Страница 6 из 7
– Maaamaaaaa! – rozdarła się Kashka.
– Que'ss aen? – Brae
– Wywalił nam łódkę… – wydyszał Loki. – Przy samym brzegu… Straszny, potwór! Walnąłem go wiosłem, ale przegryzł, przegryzł wiosło!
– Kto? Co?
– Geralt! – krzyknęła Brae
– Żyrytwa! – wrzasnął wiedźmin. – Eskel, leć po mój miecz!
– Moja różdżka! – krzyknął Dorregaray. – Radcliffe! Gdzie moja różdżka?
– Ciri! – zawołał Loki, ocierając krew z czoła. – Ciri się z nim bije! Z tym potworem!
– Psiakrew! Ciri nie ma z żyrytwą żadnych szans! Eskel! Konia!
– Czekajcie! – Ye
Wszyscy zamilkli, a potem wrzasnęli głośno. W drzwiach kaplicy stanął król Herwig, mokry, ale cały. Obok niego stał młodziutki chłopak z gołą głową, w błyszczącej zbroi dziwnego systemu. A za nimi weszła Ciri, ociekająca wodą, ubłocona, rozczochrana, z Gveirem w dłoni. W poprzek jej policzka, od skroni po podbródek, biegło głębokie, paskudne cięcie, krwawiące silnie przez przyciskany do twarzy udarty rękaw koszuli.
– Ciri!!!
– Zabiłam ja – powiedziała niewyraźnie wiedźminka. – Rozwaliłam jej łeb.
Zachwiała się. Geralt, Eskel i Jaskier podtrzymali ją, unieśli. Ciri nie wypuściła miecza.
– Znowu… – stęknął poeta. – Znowu dostała prosto w buzię… Co za cholernego pecha ma ta dziewczyna…
Ye
twarzy i wykrzyczała zaklęcie. Geraltowi wydało się, że cały zamek zadygotał, a słońce na sekundę przygasło.
Ye
Ciri obwisła w trzymających ją ramionach.
– Brawo – rzekł Dorregaray. – Ręka mistrza.
– Moje uznanie, Yen – powiedziała głucho Triss, a Ne
Ye
XII
– Spokojnie, Geralt – powiedziała Ne
– Wiem – Geralt uniósł głowę, popatrzył na młodzika w błyszczącej zbroi, stojącego przed drzwiami komnaty.
– Słuchaj no, synku, wracaj do kaplicy. Nic tu po tobie. A tak między nami, to ktoś ty taki?
– Jestem… Jestem Galahad – bąknął rycerzyk. – Czy mogę… Czy wolno mi zapytać, jak się czuje ta piękna i waleczna pa
– Która? – uśmiechnął się wiedźmin. – Są dwie, obie piękne, obie waleczne i obie pa
Młodzik zaczerwienił się wyraźnie.
– O tę… młodszą… – powiedział. – O tę, która bez wahania rzuciła się, by ratować Króla Rybaka.
– Kogo?
– On ma na myśli Herwiga – wtrąciła Ne
pomocą.
– Pomogłeś Ciri – wiedźmin spojrzał na rycerzyka uważniej i życzliwiej. – Jak cię zwą? Zapomniałem.
– Galahad. Czy to jest Avalon, zamek Króla Rybaka?
Drzwi otworzyły się, stanęła w nich Ye
– Yen!
– Idziemy do kaplicy – oznajmiła cichym głosem czarodziejka. – Goście czekają.
– Yen… może przełożymy…
– Zostanę twoją żoną, choćby mnie mieli diabli porwać! I zostanę nią zaraz!
– A Ciri?
– Co Ciri? – wiedźminka wyłoniła się zza pleców Ye
Galahad, skrzypiąc i brzęcząc zbroją, ukląkł, a raczej zwalił się na jedno kolano.
– Piękna pani…
Wielkie oczy Ciri zrobiły się jeszcze większe.
– Ciri, pozwól – rzekł wiedźmin. – To jest rycerz… hmm… Galahad. Znacie się już. Pomógł ci, gdy walczyłaś z żyrytwą.
Ciri oblała się rumieńcem. Glamarye zaczynało działać, więc rumieniec ten był naprawdę uroczy, a blizny prawie nie było widać.
– Pani – wybąkał Galahad – uczyń mi łaskę. Pozwól, o piękna, bym u stop twoich…
– Jak znam życie, on pragnie być twoim rycerzem, Ciri – powiedziała Triss Merigold.
Wiedźminka założyła ręce za plecy i dygnęła z wdziękiem, wciąż nic nie mówiąc.
– Goście czekają – przerwała Ye
XIII
Ślub udał się znakomicie. Panie i pa
Ci, którzy mieli miecze, utworzyli szpaler. Koledzy Jaskra brzdąkali na lutniach i gęślach i śpiewali pieśń specjalnie ułożoną na tę okazję, przy czym w refrenie wspomogły ich rude córki Freixeneta i syrena
Sh'eenaz, słynąca szeroko z pięknego głosu.
Jaskier wygłosił mowę, życzył nowożeńcom szczęścia, powodzenia, a nade wszystko udanej nocy poślubnej, za co dostał od Ye
Potem wszyscy kopnęli się do sali tronowej i oblegli stół. Geralt i Ye
Goście, którzy w większości wyhulali się i wyswawolili ubiegłej nocy, ucztowali statecznie i dystyngowanie – i przez zadziwiająco długi czas nikt się nie urżnął. Niespodziewanym wyjątkiem był Jednoręki Jarre, który przebrał miarę, nie mogąc znieść widoku Ciri, płonącej rumieńcami pod maślanym wzrokiem Galahada. Nikt również nie znikał, jeśli nie liczyć Kashki, którą jednak wkrótce odnaleziono pod stołem, śpiącą na psie.
Upiorom zamczyska Rozrog poprzednia noc także musiała dać się we znaki, bo nie dawały znaku życia. Wyjątek stanowił obwieszony resztkami całunu kościotrup, który znienacka wychynął z podłogi za plecami Aglovala, Freixeneta i Myszowora. Książę, baron i druid zajęci jednak byli dyskusją o polityce i zlekceważyli zjawę. Kościotrup rozeźlił się brakiem atencji, przesunął wzdłuż stołu i zaszczękał zębami tuż nad uchem Triss Merigold. Czarodziejka, czule przytulona do ramienia Eskela z Kaer Morhen, uniosła wdzięcznie białą rączkę i strzeliła palcami. Kośćmi zajęły się psy.
– Niechaj wielka Melitele wam sprzyja, kochani – Ne