Страница 23 из 104
Nagle wpadł na mnie żołnierz piechoty morskiej, niemal przewróciłam się na schody. Po chwili mężczyzna wyprostował się i złapał mnie w pasie. Jego rękę pokrywały nieudolnie wykonane tatuaże. Odsunęłam się, przerażona agresją w jego przekrwionych oczach. Nie wypuszczając mnie z objęć, ruszył w kierunku parkietu.
Ręka mi się wykręciła, upuściłam kieliszek. Rozbił się na podłodze, ktoś natychmiast na niego nadepnął.
– Jesteś trochę chuda. – Żołnierz pomacał moje biodra. – Ale ja lubię chude.
Dymitr błyskawicznie stanął między nami.
– Przepraszam pana, ale jest pan w błędzie – powiedział. – To nie tancerka.
– Jak ma dwie nogi i dziurę, to tancerka. – Żołnierz wyszczerzył zęby i starł palcami ślinę z warg.
Nie widziałam ciosu Dymitra, to się rozegrało zbyt szybko. Ujrzałam tylko, jak zdumiony żołnierz pada na podłogę, a krew tryska mu z ust. Głową uderzył o parkiet, przez chwilę leżał oszołomiony. Usiłował podeprzeć się na łokciu, jednak zanim zdołał wstać, Dymitr wbił mu kolana w szyję i zaczął okładać go pięściami po twarzy. Teraz wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Tancerze oddalili się w szerokim kręgu, orkiestra przestała grać. Ręce Dymitra były pokryte krwią i śliną. Twarz żołnierza na moich oczach zmieniała się w krwawą miazgę.
Siergiej przepchnął się przez tłum i usiłował odciągnąć Dymitra.
– Zwariowałeś? – wrzasnął.
Jego słowa jednak utonęły w ogólnym hałasie. Dymitr kopał żołnierza w żebra. Pod siłą ciosu trzasnęły kości. Mężczyzna skulił się z bólu, a Dymitr zmiażdżył mu krocze.
Trzej i
Klienci zbierali swoje rzeczy i biegli do wyjścia, przepychając się między sobą. Rosyjskie tancerki uciekły do toalety dla pań, kucharze i kelnerzy wynosili ce
Marines nadal trzymali Dymitra za szyję. Miał usta wykrzywione z bólu. Włoscy marynarze i jeszcze jeden żołnierz piechoty przybyli mu z odsieczą, ale nie mogli się równać z krzepkimi Amerykanami.
Siergiej podniósł krzesło i przyłożył nim jednemu z napastników, który padł bez przytomności. Zachęcony tym przykładem Włoch powalił drugiego żołnierza na ziemię. Jednak trzeci Amerykanin, największy, nie puszczał Dymitra, przyciskał jego głowę do podłogi i usiłował skręcić mu kark. Wrzeszczałam, rozglądając się wokół w poszukiwaniu pomocy. Ujrzałam w restauracji Amelię, trzymała nóż w dłoni i usiłowała przepchnąć się przez tłum. Dymitr się krztusił, ślina ciekła mu z ust. Siergiej tłukł żołnierza niedźwiedzi – mi pięściami, ale bez rezultatu. Napastnik wykręcał dłoń Dymitra.
Nagle Dymitr chwycił czubki moich butów. Nie mogłam już tego znieść, rzuciłam się na Amerykanina i z całej siły ugryzłam go w ucho. Poczułam smak krwi i soli… Żołnierz jęknął i puścił Dymitra. Zrzucił mnie z siebie, a ja wyplułam zakrwawiony, różowy strzępek. Twarz żołnierza zbladła jak płótno, gdy ujrzał pół swojego ucha na mojej sukience. Przycisnął dłoń do głowy i uciekł.
– Benissimo! – odezwał się do mnie włoski marynarz. – A teraz przepłucz usta.
Kiedy wróciłam z łazienki, słyszałam na zewnątrz wycie syren i gwizdki żandarmerii. Funkcjonariusze wpadli do budynku, pałując wszystkich jak popadnie i tym samym przyczyniając się do zwiększenia liczby ofiar. Wybiegłam na ulicę i ujrzałam karetki pogotowia odwożące ra
Szukałam w tym chaosie Dymitra i Siergieja, w końcu znalazłam ich z Amelią na schodach; odprowadzali ra
– To koniec – lamentowałam. – Teraz nas zamkną, prawda?
Dymitr ze zdumieniem uniósł brew, a Siergiej wybuchnął śmiechem.
