Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 3 из 111

– Gdzież zatem jest miejsce dla „szukania Boga", jak wskazywała literatura rosyjska? -spytał Niemiec.

Nie odpowiedziałem mu i mówiłem dalej:

– Prace biologów dowiodły, że każdy z nas stanowi muzeum przedhistorycznych przodków, że w okresie embrjonalnym przechodzimy stadjum rozwoju pierwotniaków, płazów, ryb, ptaków i nieznanych obecnie potworów ssących, które, z pewnością, zjawiały się niegdyś na powierzchni ziemi, a których potomkami jesteśmy. Wiemy teraz, że wszystkie te prototypy mogą odżyć nagle i wyrwać się na wolność, w postaci właściwym im zwyczajów. Cóż w takim razie powiemy o rosyjskim narodzie, jeżeli przypomnimy w sobie, że w żyłach jego i w mózgu tkwią zupełnie jeszcze młode pierwiastki Mongołów, Ugro-Fi

– Czyżby to było możliwe?! – zawołał Anglik. – Czerwony car?!

– Podejmuję się oprzeć to twierdzenie moje na materjale historycznym! – odpowiedziałem. – A teraz dalej! Z tym „czerwonym carem", burzącym wszystko, co było znienawidzone przez naród, a więc – państwo i społeczeństwo, łupiącym bogaczy i sąsiadów i

– Straszliwy obraz! – wyrwało się moim przyjaciołom. – Średniowiecze ponure i złowrogie!

– Może jeszcze gorzej! – zauważyłem. – Tam nie było tyle nienawiści do wszystkiego, co tchnęło ładem i prawem. W Rosji przetrwały raczej psychiczne cechy niewolników pogańskich, a cech tych dopatrzyć się można w całym szeregu sekt, rozdzierających kościół oficjalny. Był tam protopop Awwakum, prowadzący wiernych na stos, jako protest przeciwko nowotworom w życiu kościelnem i państwowo-społecznem; był nakoniec Grzegorz Rasputin, przez seksualne, przybrane w szatę pierwotnego mistycyzmu orgje, uprawiane z arystokratkami, żądnemi ostrych przeżyć tajemniczych obrządków, a doprowadzającemi bachanta i szamana do stopni tronu, już jako „Bożego człowieka", wyłaniającego się z najciemniejszych głębin ludu, cudotwórcę i proroka, oddanego dynastji.

Umilkłem, a moi słuchacze wpatrywali się we mnie niecierpliwie i pytająco.

Musiałem skończyć z tem, do czego już przygotowałem myśl moich przyjaciół cudzo-dziemskich.

– I oto Lenin… Piotr Wielki, protopop Awwakum, Pugaczew, „Chrystus"-Kapustin i po-części nawet Rasputin w jednej osobie, a wszystko w zmniejszeniu, w minjaturze i karykaturze – rzekłem.

– Lenin?! – zawołali. – Lenin, posiadający cechy tak różnych, niepodobnych do siebie

ludzi?!

– Lenin, jako zbiorowy typ psychiki rosyjskiej! Żaden z wymienionych przeze mnie ludzi nie był tak doskonałym przeciętnym Rosjaninem, jak Włodzimierz Uljanow-Lenin, panowie! – rzekłem. – Na tem oparł on swoje dzieło i swoje chwilowe zwycięstwo! Zresztą szedł ścieżką, wyrąbaną i wydeptaną przez i

Lenin spędził dzieciństwo i młodość nad Wołgą. Tam zaś panoszył się szlachcic, nie porzucający „patrjarchalnej" linji swego postępowania z włościaństwem; tam żyły tradycje „ziemskiego cara" – Pugaczowa i obrońcy uciemiężonych sławnego bandyty – Razina; tam, w borach czaiły się „skity" – klasztorki sekciarzy; tam wreszcie przechodziła sły

Lenin rozpoczął życie myślącego młodzieńca w dobie najmroczniejszego terroru despotyzmu, gdy to każda bardziej śmiała książka lub artykuł otwierały oczy na rzeczywistość i wołały do czynu zuchwałego, do protestu rozpaczliwego. I przecież ta czarna epoka panowania miłującego pokój cmentarzyska Aleksandra III, milczącego wspólnika zamordowania „niebezpiecznie liberalnego" rodzica swego, Aleksandra-Oswobodziciela, wychowała rewolucjonistów bez liku, i, jako zrozumiała reakcja, wytworzyła atmosferę głębokiego niezadowolenia w kołach inteligencji.

