Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 59 из 72

Cieszyły go także i

Euforię Wasi budziły również dane o prywatnej zamożności samego Putina (37% akcji Surgutnieftgazu, 4,5% udziałów Gazpromu i 75% Gmworu, łącznie prawie 41 miliardów dolarów), bo chociaż Putin był absolwentem Szkoły Wywiadu KGB, czyli szpanerskiej ferajny pawi, której Kudrimow nie cierpiał, lecz z jego miłosnym stosunkiem do Władimira Władimirowicza było identycznie jak z gorącym uwielbieniem, którym rabbiego Joszuę Galilejczyka darzą miliony antysemitów. Całą butelkę „Stolicznej” szczęśliwy Wasia „obalił”, gdy amerykański tygodnik „Time” mianował Putina (też grudzień 2007) „człowiekiem roku”. Co prawda tutaj radość trochę zepsuły Wasi krytyczne komentarze senatora Johna McCaina (kandydującego do prezydentury USA), który przypomniał, że kiedyś Stalin oraz Hitler byli według „Time'a” „ludźmi roku”. McCain przypomniał także słowa prezydenta Busha o Putinie („- Zobaczyłem jego duszę, gdy zajrzałem mu w oczy”), parafrazując: „- Kiedy ja spojrzałem w oczy Putina, zobaczyłem tam trzy litery: K, G i B”. Ale ta złośliwość nie mogła zepsuć świetnego rocznego bilansu. Wasilij przeklął McCaina po swojemu („- Job twoju mat'!”) i życzył sobie, by kolejny rok był równie udany.

Do pierwszego spotkania Mariusza Bochenka i Jana Serenickiego miało dojść w 1993, lecz doszło dużo później, wczesną zimą 1994 roku. Pierwszy nawiedzony pub londyński nie bardzo im pasował, gdyż podano im zbyt ciepłe piwo.

– Szczyny! -zgrzytnął Jan.

– Szczyny są trochę gorsze, wiem co mówię, piłem je w zeszłym roku, bo przegrałem zakład z Denisem o „come back” naszej komuny – mruknął cierpkawo Mariusz.

– Własny mocz?

– Własny, na szczęście.

– Dużo Hindusów pije własny mocz na zdrowie – pocieszył go Serenicki.

Zmienili pub i bez trudu znaleźli wspólny język, może dlatego, iż w tym nowym lokalu było chłodne piwo, a może dlatego, iż zaczęli od komplementowania się wzajem:

– Wiele satyr „Gza” euforycznie mnie rozbawiało – rzekł Serenicki. – Ale najbardziej podobały mi się różne niezamierzenie komiczne przedruki rządowych tekstów, jak choćby ten „Komunikat Prezydium Rządu PRL” informujący społeczeństwo, iż rząd zabronił kardynałowi Wyszyńskiemu sprawowania funkcji kościelnych, co już pachniało zakazem wiary w Boga… Pycha! Ci komuniści, którzy rok temu wrócili tam do władzy, to już i

– W krajach muzułmańskich za kradzież amputuje się łapska, to jedyny skuteczny sposób – rzucił Bochenek. – Szkoda, że u nas się tego nie robi.

– U nas nie można, bo posłowie nic mieliby czym wciskać guzików do głosowania na sali sejmowej, kutasami przecież nie sięgną – parsknął Serenicki.

Porwała ich wspólna głośna wesołość, i Mariusz się zrewanżował:

– Wy też robicie morowe rzeczy. „Carat” Kucharzewskiego szedł tu jak świeże pieczywo, zresztą każda wasza edycja to bestseller i wśród emigracji, i w Polsce. Fajnie, że chcecie stworzyć tam sieć własnych księgarń.

– Księgarenek – uściślił Serenicki. – To są trudne problemy, kwestie prawne, lokalowe, marketingowe, dopiero się uczę tego.

– Wszyscy się uczymy tych rynkowych chwytów! – przytaknął Bochenek. – Kiedy zaczynałem wydawać „Gza”, byłem zielony, zupełnie zielony. Teraz jestem dla nowicjuszy w branży profesorem.

