Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 7 из 42

Jednakże nie należało lekceważyć wszystkich tych szykan ze strony Niemców. Były częścią programu, który miał na celu utrzymywanie nas w ciągłym nerwowym napięciu i niepokoju o przyszłość. Co parę dni pojawiały się nowe rozporządzenia, pozornie nic nie znaczące, ale dające nam wciąż do zrozumienia, że Niemcy o nas myślą i zapomnieć nie zamierzają.

Zakazano Żydom używania kolei. Musieli uiszczać czterokrotnie wyższą niż Aryjczycy opłatę za przejazd tramwajem. Rozeszły się też pierwsze pogłoski o tworzeniu getta. Krążyły przez dwa dni, doprowadzając ludzi do szaleństwa, by nagle ucichnąć.

4 Getto

Gdy w końcu listopada słoneczne dni wyjątkowo długiej w tym roku jesieni stawały się rzadkością i coraz częściej padał zimny, ulewny deszcz, po raz pierwszy otarliśmy się wraz z ojcem i Henrykiem o śmierć. Pewnego wieczora zasiedzieliśmy się w trójką u jednego ze znajomych i gdy spojrzałem na zegarek, stwierdziłem z przerażeniem, że za chwilą zaczyna się godzina policyjna. Trzeba było natychmiast wychodzić. Nie mieliśmy wprawdzie szans, by zdążyć na czas do domu, ale przecież chwila spóźnienia nie mogła być aż tak wielkim grzechem. Postanowiliśmy więc, że spróbujemy.

Założyliśmy płaszcze, pożegnaliśmy się pośpiesznie i wybiegliśmy na ulicę. Było ciemno i prawie pusto. Deszcz smagał nas po twarzach, podmuchy porywistego wiatru szarpały szyldami, a cała okolica wypełniona była metalicznym klekotem. Z podniesionymi kołnierzami staraliśmy się iść wzdłuż ścian domów tak szybko i cicho, jak tylko było to możliwe. Byliśmy już na ulicy Zielnej i wydawało się, że szczęśliwie dotarliśmy do domu, gdy nagle zza rogu wynurzył się patrol żandarmerii. Nie starczyło czasu, by się wycofać lub ukryć. Stanęliśmy w oślepiającym świetle latarek, a jeden z żandarmów zbliżył się do nas, żeby przyjrzeć się dokładniej naszym twarzom.

– Jesteście Żydami?

Pytanie miało charakter raczej retoryczny, bo nie czekał na odpowiedź:

– No tak…

W jego głosie dało się wyczuć zarówno nutę triumfu, że udało mu się upolować tak wspaniałą zwierzynę, jak też groźbę i drwinę. Zanim zdołaliśmy zorientować się, co zamierzają, postawili nas twarzami do ściany, odeszli parę kroków i odbezpieczyli karabiny. Tak więc miała wyglądać nasza śmierć… Nadejdzie za parę sekund. Potem będziemy jeszcze leżeli w kałużach krwi z roztrzaskanymi czaszkami do następnego dnia, zanim nie dowiedzą się o wszystkim siostry z matką i tu nie przybiegną. Znajomi będą sobie czynili wyrzuty, że pozwolili nam wyjść od siebie o tak późnej porze. Wszystkie te myśli przewijały mi się przez głowę, nie docierając w pełni do mojej świadomości, jakby dotyczyły kogoś zupełnie i

– To jest już koniec!

Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że był to mój własny głos. Ktoś głośno zapłakał. Odwróciłem głowę i w świetle latarek ujrzałem ojca klęczącego na mokrym asfalcie. Szlochając, błagał żandarmów o darowanie nam życia. Jak mógł się tak poniżać! Henryk stał pochylony nad ojcem, szeptał coś do niego i próbował go podnieść. Henryk, mój brat, z jego wiecznie sarkastycznym śmiechem, miał w tym momencie w sobie coś rozbrajającego i delikatnego. Nigdy go takim nie widziałem. Musiał w nim tkwić najwyraźniej jeszcze jeden, zupełnie i

Nagle, w ułamku sekundy poczułem instynktownie, że śmierć już nam nie grozi. Minęło parę sekund i usłyszeliśmy wrzask:

– Kim jesteście z zawodu?

Henryk, z niezwykłym opanowaniem, głosem tak spokojnym, jak gdyby nic niezwykłego się nie działo, odpowiedział w naszym imieniu:

– Jesteśmy muzykami.

Jeden z żandarmów podszedł bliżej, złapał mnie za kołnierz i potrząsał z wściekłością, mimo że nie mógł mieć już żadnych ku temu powodów, skoro postanowił darować nam życie.

– Macie szczęście, że trafiliście na muzyka! Uderzył mnie tak, że zatoczyłem się pod ścianę.

– Uciekać!

Rzuciliśmy się przed siebie w ciemność, by jak najszybciej zniknąć z zasięgu latarek, w obawie, że mogą jeszcze przemyśleć swoją decyzją. Słyszeliśmy z coraz większego oddalenia nasilającą się kłótnie,. Dwaj pozostali żandarmi czynili naszemu wybawcy wyrzuty, że nie zasługujemy na współczucie, bo przecież wojna, w której teraz giną niewi

Niestety, Niemcy nie ginęli tak szybko, jak szybko udawało im się bogacić. Coraz częściej niemieckie bandy nachodziły mieszkania Żydów, okradając je z wartościowych przedmiotów i mebli, które wywożono ciężarówkami. Przerażeni ludzie wyzbywali się co ce

Inteligencja żydowska zamykała się teraz na całe tygodnie w dobrowolnym areszcie domowym. Nikt nie miał odwagi wyjść na ulicę z opaską na ręku, a gdy się tego nie dawało w żaden sposób uniknąć, próbowano przemykać się niepostrzeżenie, z opuszczoną ku ziemi, pełną wstydu i bólu twarzą.

Nadeszły miesiące nadspodziewanie ciężkiej zimy. Mróz zdawał się dodatkowo sprzyjać Niemcom w prześladowaniu ludzi. Utrzymywał się całymi tygodniami, a tak niskich temperatur nie pamiętali najstarsi ludzie w Polsce. Nie można było prawie wcale kupić węgla, a jego cena wzrosła do niemożliwych granic. Pamiętam, że bywały dni, kiedy pozostawaliśmy w łóżkach, ponieważ w mieszkaniu nie mogliśmy wytrzymać z zimna.

Podczas największych mrozów nadchodziły do Warszawy transporty Żydów wysiedlanych z zachodniej części Polski. Do miasta udawało się dotrzeć tylko części z nich. W miejscach zamieszkania załadowywano ich do służących do transportu bydła wagonów, które plombowano, a zamkniętych w ten sposób ludzi wieziono bez jedzenia, wody i ogrzewania często przez wiele dni. Gdy transporty przyjeżdżały do celu, rzadko kiedy więcej niż połowa ludzi pozostawała jeszcze przy życiu, a jeśli już, to z potwornymi odmrożeniami. Pozostali, martwi, sztywni z zimna, stali stłoczeni między żywymi i przewracali się na ziemię, gdy otwierano klapy wagonów.

Wydawało się, że nie może być gorzej. Tak myśleli tylko Żydzi, Niemcy zaś byli odmie