Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 16 из 72

– Pan jest utalentowanym historykiem-analitykiem, Lieonidzie Konstantinowiczu. Mówiono mi, że pańskie dzieło na temat rosyjskiej oligarchii finansowej to świetna praca. A czemu niewydana dotąd? Bo jej druk zablokowali Żydzi. Myślę, że mógłbym panu pomóc, mógłbym ułatwić druk, i to wysokonakładowy, płacąc duże honorarium…

– Jeśli co?

– Jeśli uzupełni pan tekst w sensie… etnicznym.

– Akcentując żydowskość baronów biznesu?

– No właśnie.

– Odmawiam, nie będę przerabiał mojej pracy.

– Myśli pan, że to nie spodobałoby się jakiejś grupie czytelników? Mam więc wariant propozycji: gdyby zechciał pan napisać esej dla jednego tylko czytelnika… Esej o dzisiejszej wszechwładzy żydostwa światowego…

– Czyli współczesne „Protokoły Mędrców”?

– Tytuł dałby pan wedle woli własnej – wzruszył ramionami Żarkinow, sącząc koniak.

Szudrin znowu roześmiał się, lecz tak, aby dyrektor nie dostrzegł, iż to jest znowu szydercze skrzywienie ust:

– Coś panu przypomnę, panie Żarkinow. „Protokoły” są apokryfem, fałszerstwem, które Ochrana zmajstrowała na bazie kilkunastu starych antysemickich druków. Zaś rozśmieszył mnie teraz fakt, że były klecone również dla jednego tylko czytelnika, również dla szefa państwa – dla cara Mikołaja II. Policja ministra spraw wewnętrznych, Stołypina, szybko wówczas ustaliła, że to chamskie oszustwo, i car się dowiedział. Kilkadziesiąt lat później Hitler też się dowiedział. Lecz ich reakcje były zupełnie odmie

– Czy ja powiedziałem, że to ma być dla Władimira Władimirowicza?! – obruszył się Żarkinow.

– A czy ja twierdzę, że pan by mu przyniósł? – uśmiechnął się Szudrin.

I wstał. Nim wyszedł z gabinetu, mruknął, puszczając oko do zbaraniałego urzędasa:

– Cały czas trzymałem kciuki, żeby się wam nagrało bez zakłóceń.

Między melodią fletu, na którym grywał Fryderyk Wielki, a nitką dymu z komina krematorium Auschwitz istnieje ta sama pępowinowa więź co między Opryczniną cara Iwana Groźnego a stalinowskim NKWD. Między putinowską melodią fletu szczurołapa z Kremla, która skutecznie głaskała uszy łatwowiernej widowni Zachodu, a putinowskim zamordyzmem wewnętrznym, określanym przez putinowski Kreml jako „suwere

Oskarżanie Putina o rasizm nie miało sensu. W przeciwieństwie bowiem do kagiebowców „starej szkoły” (jak prymus „driewniewo zakona”, Wasia Kudrimow) – kagiebowcy „nowej szkoły” (jak Putin) lekceważyli czy

– Przepraszam, ale szanowny pan omylił się, u nas zupełnie nie ma śniegu.

Wesolutki Rosjanin klepie funkcjonariusza po ramieniu, mówiąc:

– Spokojnie, śnieg przyleci następnym samolotem, jeszcze dziś.

Dla Putina takie dowcipkowanie było o tyle ważne, że szerzyło wizerunek neomocarstwa metodą upowszechniania siły królów kurortów – rosyjskich krezusów. Mógłby rzec to samo, co niejeden dyrektor CIA mówił o prawicowych dyktatorach Ameryki Łacińskiej: „- Też skurwysyny, ale moje skurwysyny!”.

Putinowskie „skurwysyny” mają dziś swoje zagraniczne i zaoceaniczne rezydencje pałacowe, jachty, kluby, wyspy, drapacze chmur itp., a zdobyły to wszystko w ciągu ostatnich kilkunastu (niektórzy) lub ledwie kilku (większość) lat. Kiedy Bentley otworzył swój moskiewski salon (2003) – tylko 40 egzemplarzy elitarnego samochodu znalazło rosyjskich nabywców. Cztery lata później (2007) już 1300 bentleyów jeździło po ulicach Moskwy, nie licząc mercedesów S 600 oraz i

Z pozoru taka lalka – gdy już zastąpiła (wyeliminowała) poprzedniczkę – ma nic tylko „dolce vita”. Zakupy w najelegantszych sklepach Moskwy (przy ulicy Twerskiej), Paryża, Rzymu, Nowego Jorku. Madrytu i Londynu. Moskiewska „mata czarna” w kawiarni „Anatolly Como”- filiżaneczka 200 dolarów. „Babranko” i „kimanko” w luksusowej pościeli firmy Frette, na wypełnionych puchem węgierskich gęsi jaśkach za kilkaset dolców. Wolne wieczory (gdy pan i władca jest nieobecny) w moskiewskim nocnym klubie „Czerwona Czapeczka”, gdzie pracują najlepsi striptizerzy i gdzie klozety są tak czyste, że na brzegu muszli sedesowej dama może spokojnie formować pasemka białego pudru dwiema kartami kredytowymi, American Express i Visa. Et cetera, et cetera. Ale to tylko pozór raju. Tej królowej życia towarzyszy permanentny stres, gdyż wedle „prawa Goldsmitha” (miliardera Jamesa Goldsmitha): „Kiedy bogacz żeni się ze swą kochanką, tworzy wolne miejsce pracy”. Kochanki oligarchów, stając się ich małżonkami, zwalniają etaty dla kochanek, a wiadomo, że każdego miesiąca na rynek wchodzą nowe falangi rozkosznych (młodziutkich, jędrnych, prześlicznych) „kociaków”. To jak z samochodem: ciągle powstają nowe modele ekskluzywnych aut, wypierające starsze roczniki lancii i ferrari. Żonie oligarchy, choćby przeuroczej, nie uda się zwyciężyć kosmetykami i skalpelami, bo mąż będzie cenił nie kunszt odmładzania, lecz naturalną świeżość. I nie codzie