Страница 73 из 104
Romano było ulubioną restauracją Diany. Ten modny lokal prowadził rudowłosy Włoch, Azzalin Romano, był tam parkiet i klimatyzacja, wszędzie lustra i wazony pełne orchidei. Kiedy się pojawiłyśmy, szef kelnerów natychmiast z wdziękiem pod – biegł do Diany, stałej klientki. Zerknął na moją czarno – białą sukienkę od Judith i posadził mnie obok Diany, naprzeciwko Caroline, a A
– Zasmakuje ci tutejsza kuchnia – powiedziała. – Romano słynie z sosów. Zamów, co chcesz. Dziś ja stawiam.
Ku mojemu zdumieniu takie usadzenie najwyraźniej nie przeszkadzało A
– Popatrzcie tylko – powiedziała. – Pa
Po daniu głównym A
– Co myślisz o rozkładówce z wiose
– Wspaniała – odparłam. – Nie można spudłować z Diorem.
Ze sposobu w jaki zmrużyła oczy, wywnioskowałam, że jest zadowolona.
– Jutro idę powitać w porcie statek „Himalayan”, mam przeprowadzić wywiad z pa
Rozmawiała ze mną wyłącznie dlatego, że byłam nowa i miała się przed kim popisać, ale i tak jej słuchałam. Przynajmniej się do mnie odzywała. Caroline nigdy tego nie robiła. Zazwyczaj spoglądała gdzieś nad moją głową, kiedy podawała mi swój tekst albo kiedy przynosiłam jej herbatę.
– Widziałaś prace projektantki Judith James? – spytałam A
– Jej ubrania są równie piękne jak Diora, za to wyjątkowe.
– Tak, widziałam. – Wbiła wzrok w tiramisu, które postawił przed nią kelner. Uszczknęła kęs, po czym odsunęła talerzyk. – Ale to Australijka, prawda? Nie będzie z niej żadnego pożytku dla, naszych czytelniczek.
– Dlaczego? – Starałam się mówić pozornie obojętnym tonem.
– Czytelniczki postrzegają australijskie projekty jako… no wiesz… poślednie. Nie chodzi o gorszą jakość, tylko nie kojarzą się z niczym klasycznym ani egzotycznym, jeśli rozumiesz, co mam na myśli.
Byłam zdumiona, że ktoś, kto jest Australijką w drugim pokoleniu, tak lekceważy własny kraj, ale po chwili przypomniałam sobie, że i ona, i Caroline zawsze mówiły o Anglii jako o swoim domu.
– O kim rozmawiacie? – spytała Caroline, pożerając swój budyń daktylowy.
– O Judith James – wyjaśniła jej A
– A, o tej przyjaciółce Ani – zauważyła Caroline. – Tej, która szyje krzykliwe stroje w neohollywoodzkim stylu.
Oblałam się rumieńcem. Caroline zauważyła moją reakcję i na jej twarzy wykwitł uśmieszek wyższości. Diana rozmawiała z Joyce o katalogu od Davida Jonesa, ale na moment umilkła w połowie zdania. Zastanawiałam się, czy słucha naszej rozmowy. A
Zanim tego wieczoru wyszłam z pracy, Diana zawołała mnie do swojego gabinetu. Była to jedna z tych rzadkich okazji, gdy zamknęła za sobą drzwi.
– Skarbie, chciałam ci tylko powiedzieć, jak bardzo się cieszę, że tu pracujesz – oznajmiła. – Jesteś ozdobą tego biura. Przykro mi, że Caroline potraktowała cię tak nieprzyjemnie. To tyranka. Ignoruj ją.
Lunch trochę pogorszył moje samopoczucie, ale pochwały Diany wprawiły mnie w lepszy nastrój.
– Dziękuję – powiedziałam.
