Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 63 из 71

Po prawdzie ta powszechna panika i gremialna migracja zdawały się Smithowi reakcją cokolwiek przesadzoną; ale jaka właściwie jest odpowiednia reakcja na przerobienie przez terrorystów stolicy kraju w napromieniowane cmentarzysko błota i betonu? Zwłaszcza, że przecież i przed wybuchem Moskwa stanowiła jeden wielki obóz uchodźców z ESW, dodatkowo zatłoczony przez niespodziewanie tu przerzucone w związku z groźbą Wyżryna jednostki Armii Czerwonej i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Pierwsze szacunki liczby zabitych mówiły o czterystu tysiącach; jako żywe trupy klasyfikowano dalszych dwieście; a dwakroć tyle było ra

Wyżryn sam zaproponował wywiad i Smith z kołpakiem na głowie przeprowadził z pułkownikiem długą, transmitowaną na żywo na cały świat rozmowę, w której powtarzał bodaj wszystkie przytoczone przez siebie wcześniej w ich prywatnych dialogach argumenty. Xavras, nie ogolony, w wojskowej kamizelce khaki nałożonej na czarny sweter, w zawadiackim berecie na głowie, z rękawiczkami na czerwonych dłoniach, spokojny, bardzo poważny, odpowiadał, nie unosząc się, nie ironizując, nie wyrażając dumy ani skruchy; od początku do końca jechał twardo na nucie patetycznego patriotyzmu, Polska, Polska i Polska, wyliczał doznane krzywdy, przedstawiał ogrom cierpień i strat, akcentował mnogie niesprawiedliwości; skupiony, patrzący w czarne ślepia obiektywów kołpaka, nie krzywiący warg, nie mrugający, nie odwracający wzroku nawet na grzmot pioruna i blask błyskawicy, bo rozmawiali w plenerze, zmierzchało. Xavras siedział na głazie, za plecami miał straszne nadmoskiewskie niebo, jakiś mur złego mroku, na którym łyskały w burzowym świetle brudne plamy fioletu, czerwieni i żółci, zaczął padać deszcz, a on mówił dalej i wtedy Smith – który w tym momencie nie był Smithem, lecz oczami i uszami miliardów telewidzów – naprawdę pokochał Nieuchwytnego Xavrasa Wyżryna, pokochał go dawno zapomnianą, dziką, dziecięcą, sięgającą swym gorącym drżeniem szpiku kości miłością, jaką nastolatki, z całą właściwą im radosną irracjonalnością, darzą swych celuloidowych idoli, gdy wciśnięci w fotele, osłonięci ciepłym półmrokiem sali kinowej, chłoną z ekranu każdy gest, każde słowo, każde drgnięcie mięśni swych osobistych bogów. Być może Xavras wiedział, co czyni, być może był świadom znaczenia chwili; a może po prostu wypełniał instrukcje Jewrieja. To nie miało znaczenia; ważny był efekt, a efekt był wprost porażający. Oto objawił się światu nowy anioł, nowy demon, Aryman zemsty, Baal atomu, Alastor sprawiedliwości historycznej; sięgał do umysłu każdego człowieka z ekranu telewizora, a ponieważ nie był niczym nowym, stanowił jedynie przypomnienie odwiecznego, reinkarnację niezmie

Jechali tymi rozklekotanymi ciężarówkami przez krainy chaosu dzień za dniem, noc za nocą; Smith siedział skulony, ze skrzatem w uchu, i słuchał. Rodziła się nowa religia. Oczywiście była to religia końca dwudziestego wieku, więc nie przypominała w niczym dobrych, starych religii z czasów prawdy i wyrzeczeń. W Los Angeles szesnastoletni sierota oblał się benzyną i podpalił na środku Bulwaru Zachodzącego Słońca, wykrzykując przez ogień imię Wyżryna. Najpierw w Niemczech, potem we Francji, potem w Stanach, potem na całym świecie pojawiły się T-shirty z nadrukowanym kadrem z owego wywiadu Smitha: wyprostowany Xavras w swym militarnym odzieniu, z rękoma złożonymi symetrycznie na kolanach, wzrokiem wbitym w patrzącego, a za nim Armageddon, czarnosine jelita burzy, orgazm Zwierzęcia. Nieuchwytny Xavras z Johnem Fourtree w roli głównej ponownie wszedł do rozpowszechniania kinowego. Pojawiły się pierwsze piosenki – liryczne ballady i ciężkie suity dark rockowe (Widziałem terrorystę… miał oczy zdradzonego kochanka. To są ludzie zakochani w Słowie -jak oni myślą? jak nienawidzą? jak myślą? -ja nie wiem, nie rozumiem, to matematyka nieskończoności: ideał minus krew niewi

Smith telepał się na pogrążonej w półmroku, przykrytej ciemnym brezentem platformie skradzionej ciężarówki; jednym uchem słuchał jęków i narzekań Morze Wydało Zmarłych, którego już trzeci dzień straszliwie bolał ząb (próbował go samodzielnie wyrwać za pomocą nylonowej nici, ale tylko wargi sobie pociął), a drugim jednostajnego szeptu skrzata. Musiał poświęcić kilka godzin, aby z owych wielokrotnie sprzecznych ze sobą doniesień poskładać jeden w miarę spójny obraz sytuacji. Pomimo że Krepkin wraz z kilkoma ministrami, ukryci w podkremlowskim bunkrze, szczęśliwie przeżyli wybuch bomby, ostateczny chaos opanował całą Federację. Ciągłość łańcuchów przekazywania rozkazów została przerwana w wielu miejscach i Armia Czerwona zachowywała się jak kurczak z odciętym łbem, to znaczy miotała się bezmyślnie naokoło i bluzgała krwią. Doszło nawet do drobnych potyczek pomiędzy poszczególnymi jej oddziałami stacjonującymi w ESW lub przy jej granicy. Taka okazja nie zdarza się często i nikt nie chciał jej zmarnować: z dnia na dzień na terenie całej Strefy wybuchły walki, ruszyły nowe ofensywy, armie podziemne powychodziły na światło dzie