– To samo ze mną i z Klarą, gdy chodzi o problemy redakcyjne, bo problemy rynkowe to i

– W Polsce bywali wielbiciele „Pana Tadeusza”, którzy…

– Tak, bywają maniacy – zgodził się Jan. – Ale to poezja, zresztą dziewięćdziesiąt dziewięć procent uczących się jej na pamięć wkuwa tylko fragmenty poematu. Ja również cytuję z pamięci kilkanaście drobnych fragmentów dzieł Szekspira, te kawałki, które mi bardzo przypadły do gustu.

– Słyszałem, że jest pan szekspirologiem, i że chętnie przeniósłby się pan w czasy twórcy „Hamleta”- mruknął „Zecer”.

– Bzdura! – zaprzeczył Serenicki.

– Nie jest pan szekspiroznawcą?

– Jestem, hołduję Billa ze Stratfordu jako superartystę i supermędrca, ale nie chciałbym przenosić się w czasy, kiedy nie było mydła i pasty do zębów. Już prędzej w erę Romantyzmu, do Oksfordu, żeby zostać uczestnikiem debaty o przewadze oksfordczyka Shelleya nad cambridżystą Byronem lub vice versa. Rok 1829. Publiczność oksfordzka, przez grzeczność wobec szanownych gości z Cambridge, uznała wyższość Byrona.

– Tak jak dzisiaj w kraju przez grzeczność wypada chwalić kapitalizm, lecz mnóstwo ludzi go wyklina, bo Balcerowiczowi zawdzięczają, że utracili robotę, albo że stopa życiowa obniżyła im się do kolan lub do samych stóp. Gorzki smak zdobytej wolności…

– Prędzej czy później musi przyjść pewna poprawa – rzekł Janek. – Gdy już wszyscy ważniacy ukradną „pierwszy milion”, kapnie coś i dla frajerów, i dla plebsu, dla każdego. Historiografia przyszłych generacji będzie się dużo bardziej interesowała dzisiejszą rewolucją obyczajową niż polityczną czy gospodarczą. Że to jest główny przewrót, a nie „Solidarność”, Mur Berliński i upadek Rosji Sowieckiej – zrozumiałem redagując nową edycję „Od białego caratu do czerwonego”. Kucharzewski wspomina tam kilkakrotnie rosyjskiego filozofa, Władimira Sołowjowa, który przed końcem XIX wieku wydał kilka prac teozoficznych. Pożyczyłem je i studiowałem. U nas pierwsza została chyba wydana „Krótka powieść o Antychryście”, w 1924 roku. Sołowjow, notabene polonofil, prorokował makabryczny XX wiek i to, że kiedy ze schyłkiem XX wieku świat ogarnie kulturowo-obyczajowy nihilizm – rządzić będzie ludzkością „Uśmiechnięty Szatan”, „Dobrotliwy Truciciel”, „Serdeczny Antychryst”, ideał kusicielskiego przewodnika: pacyfista, humanista, filantrop, ekolog, wegetarianin, miłośnik natury i dialogu, przyjaciel ludzi i zwierząt, ascetyczny uczony i bezinteresowny dobroczyńca, „Mesjasz Tolerancji”, krzewiący wyrozumiałość totalną, dla wszystkich, dla prawych i dla nieprawych, lansujący moralność uniwersalną, ponadreligijną, koniecznie oczyszczoną z metafizyki i teologii katolicyzmu, ba, nawet dostrzegający Jezusa Chrystusa, lecz krytykujący Go jako biblista i mentor za zbyt restrykcyjny Dekalog, który tworzy podziały miast jednać ludzi, jednać braterskim uściskiem, niewykluczającym nikogo prócz wrogów wszechtolerancji i wszechhumanitaryzmu. Antchryst Mediator, nowy, modernistyczny Zbawiciel nowego, wszechwyzwolonego świata… Pomyśleć, że Sołowjow widział go już sto lat temu jako siłę nam współczesną!