Okoliczności sprzyjały, aby w urzędniczym domu kawalera orderów i radcy stanu, Uljano-wa, wylęgli się terrorysta i zamachowiec Aleksander i niebezpieczniejszy od brata, bo zimny i posiadający własną wolę, przyszły burzyciel Rosji – Włodzimierz Uljanow-Lenin.

Kazański, bardzo czerwony uniwersytet, dopełnił tego wychowania rewolucyjnego, tam bowiem znaleźli schronisko skrajni studenci, rugowani z i

Spojrzałem na swoich słuchaczy i spytałem:

– Nie wiem, czy panowie znacie twierdzenie publicystów i historyków rosyjskich, że dla chłopa rosyjskiego niema nic niezniszczalnego i nienaruszalnego, czy ma to być zasada prawa, przez wszystkich od wieków uznanego, czy też znienawidzony gmach więzie

Niemiec skinął głową i odparł:

– Czytałem o tem gdzieś… Autor powoływał się na Hertzena i Bakunina.

– Taki maksymalizm myśli i samopoczucie nieomylności stanowiły podłoże psychiki Lenina od lat młodzieńczych – ciągnąłem dalej. – Oddychał on tem od urodzenia, bo pluskała, gwarząc o tem Wołga watażki Razina, szemrał bór, gdzie sekciarze czekali na przyjście Chrystusa – krwawego mściciela, gdzie policmajster bez sądu siekł na śmierć włościan i ich żony; gdzie panował mrok w umyśle i duszy ludu, żyjącego tylko nienawiścią, pragnieniem władania ziemią i żądzą zemsty, dokonanej na wszystkiem, co bezpośrednio stało temu na przeszkodzie, a więc na szlachcie, popach i urzędnikach. Nosił to w sobie Lenin i dlatego czuł każde drgnienie duszy narodowej, rozumiał czem żyje ona i co stanowi marzenia jej, ukryte pod maską pokory, milczenia i męczeństwa. Po wygnaniu zaczyna jeździć po Rosji i sprawdzać swoją teorję, aż stawia pod nią jedno słowo: „koniec". Teorja dobra i już wie, jak należy zastosować ją w praktyce! Rozmowy i agitacja wśród robotników ustanawia ważny punkt przyszłego programu. Robotnik rosyjski posiada psychikę chłopską, a więc jest maksymalistą i nosi w sercu jednakie z „ziemią" marzenia. Podróż zagraniczna narazie zbija Lenina z tropu. Co za rozmach twórczości ludzkiej, co za system i ład?! Jak piękną jest „Appasionata" i Wenus z Milo! Co za wspaniały, budzący dumę wysiłek genjusza indywidualnego, którego plon z pietyzmem gromadzi Musée des Arts et Métiers! Kto się targnie na to? Któż z europejskich towarzyszy podniesie rękę na cudną zdobycz cywilizacji pokoleń? Tego nie uczyni ani Lefargue, ani Ledebour, ani Bebel, ani nawet odważniejszy od nich – Liebknecht. Przenigdy! Dokonać tego mogą tylko ci „szukający Boga i prawdy niebiańskiej", Iwany, Własy, Szymony i Dormidonty – ciemni, ponurzy, mściwi, chciwi, strupami, kołtunami i wszami okryci, ciągle głodni i oczekujący ni to „czerwonego" Chrystusa, ni to Antychrysta, ni to wreszcie rychłego „końca świata!" Oni nie słuchaliby przecież „Appasionaty", nie stanęliby w ekstatycznem osłupieniu przed marmurowym posągiem Afrodyty?