Страница 4 из 111
Znowu zaczął szperać Lenin, zaglądać wszędzie, szpiegować myśli i dążenia zachodnich ludzi. Nie trudno mu byłoby przyjąć dawną formułę słowianofilów o „zgniłym Zachodzie", przeżywającym swój zmierzch. Lecz Lenin ostrożny, nie uznający autorytetów nawet Hertze-na, Bakunina i Marxa, – dojrzał owy „Untergangdes Abendlandes" w czem i
Nie bał się już Europy, bo, jak później nieraz twierdził, zatraciła ona poczucie etyki, chociaż stało się to z i
Być może, wtedy to dojrzała w Leninie decyzja postawienia stawki na najgorszych, najciemniejszych, najnędzniejszych. Skierował wzrok swój w stronę najmniejszego oporu, tam, gdzie już w pewnych okresach udawało się osiągnąć sukcesy rewolucyjne. Tak samo myśleli i postępowali niegdyś Razin i Pugaczew, a jeszcze dawniej – buntowniczy Spartakus. W tem zawarta jest cała demagogiczna „wielkość" i cała pospolitość i nikczemność jego mieszczańskiego spryciarstwa. Gdyby Lenin nie obrał tej drogi najmniejszego oporu, pozostałby, jak Bakunin, Chrustalow-Nosar i cały hufiec i
– Zaczynam rozumieć, do czego pan prowadzi nas! – zawołał Francuz.
– Pozostawało tylko wybrać moment dla ciosu. – mówiłem dalej. – Najłatwiej jest zabić człowieka, marzącego o samobójstwie. Taki nie broni się i nie woła na pomoc. Najstosowniejszym momentem była wielka wojna i klęska, spotykająca armję rosyjską. Lenin rzucił hasło dla nędzników, nie poczuwających się do państwowości:
– Precz z wojną! Bierzcie karabiny i powracajcie do domów! Stawka została wygrana.
Lenin rzucił drugą kartę.
„Liberalni i socjaliści dążą do ustalenia rządu, który wam, głodni, wszawi i uciemiężeni, nie da nic! Precz z konstytuantą! Bierzcie karabiny i wychodźcie na ulice!" Znowu zwyciężył. Nastąpiła trzecia stawka:
– Jesteście chciwi i nienawidzicie władzy, bogaczy, popów, urzędników? Wieśniacy i robotnicy, zabierajcie wszystko i zgniećcie waszych wrogów!
Ten manifest godny „ziemskiego, czerwonego cara" podług ideału rosyjskiego, był wykonany ściśle, a w mrocznych zakamarkach mrowiska rosyjskiego szeptano:
– Azaliż nie przyszedł na ziemię naszą prawosławną „Chrystus – czerwony mściciel?"
I oto w legendzie ludowej przechowa się długo wspomnienie o Leninie – „czerwonym carze" i „czerwonym Chrystusie".
A dla trwałości tej legendy on – dyktator proletarjatu, uczynił wszystko, co mógł: panował na Kremlu Iwana Groźnego, tego opętanego „biesa" rosyjskiego, a nie w Petersburgu – stolicy niemieckich Gottorpów i antychrysta Piotra I; do deputacyj chłopskich przemawiał z przedziwną prostotą na wzór biblijnych patrjarchów lub „Aniołów" kościoła pierwszych wieków chrześcijaństwa; starał się o tę formę tak dalece, że nawet chętnie posługiwał się przypowieściami i tekstem Starego i Nowego Testamentu, a mowy mityngowe układał w brzmieniu namiętnych „suratów", jakiemi niegdyś nawoływał do zemsty krwawej prorok wschodni.
Lenin nie dowierzał Rosjanom, pamiętając, że nawet najzacieklejsi rewolucjoniści, jak Bakunin, dekabryści i i
Szedł jednak, bo inaczej zgniótłby go, zdeptał wartki, burzliwy potok motłochu. „Czerwony" car musiał być zawsze na czele jego i, jak car, nikogo i niczego się nie bać… Musiał, chociaż nie zawsze mógł, a ten mus doprowadził go po kilku latach wściekłego życia do zupełnego wyczerpania mózgowego. Zadanie Lenina nie było trudnem, gdyż działał on wśród rosyjskiego ludu, trudnem było doprowadzenie zrywających tamy potoków do wolności, nowych, racjonalnych form życia, nowego ładu, nowej etyki i szczęścia, co przyobiecał sole