Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 4 из 69

– Czy pan nie przecenia zagrożenia ze strony tych jaroszy?

– Obawiam się, że coś knują. Groner ma to wyjaśnić.

– Cóż mogą knuć? Według najbardziej zawyżonych danych stanowią znikomy odsetek wyborców, a tam gdzie dostali się do rządów – mieszczanieją i odchodzą od skrajności. Prawdziwych ekstremistów jest niewielu. Cóż mogliby nam zrobić?

Levecque macha rękami, odpędzając od siebie kłęby dymu.

– Chcę zachować ostrożność. Jutro, pojutrze, będę wiedział, co chowają w zanadrzu.

– Jeszcze jedna sprawa – mówi Admirał. – Komisarz Bo

– Bo

– To idealny policjant.

– Idealni policjanci mogą funkcjonować w idealnym społeczeństwie, a tu idzie o wielką stawkę.

– Przesadzasz, Levecque. Owszem, załatwimy mu teraz urlop, Gelder przejmie jego sprawy, ale czy emerytura?

Profesor zastanawia się nad argumentem, który wstrząsnąłby kanciastym mężczyzną w mundurze, ale rezygnuje, żal mu nerwów. Mówi więc tylko:

– Jutro lecę do Sztokholmu. Jeśli się omyliłem w moich podejrzeniach, złożę dymisję.

– Dobra, dobra – mówi pojednawczo zwierzchnik. Mamy do ciebie pełne zaufanie. Tylko nie przesadzaj. A Bo

Levecque nie lubił głównych wejść. Nie leżało to w jego naturze. Od czasu kiedy w college'u został osobistym informatorem rektora, co zresztą nie przeszkodziło mu być aktywistą studenckiej rewolty, starał się zawsze wchodzić od tyłu. Nie lubił szerokich oświetlonych przestrzeni, przedkładając nad nie kuche

W ciemnawym zaułku na zapleczu teatrzyku Fotele cicho otworzyły się drzwi ciemnogranatowej limuzyny. Levecque wsiadł. Wóz ruszył prawie bezszelestnie. Na oświetlonej tablicy można było zauważyć numery i litery wskazujące, że jest to samochód należący do korpusu konsularnego. Ktoś obserwujący to wszystko zza węgła, nie miał wątpliwości do biura jakiego radcy handlowego należy limuzyna.

– Ładnie Levecque, bardzo ładnie – powiedział do siebie stojący w mroku mężczyzna zamykając notes, po czym skierował się do pobliskiego baru. Tam wykręcił znajomy numer telefonu.

– Nie pomyliłeś się, Marcel, był w Direction du Surveillance, a teraz informuje pana radcę z ambasady naszych przeciwników. Nie ma co, obrotny kurdupel.

– Czy to wszystko, Loulou?

– Sprawdziłem w SAS-ie, ma wykupiony bilet do Sztokholmu. Aha, odwołał swoje spotkanie z małą Madeleine. Nawał pracy.

– Brawo mój drogi, dziękuję.

Bo

Obsesja, nie, to coś więcej niż obsesja. To już nie pierwszy raz spotkał się z dwuznaczną rolą profesorka. Krach operacji wiedeńskiej, afera w Instytucie Lotniczym. Bo

– Jest pan przemęczony, drogi komisarzu. Przemęczony i przewrażliwiony. – Człowiek-Cytryna najwyraźniej nie jest zachwycony rozmową. Dochodzi szósta rano, siedzą w małym bistro i piją kawę. – Wnioskuje pan znając detale, kamyczki mozaiki, a ja nie jestem upoważniony, aby wtajemniczać pana w całość subtelnego ornamentu. Kontakt z radcą handlowym i już zdrada…? A może tylko posunięcie z zakresu obowiązków. Do nas, szaraków, należy wypełnianie obowiązków, politykę robi się gdzie indziej.

– Ależ majorze…

– Bardzo proszę bez tytułów. Pojedzie pan teraz na urlop. Wypocznie, a potem się zobaczy… Nie myślał pan o dłuższym wypoczynku?

– Czy to propozycja emerytury?

– Skądże… zresztą przecież ja nie jestem pańskim zwierzchnikiem. Pracujemy jedynie w zaprzyjaźnionych instytucjach. To znaczy, mam nadzieję, że zaprzyjaźnionych. No, czas na mnie. Może gdzieś pana podrzucić, komisarzu?

– Dziękuję, przespaceruję się.

– I proszę nie myśleć więcej o Levecque'u. To człowiek trudny, ale nasz. I jeszcze raz moje najszczersze wyrazy współczucia.

Bo

Z notatek doktora

Czasami wydaje mi się, że jestem przerażająco stary. Współczesny Matuzalem z nogami zabetonowanymi w ruchomym trotuarze upływającego czasu. Cud, że jeszcze egzystuję, myślę. A jednak ciągle żyję, zdrowie chwalić Boga dopisuje, puls równy – sześćdziesiąt na minutę, ciśnienie sto dwadzieścia na osiemdziesiąt, i

Ciężko jest pisać, ciężko rozdrapywać rany, a zarazem przeciwstawiać się całej oficjalnej historiografii, podręcznikom, propagandzie. Byłem jednak świadkiem, a obowiązek świadectwa prawdy jest nie mniej obligujący jak przysięga Hipokratesa. Myślę również o tych, co przyjdą po nas, a kropla przechowanej pamięci, niczym robaczek świętojański, może ukazać im drogę.

Ludzkość w swej historii dokonała paru rzeczy godnych opisania: ukradła ogień bogom – lub jak kto woli, skubnęła z Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego – ukrzyżowała Chrystusa i wymyśliła postęp. Te trzy fakty doczekały się niezłej literatury. A czwarty?

W nowej chronologii jako dzień pierwszy przyjęto, zresztą dyskusyjnie, piąty marca. Równie dobrze można by cofnąć się pół roku czy nawet jeszcze rok. A Poniedziałek Wielkanocny owego roku…?

Czy można ustalić co robiła ludzkość owego piątego? Oczywiście. Nic szczególnego. Ale tak zawsze dzieje się z nowymi erami. Któż w Imperium Rzymskim, nie licząc paru pastuszków, zauważył narodziny Mesjasza, kto oprócz paru zaślepionych Arabów przywiązywał większą uwagę do ucieczki jakiegoś obywatela z Mekki do Medyny? A ci, których nawet poruszyła wiadomość o wzięciu Bastylii, czyż uświadomili sobie, że żyją już w nowym świecie?

Podobnie ma się rzecz z bohaterami. Jedni sieją, i