– Dymitrze, najwyraźniej po dwóch wieczorach Ani zaczęło zależeć – oświadczył.
Nawet Amelia, w sukni rozdartej na szwie i z potarganymi włosami, uśmiechnęła się do mnie.
– To tak samo, prawda, Aniu? – spytał Dymitr. – Tak samo jak z muzyką. To miejsce wchodzi ci w krew. Teraz naprawdę jesteś jedną z nas. Szanghajką.
Podjechała limuzyna i Amelia wsiadła do środka, dając mi znak, że mam pójść w jej ślady.
– Chłopcy narobili bałaganu i chłopcy posprzątają – powiedziała.
Lepka krew żołnierza wciąż szpeciła moją sukienkę, która przylepiła mi się do skóry. Popatrzyłam na nią i zaczęłam szlochać.
– Na litość boską. – Amelia złapała mnie za rękę i wciągnęła do auta. – To Szanghaj, nie Harbin. Jutro będzie zwykły wieczór, wszyscy zapomną o dzisiejszej nocy. Nadal będziemy najgorętszym nocnym klubem w mieście.
Następnego ranka, kiedy plotłam warkocze, do drzwi zastukała Mei Lin i oznajmiła, że Siergiej czeka przy telefonie. Zwlokłam się po schodach, tłumiąc ziewanie. Skóra mnie piekła, gardło bolało, włosy wciąż śmierdziały papierosowym dymem. Nie miałam ochoty na przedpołudniową nudną geografię z siostrą Mary. Wyobraziłam sobie, jak zasypiam gdzieś pomiędzy Wyspami Kanaryjskimi i Grecją, i muszę napisać sto razy na tablicy przyczynę mojego zmęczenia.
Oczami duszy widziałam zdumienie na twarzy siostry Mary, kiedy przeczyta: „Byłam w nocy w Moskwie – Szanghaju i się nie wyspałam”.
Lubiłam lekcje francuskiego i sztuki, ale teraz, kiedy tańczyłam bolero i widziałam Moskwę – Szanghaj, czułam się zbyt dorosła na naukę w szkole. Mój azyl z książek i farb nie mógł się równać z podnieceniem i blaskiem świata, który otwierał się przede mną.
Położyłam szczotkę na stoliku w holu i podniosłam słuchawkę.
– Aniu! – ryknął Siergiej po drugiej stronie linii. – Teraz, kiedy jesteś pracownicą klubu, spodziewam się ciebie o siódmej!
– Ale co ze szkołą?
– Nie sądzisz, że dosyć już szkoły? A może nadal chcesz tam chodzić?
Przycisnęłam dłoń do ust. Potknęłam się o stolik i zrzuciłam szczotkę na podłogę.
– Mam już dosyć! – wykrzyknęłam. – Właśnie o tym myślałam! Przecież mogę czytać i uczyć się na własną rękę.
Siergiej wybuchnął śmiechem i szepnął coś komuś, kto musiał stać obok niego. Ten drugi człowiek, mężczyzna, też się roześmiał.
– No to przygotuj się i przyjdź do klubu – powiedział Siergiej.
– Włóż najładniejszą sukienkę. Od dziś zawsze musisz wyglądać modnie.
Odłożyłam słuchawkę na widełki i popędziłam schodami, po drodze zdzierając z siebie szkolny mundurek. Zmęczenie, które odczuwałam zaledwie przed chwilą, zdążyło się ulotnić.
– Mei Lin! Mei Lin! – zawołałam. – Pomóż mi się ubrać!
Dziewczynka weszła na półpiętro, szeroko otwierając oczy.
– No chodź. – Złapałam ją za drobne ramię i zaciągnęłam do swojego pokoju. – Od tej chwili jesteś pokojówką pracownicy klubu Moskwa – Szanghaj!
Klub tętnił życiem. Ekipa Chińczyków czyściła schody przy użyciu mioteł i wiader z mydlinami. Jedną z szyb wybito podczas zamieszek poprzedniej nocy, szklarz wstawiał nową. W sali służące szorowały podłogę i wycierały stoliki. Pomocnicy kucharza wbiegali i wybiegali wahadłowymi drzwiami od kuchni, przenosząc pudła selerów, cebuli i buraków, które w bocznym wejściu podawał im dostawca. Odgarnęłam włosy z twarzy i wygładziłam sukienkę.
Ten strój wybrałam razem z Lubą, pewnego dnia po szkole.