Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 42 из 71

–  Weltzma

–  Co?

–  Zabili Czerniszewskiego.

Wróciwszy do wnętrza Domu Partii (uchodźcze dzieci o brudnych twarzyczkach plątały mu się pod nogami, goniąc się z krzykiem po całym pomieszczeniu, a to była jedna wielka hala, bo wyburzono wszystkie ściany wewnętrzne budynku), zaczął w myśli liczyć, która to już z kolei śmierć nielegalnego prezydenta nie istniejącej Polski. Piąta, szósta; tak jakoś – umierał on średnio raz do roku, ostatnio trochę częściej. Władimir Czerniszewski, Profesor matematyki, samozwańczy bohater, posępny starzec, ajatollah tej katolickiej dżihad. Smith dotarł do swego plecaka, usiadł, oparł się plecami o zimny beton. Nikt nie zwracał na niego uwagi, w Domu Uchodźców kłębił się tysięczny tłum; krzyki, zamieszanie – chaos wizualny i dźwiękowy kryły każdego szarą maską anonimowości. Pogrzebał w plecaku; na ślepo, na wyczucie włączył komputer, ze schowka wyjął skrzata i wetknął go sobie w ucho, kryjąc dłonią, płasko przyłożoną do głowy, niby dla oparcia. Smith tuż po przekroczeniu niemiecko-rosyj skiej granicy zaprogramował był maszynę na ciągły monitoring, archiwizację i uaktualnianie serwisu informacyjnego WCN, którym stacja, za pośrednictwem swych niezliczonych „muszych" satelitów, bezusta

– Rzecznik emigracyjnego rządu Japonii przedstawił na konferencji prasowej w Honolulu zdjęcia satelitarne przedstawiające młodego cesarza Japonii na dziedzińcu chińskiego więzienia… Sir Geoffrey Risk, minister do spraw kolonii Zjednoczonego Królestwa, potwierdził doniesienia o wzmocnieniu singapurskiego garnizonu jednostkami specjalnymi wobec spodziewanych rozruchów w dziesiątą rocznicę rozpoczęcia się zamieszek… Prowadzone w Alugei rozmowy persko-egipskie nie zakończyły się porozumieniem, co jeszcze bardziej oddala termin odblokowania Kanału Sueskiego… Na wschodnim froncie wojny meksykańskiej doszło do drobnego incydentu: dwóch zabitych, liczba ra

– Jachim.

Podniósł głowę.

–  Co?

–  Idę.

–  Gdzie?

– Zostań. Wrócę, to ci powiem. Może już… – Tak?

–  Nic. – Witschko strzepnął do wnętrza dłoni popiół z papierosa. Uśmiechnął się krzywo.

Smithowi mocniej zabiło serce.

–  On?

– Siedź.

–  On? Powiedz. Czy…

–  Siedź, do cholery. Cóżeś taki zrywny? Gdzie ci się tak śpieszy, do piachu?

Został sam i wtedy zauważył ludzi. Stracił dystans: nagle, bez ostrzeżenia, bez stanów pośrednich. Trzask: zalała go fala empatii. Jadł jabłko: stare, zasuszone, zapewne robaczywe. Podeszła dziewczynka i poprosiła o kawałek. Wyjął scyzoryk, odciął. Aż mimowolnie otworzyła ze zdumienia usta, nie liczyła na spełnienie prośby. Przyjęła poczęstunek spoglądając na Smitha z zaciekawieniem. Na oko nie miała więcej jak dziewięć lat, ale najprawdopodobniej była starsza: tutaj dzieci nie rozwijały się całkiem prawidłowo – może z winy ziemi i powietrza przeżartych skażeniem z wojny bolszewickiej, może z winy aktualnej wojny.

–  Ma pan jeszcze?

–  Nie.

–  Mama by kupiła.

–  Nie mam.

–  Aha.

Przyjrzał się jej ubiorowi. Charakterystyczne: każda rzecz z i

– Głodna?

– Bo co?

–  Nic – zreflektował się. Nie mógł zacząć tak po prostu rozdawać jedzenia, natychmiast zwróciłby na siebie uwagę. Ta zima była ciężka, lecz wędrując ze Ślązakiem przez kraj, jakoś nie widział konających z głodu; ale głód ma wiele twarzy, a on, urodzony i wychowany w świecie sytości, znał jedynie komiksowe wersje Jeźdźców Apokalipsy, myślał ekstremami, szokującymi ujęciami kamery. A nikt by nie otrzymał nagrody za sfotografowanie tej dziewczynki: ani nie była kościście chuda, ani śmiertelnie ra

–  Jak masz na imię?

–  Wiera. – Odgryzła kolejny kęs jabłka. – Dokąd pan idzie?

–  A tak, robotę jakąś znaleźć.

–  Do Niemców?

–  Ano. Na Śląsk.

–  Ma pan pieniądze?

–  Podobno czasami puszczają darmo. Skrzywiła się.

–  Pan w to wierzy? Wszyscy biorą.

–  Się zobaczy.

Bez przekonania skinęła głową. Splunęła pestką i usiadła obok Smitha, opierając się o beton i podciągając kolana pod brodę.

–  Mama mówi, że teraz to już koniec. Nie zrozumiał.

–  Koniec?

–  Noo, wezmą się za łby, a potem przyjdą Chińczyki. – A Ruskie?

–  Co Ruskie? – prychnęła. – Dadzą im wódkę i będzie spokój.

Smith chichotał w duchu, słuchając tej analizy politologicznej.

–  A tata? – spytał.

–  Co?