Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 5 из 7

– Wole uważać na i

Nie zobaczę jej już nigdy, pomyślał. Jeżeli odjedzie, nie zobaczę jej już nigdy.

– Zobaczysz – powiedziała i uśmiechnęła się, a był to uśmiech czarodziejki, nie wiedźminki. – Zobaczysz, Geralt.

Zerwała się nagle, wysoka i chuda jak chłopak, ale zwi

– Yaaa, Kelpie!!!

Spod kopyt klaczy trysnęły iskry, krzesane podkowami.

Zza muru wysunął się Jaskier, z lutnią przerzuconą przez ramię, dzierżąc w dłoniach dwa wielkie kufle piwa.

– Masz, napij się – powiedział, siadając obok. – Dobrze ci zrobi.

– Bo ja wiem? Ye

– Pogryziesz nać pietruszki. Pij, pantoflarzu.

Przez dłuższą chwile siedzieli w milczeniu, wolno popijając z kufli. Jaskier westchnął wreszcie.

– Ciri odjeżdża, prawda?

– Tak.

– Wiedziałem. Słuchaj, Geralt…

– Nic nie mów, Jaskier.

– Dobrze.

Milczeli znowu. Z kuchni dolatywał miły zapach pieczonej dziczyzny, ostro doprawionej jałowcem.

– Coś się kończy – powiedział Geralt z wysiłkiem. – Coś się kończy, Jaskier.

– Nie – zaprzeczył poważnie poeta. – Coś się zaczyna.

IX

Popołudnie upłynęło pod znakiem ogólnego płaczu. Zaczęło się od eliksiru piękności. Eliksir, a dokładniej maść, zwana feenglancem, a w Starszej Mowie "glamarye", umiejętnie stosowana, w sposób zadziwiający poprawiała urodę. Triss Merigold, poproszona przez goszczące na zamku panie, przyrządziła większą ilość glamarye, po czym panie przystąpiły do zabiegów kosmetycznych. Zza zamkniętych drzwi komnat dobiegał szloch Cirilli, Mony, Eithne i Kashki, którym zabroniono użyć glamarye – zaszczytu tego miała dostąpić jedynie najstarsza driada, More

Piętro wyżej ryczała Lily, córka Dainty

Biberveldta, bo okazało się, że glamarye, jak większość czarów, w ogóle nie działa na hobbitki. W ogrodzie, w krzakach tarniny, popłakiwało medium płci żeńskiej, nieświadome, że glamarye powoduje raptowne wytrzeźwienie i

towarzyszące temu objawy, między i

dostała rozwolnienia. Ciri przyjęła swoją porcje glamarye i natarła nią Kelpie.

Popłakały się też kapłanki Iola i Eurneid, albowiem Ye

Ponownie widziano Triss Merigold i wiedźmina Eskela z Kaer Morhen, czule objętych, przemykających chyłkiem do altany w parku. Tym razem nie było wątpliwości, że to oni we własnych osobach, bo doppler Tellico pił piwo w towarzystwie Jaskra, Dainty Biberveldta i smoka Villentretenmertha.

Mimo zawziętych poszukiwań nie odnaleziono gnoma podającego się za Schuttenbacha.

X

– Yen…

Wyglądała czarująco. Czarne, falujące, upięte złotym diademikiem loki opadały lśniącą kaskadą na ramiona i wysoki kołnierzyk długiej brokatowobiałej sukni o bufiastych, czarno prążkowanych rękawkach, ściągniętej w stanie niezliczoną ilością udrapowań i liliowych wstążek.

– Kwiaty, nie zapomnij o kwiatach – powiedziała Triss Merigold, cała w głębokich błękitach, wręczając narzeczonej bukiet białych róż. – Och, Yen, tak się cieszę…

– Triss, kochana – załkała niespodziewanie Ye

– Dość tych czułości – powiedziała Ne

Ye

– Geralt – szepnęła mu tuż obok ucha – wciąż nie mogę w to uwierzyć…

– Yen – odszepnął. – Kocham cię.

– Wiem.

XI

– Gdzie do jasnej cholery, jest Herwig?

– Nie mam pojęcia – rzekł Jaskier, przecierając rękawem klamry modnego kubraka barwy wrzosu. – A gdzie jest Ciri?

– Nie wiem – zmarszczyła się Ye

Goście schodzili się, powoli zapełniając ogromną kaplicę. Agloval, cały w ceremonialnej czerni, prowadził biało-seledynową Sh'eenaz, obok nich dreptała gromada niziołków w brązach, beżach i ochrach, Yarpen Zigrin i smok Villentretenmerth, obaj skrzący się od złota, Freixenet i Dorregaray w fioletach, królewscy posłowie w barwach heraldycznych, elfy i driady w zieleniach i znajomi Jaskra we wszystkich kolorach tęczy.

– Widział ktoś Lokiego? – spytał Myszowór.

– Loki? – Eskel, podchodząc, spojrzał na nich zza bażancich piór, dekorujących beret. – Loki był z Herwigiem na rybach. Widziałem ich w łódce na jeziorze. Ciri tam pojechała, by im powiedzieć, że się zaczyna.

– Dawno?

– Dawno.

– Niech ich zaraza, zasranych rybaków – zaklął Crach an Craite. – Gdy im ryba bierze, zapominają o bożym świecie. Ragnar, leć po nich.

– Zaraz – powiedziała Brae

– Mówiłam – parsknęła Ne

– Jest królem – rzekł niepewnie Geralt. – Chociaż byłym, ale królem…

– Sto lat, sto lat… – zaśpiewał niespodziewanie jeden z proroków, ale treserka krokodyli uciszyła go ciosem w kark. W gromadce niziołków zakotłowało się, ktoś zaklął, a ktoś i

– Jeszcze chwila – zasyczała Ye

– Nie wierć się, Yen – warknęła Triss. – Bo tren się urwie!

– Gdzie jest gnom Schuttenbach? – wrzasnął któryś z poetów.

– Pojęcia nie mamy! – odwrzasnęły chórem cztery dziwki.

– To niech go ktoś poszuka, do cholery! – krzyknął Jaskier. – Obiecał nazrywać kwiatów! I co teraz? Ani Schuttenbacha, ani kwiatów! I jak my wyglądamy?

Przy wejściu do kaplicy zakotłowało się i do środka wbiegły obie wysłane nad jezioro driady, krzycząc cienko, a za nimi wpadł Loki, ociekający wodą i szlamem, krwawiący z rany na czole.

– Loki! – krzyknął Crach an Craite. – Co się stało?