Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 29 из 66

Wśród ludzi wolnych, zatrudnionych przez GUŁAG w administracji obozów sowieckich, wielu było dawnych więźniów. Większość lekarzy, inżynierów, urzędników i techników otrzymywała natychmiast po ukończeniu wyroku albo drugi wyrok, albo propozycję pozostania w obozie na nie najgorzej płatnych posadach, z którymi związane były z reguły dwu- lub trzypokojowe mieszkania w pobliskim miasteczku. Taka forma kompromisu przynosiła korzyści obu stronom, toteż rzadko się zdarzało, żeby spotkała się z odmową. Po latach pobytu w obozie przeciętny więzień odwykał na tyle od wolności, że myślał o niej z pewnym lękiem jak o sytuacji, w której będzie musiał znowu żyć w stanie wiecznej czujności, śledzony przez przyjaciół, krewnych i kolegów, z góry narażony na podejrzenia po odsiedzianym dopiero co wyroku; w pewien sposób również obóz stawał się jego drugim życiem – znał jego prawa, obyczaje i przepisy, poruszał się w nim swobodnie, wiedział, jak się w nim żyje i unika niebezpieczeństw, lata spędzone za drutami przytępiały jego wyobraźnię i marzenia o wolności kierowały nie tyle ku rodzi

Dla nas jednak, patrzących na to w i

Wbrew temu, co można by przypuszczać, dawni więźniowie odnosili się do ludzi za drutami z jeszcze większą bezwzględnością i surowością niż ludzie naprawdę wolni. Czy nienawidzili w nich swej przeszłości, czy chcieli pozyskać sobie tą przesadną niekiedy gorliwością zaufanie przełożonych, czy wreszcie długie lata pobytu w obozie nauczyły ich cynizmu i okrucieństwa – dość że więźniowie nie mieli co szukać względów u ludzi, którzy dzielili z nimi niegdyś prycze w baraku. Istniała natomiast jedna dziedzina życia obozowego, w której dawni więźniowie wykazywali nie tylko wyrozumiałość, ale także pomysłowość i przedsiębiorczość: chętnie wespół z brygadierami, dziesiętnikami lub lekarzami obozowymi wykorzystywali wszelkie możliwości wyciśnięcia ze swego uprzywilejowanego stanowiska pewnych zysków. Wszystkie formy przekupstwa w obozie opierały się na współudziale byłych więźniów. „Tufta” przy obliczaniu normy miała pewne szansę powodzenia, jeśli wolnym dziesiętnikiem był dawny więzień. Przedłużenie pobytu w szpitalu zależało w dużym stopniu od tego, czy wolnym lekarzem był dawny więzień, toteż mafie doktorskie w obozach – ciągnące niekiedy poważne zyski z okupów od więźniów i ze sprzedaży „urkom” namiastek alkoholowych lub obracające oddziały kobiece w szpitalach w rodzaj haremów – działały tym sprawniej, im bardziej mogły polegać na milczącym przyzwoleniu wolnego lekarza, który za swych więzie

Tego wszystkiego nie można było jednak powiedzieć o Jegorowie, naszym wolnym lekarzu, który w roku 1939 ukończył wyrok ośmioletni w Kruglicy i objął stanowisko naczelnika „sanczasti” w centrali jercewskiej. Wysoki, szczupły, małomówny, o twarzy stwardniałej jak kora, chłodnym spojrzeniu i trochę nerwowych ruchach rąk, Jegorow był człowiekiem albo bardzo dyskretnym, albo nieprzekupnym. Trzymał lekarzy obozowych na dystans, nigdy nie widziano go jedzącego lub pijącego w zonie, a chorych traktował z surowością, w której przebijała ledwie dostrzegalna nuta serdeczności. Ilekroć pojawiał się na drodze wiodącej do szpitala w swej długiej futrzanej szubie, wysokiej czapie z baranków i skórzanych sztylpach zapiętych na metalowe zatrzaski, lekarz dyżurny porządkował drżącymi rękami wykresy temperatur, a siostra Jewgienija Fiodorowna bladła z przejęcia. Mówiono bowiem, że to ona była jedyną więzią łączącą Jegorowa z przeszłością więzie

Ten związek był w obozie czymś niezwykłym, gdyż opierał się na prawdziwym uczuciu, a nawet wierności. W zasadzie każdy wolny urzędnik mógł mieć kobietę z obozu za porcję chleba, ale było nie do pomyślenia, aby odważył się lub chciał nadać tej przelotnej transakcji trwalszy akcent uczuciowy. Kobiety przychodziły i odchodziły jak fale etapów, co zaś pozostawało na stałe, to możliwość ich posiadania bez najmniejszego trudu. Młody i nieżonaty urzędnik obozowy nie mógł nawet przeliczyć i ogarnąć pamięcią twarzy, które przewinęły się przez jego drewnianą komórkę w zonie. Tu jednak wchodziło w grę coś więcej – miłość lub w każdym razie jej szczątkowa forma. I chociaż władze obozowe, więźniowie w zonie i więźniowie zatrudnieni w szpitalu nie mogli mieć wątpliwości co do istoty związków łączących tych dwoje ludzi, Jegorow i Jewgienija Fiodorowna zachowywali się tak, jak gdyby intymność i dyskrecja były warunkami trwałości ich uczucia.

Siostra Jewgienija Fiodorowna przychodziła niekiedy na naszą salę wieczorem i usiadłszy na brzegu łóżka starego aktora, opowiadała o sobie. Z ojca Rosjanina i matki Uzbeczki, była zupełnie wyjątkowej urody; twarz miała smagłą i drobną, oczy pięknie smutne, czarne włosy zaczesane po staroświecku na boki i splecione na karku w mały węzeł; mimo trzydziestu już pewnie lat zachowała w sylwetce i ruchach dziewczęcość i pły