Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 23 из 72

– I przez cały ten czas będziecie mi płacili superstypendium?

– Tak jak powiedziałem, superstypendium. Nie pieniądze, nie duże pieniądze, tylko bardzo duże pieniądze. To oznacza komfortowe życie, blichtr, luksus i szpan. Trzeba będzie wydawać i smakować uroki życia, pa

– Czekając tyle lat na pracę można umrzeć z nudów, panie Kraus.

– Nikt nie będzie pani wzbraniał uprawiania fachu, który sobie pani wybierze. Proszę czekać harując w jakiejś dziedzinie, która da pani radość. Wolno byłoby pani prawie wszystko, prócz…

– Prócz odmowy wybudzenia?

– No właśnie.

– Zdarzają się tacy, którzy to robią?

– Pa

Joh

– Ma pani coś nowego Szekspira?

Szekspir służył mu zresztą nie tylko przy robieniu wygłupów, lecz i dla celów ważniejszych. Gdy biesiadujące u stryja towarzystwo kanadyjskich biznesmenów tudzież sędziwych rodaków (byłych akowców i eneszetowców) dyskutowało zażarcie o polityce, pewien montrealski przedsiębiorca huknął:

– Jak możecie gadać, że należycie do zachodniej Europy, kiedy leżycie we wschodniej Europie?

– To przez Szekspira – wtrącił się Joh

– Ale wciąż leżycie daleko na wschodzie, panowie! – upierał się Montrealczyk stymulowany procentowością ginu. – Liczy się gdzie kto leży!

– Miłośnik czasownika „leżeć”! – prychnął bratanek gospodarza po polsku. – Idę o zakład, że nie wie gdzie leżą Hawaje, nawet kiedy leży na hawajskiej plaży.

I spytał po angielsku:

– Był pan na Hawajach, mister Stegman?

– Często, a co?

– Gdzie leżą Hawaje?

– Gdzie?… No, na morzu, w strefie San Francisco… lub trochę dalej… ouppp! – czknął zapytany.

Dialogi, dzięki którym Joh

– To artystyczne spawy.

– Widzę, że spawy, stryju. Czyje spawy?

– Córki sąsiada. Ona jest ucze

– Do przechodniów, stryju?

– Do mieszkańców miasta. Trzeba wyprowadzić obiekty sztuki do społeczności miejskiej, w miasto. Na każdym chodniku ma być sztuka.

– Na każdej jezdni też?

– Nie kpij, Joh

– To samo robią sutenerzy, stryju.

– Powiedz jej sam o tych sutenerach, ja nie będę się handryczył, nie przeszkadza mi, synku.

Joh

Lepiej mu poszło, kiedy urządził dywersję godzącą w gwiazdę uniwersytetu, profesora Garry'ego Fitzpatricka, wojującego protestanta, który gromił „papizm” przy każdej okazji. Profesor Fitzpatrick, jako miłośnik „politycznej poprawności”, wyznawał kult Rozumu, sławił antykatolicką rewoltę Lutra i francuskie rewolucyjne Oświecenie, a katolicki mistycyzm i katolicką teologię karcił za „maryjne newrozy” tudzież za „metafizyczne niechlujstwo”, będące przeciwieństwem rozumu. Sprawiło mu więc ból, gdy w hallu głównym uczelni, obok wejścia do rektoratu, wykwitł plakat eksponujący cytat z pism „ojca protestantyzmu”, Martina Lutra, tyczący rozumu właśnie. Luter podkreślał sprzeczność wiary i rozumu, puentując: „Rozum to jest kurwiszcze, paskuda największa; wskutek natury swojej i metody jest ladacznicą szkodliwą, prostytutką szkaradną, prawdziwą nierządnicą szatańską, kurwą zeżartą przez świerzb i trąd, którą powi

Tacy ludzie nie nadają się do pracy w służbach specjalnych. „Wybujała ambicja”, „arogancja”, „negatywny profil charakterologiczny”, „brak dyscypliny”, itp. – wiedzą o tym wszyscy eksperci globu. Dlatego – trzy lata po rozpoczęciu przezeń studiów – KGB wytypował Johna jako idealnego kandydata.

Na początku drugiej kadencji prezydenckiej Władimira Putina sondaże dawały klarowny obraz świadomości społeczeństwa rosyjskiego. Aż 88% Rosjan spytanych: co jest dla nich ważniejsze, wolność czy porządek? – wybrało porządek. I właśnie za to Wasilij Kudrimow kochał Władimira Władimirawicza. Rzecz prosta: za to ogólnie – za trzymanie przez Putina krótko przy ryju wszelkich malkontentów, dysydentów, pedalskich liberałów -a szczegółowo to za stopień generalski, którego się dochrapał u Putina, i za różne inicjatywy likwidujące chaos i słabość Matuszki Rossiji, dopiero co gangrenowanej gorbaczowowską „pieriestrojką” i jelcynowską „pijaną demokracją”.

Wśród tych szczegółowych uzasadnień afektu, który Wasia Kudrimow czuł wobec prezydenta grającego cara, pierwszoplanowym źródłem miłości były regulacje prawne wskrzeszające dryg dawnych czasów radzieckich, konkretnie pewną kagiebowską tradycję, o której celnie mówi żartobliwa anegdota wymyślona przez polskich „buntowszczików”. Rok 1970, witają się Gomułka i gensek Breżniew. Uściski, całusy („niedźwiadek”), dusery, ordery.