Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 22 из 65

W szpitalu nie zauważono, że Ra Mahleine jest biała. Przesłoniły to pieniądze Gaveina. Miała tam pozostać przez tydzień na obserwacji. Gavein odwiedzał ją codzie

Obydwa apartamenty odpieczętowano z polecenia Medvedca. Odszkodowanie wystarczyło na pomalowanie ścian i położenie wykładzin. Do mieszkania po Tonescu sprowadzili się Wilcoxowie – Brendę zachęciła niska cena, jaką zaproponowała Edda, obawiając się, że historia tych pomieszczeń zniechęci potencjalnych lokatorów.

Byłe mieszkanie Ha

34.

Telewizja przekazała ponure wieści: na dworcu lotniczym w Davabel wielki samolot pasażerski, startujący do Lavath, uderzył w dworzec przylotów. Załadowany dziesiątkami ton paliwa kolos eksplodował, podpalając zrujnowany budynek. Relacja z tragedii zajęła niemal cały dzie

Gavein parzył dla siebie herbatę. Wilcox tkwił na kanapie, w skarpetkach, z podwiniętymi nogami. Jedną skarpetkę miał niebieską, a drugą wiśniowo-czerwoną. Co jakiś czas parzył gorzką, bardzo mocną herbatę dla siebie, albo ziółka uspakajające dla Mryny. Podbierał często wodę, którą Gavein gotował w metalowym, obitym garnku.

Po północy firmowy mikrobus przywiózł Lorraine do domu. Spadła z fotela w momencie eksplozji i stłukła rękę. Była brudna i zmęczona, gdyż brała udział w akcji ratowniczej.

Gdy skończyły się westchnienia ulgi i dziewczyna usiadła, Wilcox wstał, przedstawił się i wsadził jej w ręce metalowy garnek z ziółkami uspokajającymi. Oczywiście, był to garnek Gaveina, a woda gotowała się w nim na kolejną herbatę. Lorraine najpierw zaczęła pić ziółka jak wodę, potem syknęła, gdyż sparzyła wargi, a następnie odstawiła, bo nie lubiła cięliście gorzkiego smaku.

– Warto wypić do końca – zauważył Wilcox. – Pani mamusia zdążyła wypić trzy takie kubki przed ekranem.

Strach myśleć, co by się z nią działo, gdyby nie ten uspokajacz.

Oczekujący sensacji Haigh usiadł w kucki na podłodze, a za nim, na kuche

– W tym zamieszaniu okulary spadły mi z nosa i ktoś je rozdeptał.

– Masz jeszcze te stare, w drucianej oprawie. Przyniosę ci. – Stary Patrie podniósł się.

Lorraine nałożyła je na nos i rozejrzała się uważnie.

– Nareszcie mogę państwa poznać. Zwykle bywam w domu jedynie nocami, właściwie tylko nocami.

Edda przedstawiała wszystkich, kończąc na Hougassianach. Klasyfikacja obywateli została należycie zachowana.

Lorraine zamrugała. Miała intensywnie rude włosy i duże zielone oczy.

– Dave. Ależ oczywiście, pamiętam. Odbierałam twój lot.

I on nie zapomniał żywej reklamy Davabel. Zanim się odezwał, i

– To się zaczęło na pasie startowym. Duży, transoceaniczny, dziesięciosilnikowy liniowiec nagle zaczął się dziwnie zachowywać. To chyba nie był sabotaż. Nie wiem zresztą. Zapłonął jeden silnik, potem drugi i jeszcze dwa następne… A on cały czas kołował. Widziałam na monitorze obraz z wieży kontrolnej. Załoga wyrzuciła rękaw i po kolei spuszczali nim pasażerów, którzy odbiegali, jak zdołali najdalej. Wielu musiało przeżyć eksplozję.

Jej wersja różniła się w szczegółach od telewizyjnej.

– Nagle liniowiec przyspieszył, nieoczekiwanie skręcił i uderzył w budynek dworca. Tego nikt się nie spodziewał. Stamtąd nikogo nie ewakuowano. Zaraz po uderzeniu eksplodował. Wtedy wszystko stanęło w ogniu. Wysiadło światło. Chyba uderzyłam o coś głową. O, jeszcze mam trochę krwi! – Przejechała dłonią po włosach i pokazała i

Edda przyniosła apteczkę, zaś rodzice obejrzeli zranienie. Gavein popijał herbatę. Uznał, że nie było to nic poważnego, skoro nie pamiętała. Wilcox również nie ruszył się z miejsca, uważnie słuchał programu telewizyjnego; albo nie chciało mu się odpleść misternie splecionych, kościstych podudzi, albo jedno i drugie.

