Страница 65 из 71
– Jak rozumiem – wymamrotał. – Ty usłyszałeś taki głos z nieba.
Wyżryn przypatrywał mu się długo, z jakimś bezbrzeżnym, se
– Widzisz – mruknął Ian – to nie jest tak, że nie chcę pojąć. Dostrzegam prawdę i logikę w tym, co powiedziałeś, choć się z tobą nie zgadzam i nie mogę cię poprzeć. Co byś nie mówił, owa selekcja w ramach stada głodnych szczurów, jak ty to nazywasz, i tak pozostanie w moich oczach układem daleko bardziej bezpiecznym od szalonego konkursu krucjat w imię wrogich sobie nawzajem absolutów, chociażby dlatego, że w przypadku tej pierwszej, przy jej całej, nie kwestionowanej przeze mnie cyniczności, bezwzględności i krwiożerczości istnieją przynajmniej naturalne hamulce, ograniczenia wynikające z prostej ekonomiki systemu, dążącego jednak, dokładnie podług postdarwinowskich szczurzych teorii, do osiągnięcia pewnej stabilności; podczas gdy w twoim wariancie, który wszak nie jest wolny od żadnej z powyższych wad swego alternanta, niczego takiego nie ma i upadek w przepaść wydaje się nieuchro
Bardzo długo po tym milczeli.
– Uważasz, że jestem wrogiem demokracji? – spytał Xavras, spoglądając w roztargnieniu na swoje dłonie.
– Nie. To demokracja jest twoim wrogiem. Demokracja jest wrogiem wszystkich Xavrasów Wyżrynów. Powstała dla obrony przed nimi. Dla obrony przed tymi wszystkimi, którzy wiedzą, które prawa są ponad prawami, które racje ponad racjami, czyje cierpienie większe i czyja niesprawiedliwość głośniej wołająca o pomstę do nieba.
– Nawet jeśli naprawdę wiedzą?
– Ha, przed nimi przede wszystkim.
– Cóż potworniej szego od systemu, który zabrania dotrzymywać wiary i piętnuje prawdę?
– Ależ nikt ci nie karze wyrzekać się twego absolutu! Wierz w Boga, wierz w Polskę, wierz, w co chcesz. Lecz…
– Lecz jeśli zwyciężę…
– Tak. Jeśli zwyciężysz. Powstaną przeciwko tobie. Można pięknie walczyć i ginąć w imię absolutu, ale nie można w jego imię pięknie władać. Bohaterscy dyktatorzy, którzy nie dość szybko zwrócili władzę po odparciu najazdu, kończyli jako tyrani. Wy tego nie wiecie, nie macie doświadczenia, ponieważ oblężenie trwa tak długo, że czasy sprzed epoki bohaterów odeszły w mgłę waszej prehistorii, rodzicie się już z imieniem absolutu na wargach; wszak walczący o przetrwanie nie hamuje uderzeń miecza odmierzając przeciwnikom ciosy w odpowiedniej proporcji: czyniącemu zło mniejsze i czyniącemu zło większe; jeden jest wróg, jedna jest śmierć, jedna nagroda; gdy zagrożone jest istnienie narodu, nie ma priorytetów wyższych, i ja to rozumiem, dwieście lat niewoli, to dokładnie jak ze szczurami, każde kolejne pokolenie jest bardziej zajadłe, bardziej bezwzględne, przeżyć mogą jedynie najbardziej gruboskórni, postępuje ekstremizacja marzeń i metod. I to jest sposób na czas walki, na czas ucisku: aby przetrwać. Lecz jeśli zwyciężysz, Xavras… zastanów się: jakie naprawdę będzie twoje niebo? Teraz jesteś terrorystą, ale także patriotą, bohaterem, idolem. Po zwycięstwie kim będziesz? Czyż ukorzysz się przed maluczkimi? Czyż uznasz rację większości, wiedząc, że w rzeczywistości nie ma ona racji? Przystaniesz na ustępstwa w sprawach mniejszych dla dobra spraw większych? Zaczniesz je w ogóle dzielić na mniej i bardziej ważne? Krzywisz usta. W waszych uszach musi to brzmieć niemal nieprzyzwoicie: to niehonorowe, to zdrada absolutu, to słabość. Nie potrafiłbyś, nie… będąc Xavrasem Wyżrynem. Nie podpisałbyś żadnego Traktatu Berlińskiego, nie poszedłbyś na ugodę w sprawie granic, nie podpisałbyś układów zerowych. Przyszliby do ciebie dawni towarzysze, nie tak mądrzy bądź nie tak odważni. Głupców i tchórzy usuwa się, szkodzą państwu, to zdrajcy; w końcu zmuszony byłbyś ich zabić. Wiesz, czym jest ta twoja przyszła Polska? To Rosja pod biało-czerwonym sztandarem! Wiesz, kim ty jesteś? Stalinem na rok przed zdobyciem Pałacu Zimowego!
– W każdym razie polskim Stalinem. I nie zapominaj przypadkiem, jak ochotnie te twoje demokracje na jedno jego skinienie lizały mu buty.
– Tak. Ponieważ demokracja nie ma honoru. Nie ma sumienia. To raj głupców i tchórzy; myślisz, że nie wiem? Ty natomiast postawiony w identycznej sytuacji, karku oczywiście byś nie ugiął. Zapewne też w imię absolutu, który jest ponad. On jest ponad, człowiek jest pod. Nawet teraz. Czy walczysz dla ludzi? Nie. Ludzie za mali, brud pod ich paznokciami, podłość w myślach. Walczysz dla idei. Oj, nie cieszylibyście się długo tą swoją wolnością, tego jestem pewien.
– Sądzisz, że Jewriej mi tego nie przepowiedział? Każdy z nas nosi w sobie świętego i kanalię. Pamiętaj jednak o bombie.
– A, bomba. No tak.
Znowu milczenie. Xavras rysował coś patykiem na piasku.
– Istnieje coś takiego jak aerodynamika duszy – rzekł wreszcie. – Są dusze gładkie, opływowe, idące szybko z prądem, w złą bądź dobrą stronę, na ogół bezbolesne dla otoczenia. I są dusze kanciaste, bardzo toporne w kształcie, trudne w ruchu, nieprzyjemne w kontaktach, wymagające od właściciela nieporównanie większej siły woli i determinacji.
Smith uśmiechnął się kątem ust.
– No i?
Wyżryn wzruszył ramionami, złamał patyk.
– Czasami, gdy oglądam te wasze filmy, odnoszę wrażenie, jakbyście się z pokolenia na pokolenie coraz bardziej upodabniali do swoich samochodów.
•
Wyznaczono mi z łaski poślednią rolę kronikarza; zbyt mądry, by walczyć, zbyt głupi, by nie walczyć – zapisuję historię klęsk i zwycięstw, nie potrafiąc odróżnić jednych od drugich. Kto da mi wzrok Jewriejowy, by widzieć jasno i wyraźnie, co naprawdę znaczy dzisiejszy triumf lub upokorzenie? Kto da mi boską niewzruszoność Xavrasa, by nie oślepnąć od widoków, które wówczas się przede mną roztoczą? Ja od początku miałem rację: to jest zły, bardzo zły człowiek. Rzeczy wielkie objawiają się w rzeczach małych; gdybym był fotoreporterem, zrobiłbym mu zdjęcie -czarno-biale, wzięte pod słonce – jak z całkowicie bezmyślnym wyrazem twarzy i se