Страница 24 из 72
– Nu da, wstrząsy społeczne macie już chyba za sobą, towarzyszu? – mówi Breżniew. – Czy to prawda, że cały ten harmider wybuchł z powodu grania jakiejś sztuki teatralnej?
– Prawda, towarzyszu pierwszy sekretarzu.
– A kto ją napisał?
– Mickiewicz, towarzyszu pierwszy sekretarzu.
– No to trzeba go…
– On już nie żyje, towarzyszu pierwszy sekretarzu.
Uradowany Breżniew klepie Gomułkę przyjacielsko po plecach, mrucząc:
– I za to cię lubię, Wiesiu, za to cię lubię!
Cicha zgoda Kremla na likwidowanie wewnętrznych oraz zewnętrznych wrogów Rosji miała miejsce również w czasach Borisa Jelcyna (wtedy Kudrimow debiutował jako egzekutor, wykańczając dwóch synów zdrajcy, polskiego pułkownika Kuklińskiego, chociaż samego Kuklińskiego, strzeżonego dzień i noc przez CIA, nie zdołał dopaść). Ale Jelcyn to był przywódca słaby psychicznie, kilka razy popełniał nieudane samobójstwo. Wasia i jego „mołodcy” dobrze pamiętali rozgardiasz, który wybuchł kiedy pijany Jelcyn dźgnął się nożyczkami i krwawił jak wieprzek. Tymczasem Władimir Władimirowicz, ho, ho! Od początku się widziało, że to człowiek z żelaza i z granitu – chłodny, opanowany, bezlitosny. Żadnych mięczakowatych rozterek i wahań. I żadnych strachliwych krygowań przed zachodnią psiarnią ujadającą na Rosję. W lipcu 2006, spełniając życzenie Kremla, Duma przyjęła ustawę zezwalającą wykorzystywać służby specjalne do zwalczania poza granicami Rosji „wrogów rosyjskiego państwa”, różnych „terrorystów”. Zwalczało się i wcześniej – ot, choćby dwa lata wcześniej (2004), kiedy ludzie Kudrimowa kropnęli w Katarze byłego prezydenta Czeczenii, Zelimchana Jandarbijewa – ale teraz można to już było robić bardziej legalnie, więc samopoczucie Wasi kwitło. Alieksandr Litwinienko został otruty w Londynie (2006) „legalnie”.
Rejestr proputinowskich egzekucji, których zespół Kudrimowa dokonał przed „ustawą lipcową”, zawierał mnóstwo ofiar bezimie
Strach ma dużą siłę katapultującą. Poza granice Rosji. Musiało wiać wielu, którzy sądzili, że wielkie „diengi” dadzą im kontrputinowską bezkarność i władzę. Zwiał Bieriezowski, zwiał Gucerijew (obaj do Londynu), zwiało sporo oligarchów brużdżących Władimirowi Władimirowiczowi, lub jedynie niegnących karku wystarczająco nisko. I
Ale przecież nie tylko za to kochał Wasia Kudrimow prezydenta Federacji – wołowa skóra nie pomieściłaby wszystkich źródeł jego tkliwych uczuć. Kochał Wasia towarzysza prezydenta za to, że ten określił rozpad ZSRR jako „największą tragedię XX wieku, największe nieszczęście ojczyzny”. I za to, że Putin przywrócił melodię hymnu radzieckiego jako hymn FR, oraz czerwony sztandar jako flagę armijną. I za to, że reaktywował „psychuszki” represyjne dla pyskujących kontrkremlowców – pierwszą wsadzono do wariatkowa dzie
Szef Wydziału Historii Uniwersytetu Ottawskiego, profesor Dan Bready, był lekko szpakowatym pięćdziesięciolatkiem wyglądającym jak czterdziestolatek, i to on – dopiero on – rozbudził libido Klary, chociaż miał trzydzieści lat więcej niż ona. Ich pierwsze dialogi tyczyły poletka, które Klara Mirosz chciała uprawiać studiując. Oznajmiła, że z historii gatunku „homo sapiens” interesuje ją przede wszystkim półgatunek „femina sapientissima” alias „mulier sapientissima”, czyli genialne kobiety, które zasłużyły się dla ludzkości nie mniej niż mądrzy mężczyźni. Profesor spytał więc:
– Czy jest pani feministką?
– A czy pan ma coś przeciwko feminizmowi, profesorze?
– Nie, pytam gwoli porządku.
– Gwoli porządku odpowiem panu, iż nie jestem feministką, chociaż uważam, że gdyby faceci zachodzili w ciążę, aborcja byłaby sakramentem już przed czasami Średniowiecza, a dzisiaj byłaby we wszystkich punktach globu prawem konstytucyjnym.
– Cóż, to zupełnie możliwe. Jestem tego samego zdania, pa
– Mirosz.
– Mi… Miroś… no cóż, pękam, to trudne. Czy nie możemy przejść na „ty”? Jestem Dan.
– Okey, Dan, jestem Klara.
Inteligencja płciowa Dana Bready'ego, czyli hormonalna energia samczego sprytu – sprytu starzejącego się drapieżnika, który chce grasować, bo rutyna małżeńska wychodzi mu już nosem i ego kiśnie w nudnym łożu – kazała panu B. zaproponować Klarze wariantowy temat jej pierwszej pracy semestralnej, do wyboru dwie kwestie, obie tyczące głośnych dam, dwóch babskich ikon: twórczość Virginii Woolf lub twórczość Ha
Roku 1924, na niemieckim uniwersytecie w Marburgu, genialny filozof Martin Heidegger (żonaty ojciec dwóch synów) przyuważył początkującą studentkę, osiemnastoletnią pa