Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 47 из 72

– Wariant pierwszy: prezydent startuje w najbliższych wyborach parlamentarnych z listy ugrupowania Jedna Rosja, które ma obecnie prawie pięćdziesiąt procent poparcia, tak mówią sondaże. Następnie…

– Chwileczkę! – krzyknął Timczenko. – Czy to oznacza, że prezydent zapisuje się do partii?

– Nie, prezydent jest formalnie ponadpartyjny, jest przywódcą całego narodu niemającym legitymacji partyjnej, wszelako brak partyjnej przynależności nie przeszkadza nikomu startować z listy danej partii, jeśli tylko ta partia chce daną osobę wstawić na swoją listę, a czy JedRo, partia w końcu proprezydencka, „kremlowska”, utworzona dla wspierania Putina, nie zechce dać prezydentowi pierwszego miejsca na liście swych kandydatów do parlamentu? – spytał retorycznie Surkow.

– I żeby kandydować do Dumy nie będzie musiał rezygnować z urzędu prezydenta? – zdziwił się Miedwiediew.

– Nie musi tego robić, sprawdziliśmy, prawo zezwala urzędującemu prezydentowi kandydować.

– No dobra, i co dalej? – zapytał Iwanow.

– Dalej mamy właśnie ów pierwszy wariant, moi drodzy. I

– Bardzo pięknie, tylko aby Jedna Rosja zdominowała Dumę i dzięki temu wzięła rządową władzę, musi uzyskać w wyborach więcej aniżeli pięćdziesiąt procent głosów, zaś by zmieniać konstytucję, musi dostać przynajmniej sześćdziesiąt trzy procent głosów – podniósł Iwanow. – Nie ma pewności, nie ma gwarancji, że to się uda.

– Nie ma, dlatego opracowaliśmy warianty alternatywne. Wariant drugi: w grudniowych wyborach Putin zyskuje mandat do parlamentu…

– To jest stuprocentowo pewne – zgodził się Iwanow.

– Tak, to jest pewne. A więc zdobywa mandat deputowanego, rezygnuje z prezydentury, by zająć fotel parlamentarny, po czym 2 marca 2008 roku startuje jako zwykły deputowany w wyborach prezydenckich, które łatwo wygrywa i przez kolejne dwie kadencje jest prezydentem Federacji, aż do 2016 roku.

– Konstytucja zezwala na taki trik? – zdziwił się Sobianin.

– Zezwala, bo nie zabrania – wyjaśnił Pawłowski. – Wszystko co nie jest zabronione, jest dozwolone. Prawnicy nazywają coś takiego „luką prawną”.

– Czy są jeszcze i

– Kolejny wariant to superpremier Putin, który po czterech latach wszechwładnego premierowania może znowu legalnie zostać prezydentem, już bez żadnych „luk”. I wreszcie wariant…

– Zaraz, zaraz, czegoś tutaj nie rozumiem! – wtrącił Sobianin. – Mówisz: cztery lata, a dlaczego…

– Bo to kadencja!

– Tak, lecz już wiemy, że wystarczy dzień przerwy, by odzyskać prawo kandydowania na prezydencki fotel. Jasne, że jeden dzień to byłaby komedia, heca, farsa, nikt tego nie zrobi, miesiąc to też zbyt krótko, żeby się nie śmiano, ale rok?… Jeśli prezydent-figurant umrze lub zachoruje w ciągu roku czy półtora roku, wówczas chyba…

– Masz słuszność, Sierioża, wówczas są wybory prezydenckie i premier może startować bez hecy! – przyznał Surkow. – Taka sama sytuacja jest szczęśliwą ewentualnością w czwartym wariancie. To wariant „tylnego siedzenia”. Nowym prezydentem zostaje figurant, Putin zostaje premierem bez uprawnień nadprezydenckich, czyli zwykłym szefem rządu, a nie figurą carską, lecz z „tylnego siedzenia” kieruje, bo prezydent musi spełniać wszystkie jego ciche rozkazy.

– Backseat driver! – popisał się angielszczyzną Naryszkin, robiąc „perskie oko”. - Tego jeszcze u nas nie było, riebiata!

