Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 12 из 49

Mnóstwo było potem przeróbek epopei owego kosmicznego Robinsona, który w dwudziestu pieśniach opowiada o kolejnych stadiach przerażenia i nadziei, rozpaczy i szaleństwa… Zwątpiwszy ostatecznie, znajduje ślad ognia i skorupę glinianego dzbana. Szuka dalej, przemierza ostępy. Lecz gdy wreszcie odnajduje obozowisko Litencjusza z Rave

Poemat kończy się pieśnią o założeniu Florentyny – miasta kwiatów wyrosłego z miłości dwojga ludzi. O dalszych losach greckiego wieszcza nic nie wiadomo. Podający się za jego prawnuka Bardejon, mistrz epigramatu, tworzy nowołacinę.

Wedle obliczeń współczesnych demografów w ciągu ponad dwustu lat Transferu na I

Wcześni prawodawcy głosili, że wygnanie jest karą Bogów i że przeminie. Mijały jednak lata i nie widać było kresu tej banicji ni szans powrotu na Ziemię. Musiały zrodzić się kolejne generacje, nim ostatecznie pogodzono się z losem, rozpoznano i zaczęto doceniać zalety I

Przybysze z czwartego i następnych wieków przeżywają znacznie mniejszy szok niż ich poprzednicy. Wręcz przeciwnie. Raj oczekujący na człowieka – zachwyca się w VI wieku I

Osadnicy utworzyli już wtedy małe osady. Ich mieszkańcy od pokoleń przebywający na I

pisał w VIII wieku PseudoDiadoch, wykładając w swym podręczniku pięć odmie

Niektórzy nazywają wieki Transferu epoką "antycznego efebatu". Ludzie kolonizujący I

Nawet nadciągający w dalszych falach migracyjnych barbarzyńcy, zasiedlający głównie półkulę południową, nie przejawiali zbytniej dzikości czy agresywnych zamiarów. Nowa Ziemia stała się domem dla wszystkich.

Niektórzy krytycy uważają pracę PseudoDiadocha oraz anonimowy zbiór opowieści "Dzieci Większego Słońca" za apokryfy powstałe trzy stulecia później, mające na celu gloryfikację Wieku Niewi

Chociaż… Idylliczny obraz mąci pochodząca z X wieku "Powieść o Brittexie, przemyślnym księciu piratów", która wspólniez "Fabulami Florentyńskimi" leży u podstaw lingua neoromana. Niektórzy wprawdzie uznają wyprawę Brittexa do granic Equatorii Minor za zlepek wielu legend, a naukowcy do niedawna pragnęli między bajki włożyć opowieści o antropozaurach, inteligentnej rasie człekokształtnych jaszczurów – "ludzi smoków", stanowiącej ukoronowanie ewolucji na I

A gdy znaleźliśmy się na skraju gorących oparów bagnisk, trzęsawisk i skał różowych ukazały się ich nadwodne sadyby krokodylim jamom podobne, takoż ich gniazda nadrzewne, na których starzy samce siedzieli, niby paskudne demony, w płaszczach ze złożonych skrzydeł. Na wpół uśpieni, gapiąc się w przestrzeń przypatrywali się nam bez ciekawości, pogrążeni w marazmie jakowymś, właściwem dla rasy przez Jedynego przeklętej. Aż piątka naszych kamratów podpłynąwszy czółnem porwała jedno gadzie dziecię świeżo z jaja wyklute i ubili samca z samicą stawiających odpór. Sternik, któren w okolicy wcześniej bywał, odpłynąć radził, twierdząc, że owe gnuśne straszydła nocą zyskują moc i żądzę śmierci. I rzeczywiście. Ledwie miesiąc Ormuzd wzeszedł, noc pociemniała od smoczych skrzydeł, łapy ich poczęły ciskać głazy i włócznie, którym z najwyższym trudem opierały się nasze puklerze. Takoż zionęli ogniem z przytroczonych do żywota skrzynek, wrzeszcząc w swym paskudnym języku i żądając, jak tłumaczył sternik, iż byśmy oddalili się ostawiając ich sadyby w spokoju… Lecz gdy dzień nastał, mimo iż sam Brittex o zmiłowanie dla paskudztw apelował, wyprawiliśmy się na ląd, siedziby ich palić i jaja tłuc, tak że nie ostał ni jeden czarci, pomiot, ni kamień na kamieniu, na chwałę Jedynego. Atoli obiecanego złota było tam jak na lekarstwo…