– Myślę, że sukienki Judith należałoby określić jako przepiękne – stwierdziła. – Zadzwonię do niej i zapytam, jaką długość przewiduje na ten sezon. Potem zacytuję ją w swojej rubryce. To ruszy z miejsca jej karierę. Nadal najwięcej pań czyta moją rubrykę. Nie wszystkie gustują w ploteczkach.
– Diano, bardzo ci dziękuję! – Starałam się mówić cicho, żeby reszta mnie nie słyszała.
– Cała przyjemność po mojej stronie – odparła. – A teraz bierz się do roboty i zrób weselszą minę.
W drodze do domu wstąpiłam do baru. Wszyscy klienci byli obsłużeni, więc zajrzałam do kuchni. Irina stała przy ladzie do wydawania posiłków i obserwowała ludzi, Witalij zaś czyścił rondel.
– Mamy jakieś wiadomości od Betty i Ruseliny? – zapytałam.
Oboje się odwrócili.
– Jeszcze nie – zaśmiał się Witalij. – Jednak wciąż liczymy na pocztówkę.
Betty odkryła sekret Witalija i Iriny, zanim jeszcze zdecydowali się go wyjawić. Zamiast wpaść w złość, była zachwycona łączącym ich uczuciem.
– To moja szansa na półemeryturę – stwierdziła. – Tom i ja wciąż planowaliśmy wakacje, ale nigdy nie wyjechaliśmy. Teraz nauczę was, jak zajmować się barem, i zrobię sobie wolne. Kiedyś, w przyszłości, możecie odkupić ode mnie lokal. To dobry biznes, niezły na początek.
Na pierwsze wakacje Betty i Ruselina pojechały pociągiem na południowe wybrzeże.
– Jak myślisz, co tam robią? – zapytałam Witalija.
– O ile wiem, łowią ryby – wtrąciła Irina.
– Raczej emerytów – mruknął Witalij.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
– Jak wam dzisiaj szło? – zainteresowałam się.
– Ruch non stop. – Irina podniosła szmatkę i przetarła stół.
– Teraz się trochę uspokoiło. Kiedy wróci Betty, będziemy chyba musiały zatrudnić jeszcze jedną kelnerkę.
– Chcesz coś zjeść? – zatroszczył się o mnie Witalij.
– Nie. – Pokręciłam przecząco głową. – Jadłam wielki lunch.
– Teraz to dziewczyna z towarzystwa – roześmiała się Irina.
– Mam nadzieje, że nie – mruknęłam.
– Poważnie? – Irina uniosła brwi.
– Poważnie.
Do baru weszła jakaś para i Irina pobiegła ich obsłużyć. Usiadłam przy kuche
– Nie możesz dopuścić do tego, żeby te dziewczyny obrzydziły ci pracę. – Zerknął na mnie przez ramię. – Jesteś silniejsza od nich. Dziś po południu rozmawiałem o tym z Iriną.
Irina przechyliła się przez ladę i przekazała zamówienie Witalijowi.
– Mówiłem Ani, żeby nie przejmowała się tymi dziewczynami w pracy – powiedział. Przeczytał zamówienie i wyciągnął z lodówki butelkę mleka. – Jest twarda. Bardziej australijska niż one.
Roześmiałam się. Irina spojrzała na mnie i skinęła głową.
– To prawda, Aniu. Kiedy poznałam cię na Tubabao, byłaś cicha i zamknięta w sobie. Zmieniłaś się.
Witalij przyrządził dwa czekoladowe koktajle mleczne i podał je Irinie.
– Uwielbia australijskie rośliny, czyta australijskie książki, nosi australijskie ubrania, chodzi do australijskich nocnych klubów. Jest jedną z nich – zauważył.
– Nie jestem jedną z nich – zaprzeczyłam. – Po prostu bardziej niż oni kocham ten kraj. Oni wszyscy zakochali się w Anglii.
W gazecie pracowała jeszcze jedna kobieta z towarzystwa, ale w niczym nie przypominała Caroline ani A