– Było! – wszedł mu w słowo Szudrin, widząc okazję zemsty za czkawkową „recenzję” swej rozprawy historycznej, wyrażoną przez Naryszkina podczas uprzedniego dyskursu. – Było, kiedy Iwan Groźny zrzekł się tronu i pojechał do Słobody Alieksandrowskiej, żeby zostać eremitą. Obowiązki carskie kazał sprawować pewnemu Tatarowi, Naryszkinowi…

Kilku członków „loży” parsknęło śmiechem, Naryszkin zbladł jak smagnięty batem, zaś Szudrin beznamiętnie kontynuował:

– Po roku hierarchowie Soboru Ziemskiego uprosili Iwana, by znowu objął swój tron. Groźny wrócił, a Tatarzyna Naryszkina wywalono…

– Uważaj, by ciebie nie wywalono! – zagrzmiał Naryszkin.

– Spokój, gaspada! – uciszył ich Miedwiediew. – Nie przyszliśmy się tu czubić, tylko radzić. Glosować za wariantami nie będziemy, bo w masonerii i w gangach nie obowiązuje demokracja, prezydent sam wybierze spośród naszych propozycji odpowiadający mu rodzaj manewru. Ja boję się tylko jednego: że media zachodnie podniosą dziki wrzask…

– Nie dadzą rady wskazać żadnej kolizji z prawem, co najwyżej swobodnie misterną interpretację niedoprecyzowanych ustaleń konstytucyjnych – rzekł Surkow.

– Nie będą wąchać i roztrząsać szczegółów prawnych, tylko nagłośnią jazgot, że Putin antydemokratycznie łączy w jednym ręku dwa urzędy, prezydenta i premiera… – westchnął Iwanow.

– Jeśli tak zrobią, rozśmieszą cały świat i będą skompromitowani – powiedział Lonia.

– Czemuż to?

– Ponieważ amerykański prezydent jest równocześnie premierem – przypomniał im Szudrin.

Rozległy się brawa dla argumentu. Dyskutowali do drugiej w nocy. O wariantach.

W głosie pułkownika Tiomkina brzmiała serdeczność:

– Jak się wam podobał treningowy obóz?

– Tak sobie – odparł Serenicki. – Ale lepszy treningowy niż koncentracyjny, prawda, panie pułkowniku?

– Gratuluję wam, mieliście wyniki na dobrym poziomie.

– Mimo to nie dostałem Orderu Czerwonej Gwiazdy ani tytułu „bohatera Związku Sowieckiego”

– Może przez tę kilkutonową szczyptę arogancji lub, jak mogliby mówić niektórzy: bezczelności? – zastanowił się kagiebowiec. – Lecz może z i

– Obserwacje.

– Jakie obserwacje?

– Obserwowałem sobie belfrów, personel, w ogóle Rosjan.

– I wniosek?…

– Że Sienkiewicz miał słuszność.

– Major Sienkiewicz? Nie wiedziałem, że był tam. Co wam mówił?

– Pisarz Sienkiewicz, panie pułkowniku – roześmiał się Serenicki. – Henryk Sienkiewicz, wielki polski pisarz sprzed stu lat, noblista za „Quo vadis” Quo vadis, Rosjo?

– Co takiego?

– Nic, pozwoliłem sobie na dygresję, bo Sienkiewicz widział Rosjan jako naród niezdolny do życia w wolności, gdyż urobiony przez Tatarów, a wymusztrowany przez Niemców.

– Dlatego karby komunizmu są niezbędne – zgodził się Tiomkin.

– Karby caratu były równie silne, i chyba lepsze – rzekł Polak.

– Może jeszcze wrócą… – mruknął Tiomkin.

– Z woli KGB, czy z woli narodu?

– Za sprawą kierownictwa KGB i za entuzjastycznym przyzwoleniem ludu. Co prawda socjotechnicznie masom obojętny jest kolor caratu, czerwony bądź biały, lecz biały carat to powrót znaczenia religii…

– A więc „opium dla ludu”, i to skuteczniejszego opium niż komuna – dodał Serenicki erudycyjnie.