe! (woła) Ala, Ala!

EUGENIUSZ – Przez kobietę upadły imperia.

ALA – (wchodzi) Ojej, nikt jeszcze nie śpi?

ARTUR – (z wyrzutem) Nareszcie jesteś. Szukałem cię po całym domu!

ALA – Cóż to, wuj z bronią? Broń prawdziwa? Wuj prawdziwy?

ARTUR – To ciebie nie dotyczy. Gdzie się podzie-wałaś?

ALA – Byłam na spacerze. Czy nie wolno?

EUGENIUSZ – Nie wolno? To święta sprawa!

ARTUR – Wuju, uspokój się. Do szeregu! (do Ali) No i co?

ALA – Nic. Piękna noc.

ARTUR – Ja nie pytam o pogodę. Czy się zgadzasz?

ALA – Wolałabym się jeszcze zastanowić.

ARTUR – Odpowiedz natychmiast. Miałaś dosyć czasu.

Pauza.

ALA – Tak.

EUGENIUSZ – Brawo!

ARTUR – Bogu niech będą dzięki. Przystąpmy więc do dzieła! (bierze Ale za rękę i prowadzi ja do sofy, na której siedzi Eugenia) Babciu, błogosławieństwo!

EUGENIA – (przestraszona, wskazuje na sofę) Zo-stawcie mnie w spokoju, ja wam nie przeszkadzam!

ARTUR – Babciu, wszystko się zmieniło! Biorę ślub z Alą, niech babcia nas pobłogosławi na dalszą drogę życia.

EUGENIUSZ – (do pozostałych) Wstawać, wstawać, nie widzicie, że chwila jest uroczysta?

ELEONORA – Boże wielki! To Artur się żeni?

STOMIL – Po co te ceregiele?

EUGENIA – Zabierzcie go ode mnie, on znowu mnie będzie dręczył!

ARTUR – (groźnie) Błogosławieństwo, babciu!

STOMIL – To jakieś niesmaczne żarty, dajmy temu spokój.

EUGENIUSZ – (tryumfalnie) Żarty się skończyły, żartujecie już od pięćdziesięciu lat. Stomil, poza-pinaj się natychmiast! To są zaręczyny twojego syna, skończyło się porozpinanie. Genia, błogosław.

EUGENIA – Eleonora, co mam robić?

ELEONORA – Niech mama błogosławi, kiedy o to proszą.

EUGENIA – A czy oni nie mogą bez tego? Czuję się jakoś staro…

EUGENIUSZ – Zaręczyny jak za starych, dobrych czasów. Albo błogosławisz, albo strzelam. Liczę do trzech. Raz…

STOMIL – Niesłychane! Żeby człowiek nawet u siebie nie mógł wyglądać, jak mu się podoba… (usiłuje uładzić na sobie piżamę)

EUGENIUSZ – Dwa…

EUGENIA – (kładzie ręce na głowach Ali i Artura) Błogosławię was, moje dzieci… A niech was wszyscy diabli!

EUGENIUSZ – (wzruszony) Jak przed laty, jak przed laty…

ARTUR – (wstaje i całuje Eugenię w rękę) Dziękuję, babciu.

EUGENIUSZ – Stomil się zapiął! Nowe życie przed nami!

STOMIL – Eleonora, ty płaczesz?

ELEONORA – (łkając wzruszona) Przepraszam… Ale jednak… mimo wszystko… Zaręczyny Arturka… Bądź co bądź to nasz syn… Ja wiem, że jestem nienowoczesna, ale to takie wzruszające, wybacz mi.

STOMIL – A róbcie sobie, co chcecie! (wybiega do swego pokoju, bardzo zły)

EDEK – Jeżeli państwo pozwolą, to ja chciałem złożyć serdeczne gratulacje z okazji tak szczęśliwego wydarzenia i w ogóle… (wyciąga rękę do Artura)

ARTUR – (nie podając mu ręki) Do kuchni! I czekać, dopóki nie zawołam.

EUGENIUSZ – (naśladując Artura) Do kuchni! (wskazuje patetycznie na drzwi kuche

ELEONORA – (przez łzy) Kiedy ślub?

ARTUR – Jutro.

EUGENIUSZ – Hurrra! Wygraliśmy!

AKT III

Światło dzie

EUGENIUSZ – Nie ruszać się!

EUGENIA – Nic na to nie poradzę. To naftalina.

EUGENIUSZ – Uwaga! (Stomil odrywa rękę od biodra i drapie się w tułów) Stomil, ręka!

STOMIL – Kiedy swędzi jak diabli.

ELEONORA – Co cię swędzi?

STOMIL – Mole.

ELEONORA – Mole! (zrywa się i pędzi po scenie tu i tam, goniąc niewidoczne mole, klaszcząc w ręce)

EUGENIUSZ – W ten sposób nigdy nie zrobimy zdjęcia. Eleonora, siadaj!

ELEONORA – (z wyrzutem) To z mamy tyle moli.

EUGENIA – Wcale nie ze mnie, tylko z tych łachów.

EUGENIUSZ – Przestańcie się kłócić. Mole są ze strychu.

EDEK – (wchodzi jako lokaj. Kamizelka bordowa w paski czarne, spodnie) Pani wzywała?

ELEONORA – (przestaje klaskać) Co? Nie… A zresztą tak. Niech Edward mi przyniesie sole.

EDEK – Jakie sole, proszę pani?

ELEONORA – No, sole… Edward wie…

EDEK -Słucham, proszę pani… (wychodzi)

STOMIL – (patrząc za nim) A jednak to miło zobaczyć tego człowieka na właściwym miejscu.

EUGENIUSZ – Prawda? Poczekaj, a jeszcze niejedno zobaczysz. Wszystko się dobrze układa. Nie będziesz żałował.