Страница 22 из 104
– Strasznie być biednym – westchnęłam. – Myślałam, że dość napatrzyłam się na biedę, gdy Japończycy napadli na Harbin. Nigdy jednak nie widziałam takiego ubóstwa jak w Szanghaju.
– Tu jest o wiele więcej biednych Rosjan niż Chińczyków. – Dymitr wyjął z kieszeni metalową papierośnicę i wyciągnął z niej papierosa. – Po przybyciu do Szanghaju mój ojciec pracował jako szofer dla rodziny chińskich bogaczy. Widok białego w tarapatach chyba sprawiał im przyjemność.
Leniwy wietrzyk wiał nad stołem, unosząc serwetki i studząc nam herbatę. Stara Służąca położyła głowę na parapecie okna, chyba przysnęła. Uśmiechnęliśmy się do siebie.
– Widziałam wczoraj te biedne rosyjskie dziewczęta – zwierzyłam mu się. – Te, którym się płaci za tańce z klientami.
Dymitr przez chwilę wpatrywał się we mnie z poważną miną i zmrużył oczy.
– Żartujesz sobie, Aniu? Te dziewczyny sporo zarabiają i nie muszą się sprzedawać. Może rzucą tu kilka obietnic, tam jakąś prowokacyjną uwagę, pokażą odrobinę ciała i namówią klientów na drinka, a ci wydadzą trochę więcej pieniędzy, niż zamierzali. Ale to wszystko. Niektóre kobiety znalazły się w znacznie gorszej sytuacji.
Odwrócił się, zapadła niezręczna cisza. Uszczypnęłam się w ramię. Czułam, że zachowałam się głupio i protekcjonalnie, a przecież pragnęłam tylko, by Dymitr mnie podziwiał.
– Dużo myślisz o matce? – spytał.
– Przez cały czas – odparłam. – Nie opuszcza moich myśli.
– Rozumiem. – Machnął na kelnerkę, by przyniosła nam jeszcze herbatę.
– Sądzisz, że naprawdę wybuchnie następna rewolucja w Rosji? – zapytałam.
– Nie liczyłbym na to, Aniu.
Ten nonszalancki ton sprawił mi przykrość, skuliłam się. Na widok mojej reakcji Dymitr złagodniał. Obejrzał się przez ramię, żeby sprawdzić, czy służąca nadal śpi, a następnie ujął moje palce.
– Ojciec i jego przyjaciele całymi latami czekali na powrót arystokracji do Rosji, marnowali czas w nadziei na coś, co nigdy nie nastąpiło – powiedział. – Modlę się całym sercem o wolność dla twojej matki, Aniu. Uważam jednak, że nie możesz siedzieć z założonymi rękami i na to czekać. Sama musisz o siebie zadbać.
– Amelia też mówiła coś w tym rodzaju – mruknęłam.
– Czyżby? – Roześmiał się. – Mogę to zrozumieć. Jesteśmy trochę do siebie podobni. Oboje musieliśmy walczyć w tym świecie, zaczynaliśmy od zera. Amelia przynajmniej wie, czego pragnie i jak to zdobyć.
– Przeraża mnie.
Dymitr przechylił ze zdumieniem głowę.
– Naprawdę? Niepotrzebnie. To wąż bez jadu, syczy, ale nie kąsa. Zazdrości ci, a zazdrośni ludzie zawsze są niepewni.
Dymitr towarzyszył mi w drodze do domu, gdzie służące odkurzały meble i czyściły dywany. Nigdzie nie zauważyłam Amelii.
Siergiej wrócił sam i czekał na nas przy drzwiach wejściowych.
– Mam nadzieję, że dobrze bawiliście się w Yuyuan – powiedział.
– Cudownie. – Podeszłam, żeby go pocałować. Miał spoconą twarz i szkliste oczy, znak, że lada moment zamierza uraczyć się opium.
– Dotrzymaj nam towarzystwa – poprosił go Dymitr.
– Nie, muszę się zająć swoimi sprawami – odparł Siergiej. Cofnął się i sięgnął do drzwi, lecz drżały mu palce i nie mógł ścisnąć gałki.
– Pomogę ci… – zaproponował Dymitr.
Siergiej spojrzał na niego udręczonym wzrokiem, jednak gdy drzwi się otworzyły, natychmiast odbiegł, niemal przewracając po drodze służącą. Popatrzyłam na twarz Dymitra i ujrzałam na niej ból.
– Wiesz, prawda? – spytałam.
Dymitr zakrył oczy ręką.
– Stracimy go, Aniu. Tak, jak ja straciłem ojca.
Drugi wieczór w Moskwie – Szanghaju przyniósł mi rozczarowanie.
Moje podniecenie opadło już w progu klubu. Zamiast bogatej klienteli z poprzedniej nocy wypełniali go ogoleni żołnierze piechoty morskiej i marynarze. Na scenie biały swingujący band głośno grał skoczne melodie, a jaskrawe nylonowe sukienki Rosjanek zamieniły parkiet w tani karnawał. Było zbyt wielu mężczyzn i za mało kobiet. Mężczyźni bez partnerek tłoczyli się w grupkach przy barze albo w restauracji, w której właściwie też głównie pito alkohol. Ich głosy były szorstkie i pełne agresji. Śmiejąc się albo wykrzykując zamówienia, często zagłuszali muzykę.