Gdy Lorraine odebrała już hołdy należne bohaterce wieczoru, a do jej włosów przyklejono spory plaster, wróciła do opowiadania.

– Wtedy się zaczęło. Przednia ściana dworca jest w większości ze szkła i samolot wjechał do środka. Zapaliła się cała hala. Akurat odbierano lot do Ayrrah i stała kolejka do paszportów i do odprawy celnej. Tam dopiero musiało być! Straży pożarnej na lotnisku jest sporo, na dodatek w dziesięć minut pozjeżdżały się wozy z całego rejonu. Ale nawet wspólnymi siłami nie zdołali wiele zdziałać. W budynku dworca mało kto ocalał. Pomagałam wyprowadzać ra

– Na razie podali nazwiska dziewięciu ofiar, ale jest znacznie więcej zaginionych – powiedział Wilcox. – Nie wiadomo, co z załogą samolotu. Brakuje wielu pasażerów. Znaleźli jakiegoś zszokowanego, który siedział gdzieś zaszyty i przez godzinę bał się wyjść.

Ponieważ Lorraine wyszła z tego cało, zdarzenie przestało tak bardzo absorbować wszystkich. Jutro był dzień roboczy, trzeba było się wyspać.

35.

Wilcox odzyskał książkę od Gaveina. Nie spał całą noc, w pracy był półprzytomny. Ra Mahleine kończyła pobyt w szpitalu, już były wyniki prawie wszystkich analiz. Z pracy Gavein wrócił późno. Wilcox prowadził bardzo nieuważnie.

Później zadzwonił Medvedec. Prosił o rozmowę. Gavein tym razem nie odmówił. Medvedec zaproponował, że przyjedzie natychmiast.

Zjawił się po pół godziny, niosąc nieodłączną walizeczkę. Rozłożył komputer i podpiął modem do słuchawki.

– To na koszt policji – wyjaśnił. – Potrzebuję pomocy centralnego komputera.

– Domyślam się, że właśnie wysadziłem w powietrze lotnisko w Davabel.

Po twarzy Medvedca przemknął nerwowy grymas.

– Porucznik Tobianyj nie żyje – powiedział sucho.

– Nie rozumiem.

– Zginął wczoraj po południu. Dostał nożem od jakiegoś typa, którego usiłował wylegitymować w ciemnym zaułku. Próbował nakryć lokalnego dystrybutora narkotyków.

– Nie mam z tym nic wspólnego. Byłem w pracy, w antykwariacie.

Medvedec skinął głową, jakby odpędzał natrętną muchę.

– Wiem, sprawdziłem. Tobianyj czołgał się i wykrwawiał przez pół godziny, zanim go ktoś odnalazł. Ale nawet gdyby go zaraz wzięli do szpitala, miałby marne szanse. Sekcja wykazała, że nóż był wysmarowany jakimś świństwem.

– Ależ…

– Niechże pan wysłucha do końca – Medvedec zniecierpliwił się. – Tobianyj złożył zeznanie przed śmiercią, opisał mordercę. To był wysoki, młody biały z ponurą gębą. Niestety, to nie wszystko. Wczoraj, późnym wieczorem ktoś wdarł się do mieszkania Tobianych i zabił jego żonę, Marinę oraz synów, Syrego i Hansa. To była barbarzyńska jatka. Marina dostała dwadzieścia osiem ciosów nożem. Syryj i Hans po szesnaście. Wydaje się, że sprawców było dwóch lub trzech. Usłyszy pan o tym w wieczornych wiadomościach.

– To wszystko jest straszne, ale co to ma wspólnego ze mną? Chyba nie sądzi pan, że to ja wymordowałem całą rodzinę Tobianych? Wczoraj cały wieczór obserwowałem przed ekranem akcję gaszenia lotniska.

– Obserwował pan?

– Tak. W towarzystwie kilku osób.

– Od samego początku?

– Całą transmisję w programie szesnastym. Wszyscy tkwiliśmy przed telewizorem, bo na lotnisku pracuje córka lokatorów, Lorraine.

– Zginęła? Nie pamiętam ofiary o tym imieniu.