– Nie chcemy ich w klubie – zwierzył mi się Siergiej – i zazwyczaj nasze ceny skutecznie ich odstraszają. Jednak od czasów wojny dyskryminacja jest źle widziana. Dlatego w czwartkowe wieczory oferujemy tańce i drinki za pół ceny.
Kierownik sali zaprowadził nas do stolika w kącie. Amelia przeprosiła towarzystwo i poszła do damskiej toalety, ja zaś rozejrzałam się w poszukiwaniu Dymitra, zastanawiając się, dlaczego do nas nie dołączył. Ujrzałam go na skraju parkietu, obok schodków prowadzących do baru. Skrzyżował ręce na piersi i nerwowo poruszał ramionami.
– Biedny dzieciak – stwierdził Siergiej. – Strzeże tego miejsca, jakby od tego zależało jego życie. Ja też je lubię, ale nieszczególnie bym się przejął, gdyby poszło z dymem.
– Dymitr martwi się o ciebie – oznajmiłam.
Siergiej się skrzywił i otarł serwetką usta i brodę.
W dzieciństwie stracił ojca. Żeby nakarmić siebie i syna, matka Dymitra musiała zadawać się z mężczyznami.
– Och. – Przypomniałam sobie reakcję Dymitra na moją uwagę dotyczącą rosyjskich tancerek. Zarumieniłam się ze wstydu. – Kiedy to było?
– Na początku wojny. Dymitr nauczył się sam sobą zajmować.
– Wspominał, że w dzieciństwie stracił matkę. Nie pytałam, jak umarła, on też mi się nie zwierzał.
Siergiej popatrzył na mnie, jakby się zastanawiał, ile mi powiedzieć.
– Pewnego dnia wybrała nieodpowiedniego mężczyznę. – Zniżył głos. – Marynarza. Zabił ją.
– Och! – Złapałam go za ramię. – Nasz biedny Dymitr!
– To on ją znalazł. – Siergiej wzruszył ramionami. – Wyobraź sobie, co czuł ten dzieciak. Marynarz próbował go zastraszyć, ale co mógł zrobić chłopcu, który właśnie stracił matkę?
Wpatrywałam się w wirujących tancerzy, zbyt smutna, by się rozpłakać, i zbyt przygnębiona, by wymyślić jakąś odpowiedź.
Siergiej trącił mnie w bok.
– Idź, powiedz Dymitrowi, żeby się nie przejmował – rzekł. – To i
Cieszyłam się, że Siergiej znalazł pretekst, abym mogła podejść do Dymitra. Na parkiecie panował ścisk, tak że ledwie udało mi się przepchnąć. Tancerze rozkręcali się wraz z muzyką, rytm perkusji osiągnął apogeum. Pewna młoda Rosjanka podrygiwała tak energicznie, że jedna z jej wielkich piersi wysunęła się z głębokiego dekoltu sukienki. Na początku widać było jedynie purpurowy sutek, ale dziewczyna tańczyła coraz bardziej zapamiętale i w pewnym momencie po energicznym podskoku wyskoczyła cała pierś. Rosjanka nawet nie próbowała jej schować, zresztą nikt chyba nie zauważył.
Ktoś postukał mnie w plecy.
– Ej, ślicznotko! To mój taniec. – Wyczułam za sobą obecność mężczyzny, zalatywało od niego alkoholem. W bełkotliwym głosie słyszałam pożądanie. – Ty, złotko. Do ciebie mówię.
Gdzieś w tłumie jakiś damski głos krzyknął:
– Zostaw ją w spokoju! To dzieciak szefa.
Dymitr szeroko otworzył oczy, gdy ujrzał, jak przepycham się w jego kierunku. Wkroczył w tłum i odciągnął mnie na bok.
– Mówiłem im, żeby cię dzisiaj nie przyprowadzali. – Zaprowadził mnie na schodek. – Czasem się zastanawiam, czy którekolwiek ma choćby odrobinę zdrowego rozsądku.
– Siergiej kazał ci powtórzyć, że nie spodziewa się kłopotów – powiedziałam.
– To upalna i pijacka noc. Nie będę ryzykował. – Dał znać jednemu z kelnerów i szepnął mu coś do ucha. Kelner odszedł pośpiesznie i po chwili wrócił z kieliszkiem szampana.
– Proszę – oznajmił Dymitr. – Możesz się trochę napić, a potem odeślę cię do domu.
Wzięłam kieliszek i upiłam łyk.
– Znakomity szampan – oznajmiłam. – Francuski, jak sądzę?
Uśmiechnął się.
– Aniu, chętnie cię tu powitam, chciałbym, żebyś ze mną pracowała. Ale nie w te wieczory. Nie pasują do ciebie. Jesteś za dobra na tę hołotę.