Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 21 из 30

– Widzi ksiądz? – triumfował Stańczak. -Wróciliśmy na poletko Eklezjastesa, który reklamuje względność egzystencji…

– Ale nie namawia do grzechu! – zaperzył się Hawryłko, – Nie będzie grzechu bez kary, Bóg każdego osądzi sprawiedliwie!

– Może by i osądził, gdyby zauważył, proszę księdza, ale wątpię czy On spogląda na ten nieszczęsny padół. Dawno temu, kiedy był jeszcze młody – bo przecież musiał mieć kiedyś swoją młodość – interesował się wszystkim; lecz od tamtej pory widział wszystko w tylu odsłonach i powtórkach, że najbardziej chamskie grzechy opatrzyły się Mu kompletnie, więc teraz, gdy

jest już stary i mądry, została Mu tylko nuda i obojętność. Jest wyrozumiały jak Czas – nie interesuje Go, co zrobię ja, co zrobi ksiądz czy kapitan Muller, widział to już bilion razy. Bądź spokojny, księże – nie zauważy niczego.

Hawryłko otworzył usta dla riposty, gdy nagle komnatę wypełniło białe oślepiające światło, rozległ się grzmot tak silny, że zadrżały sprzęty, obrazy i naczynia, po czym zgasły wszystkie żarówki i zapanowała biblijna ciemność. Piorun uderzył w sam pałac lub tuż obok pałacu.

Krótko panowało milczenie. Rozbłysła pierwsza zapałka, druga, trzecia, a gdy rozbłysły zapalniczki – wróciła widoczność. Hrabia uspokoił zebranych:

– Łukasz przyniesie świece, proszę panów.

AKT V

Trzy trójramie

– Panowie, czas mija, a my odbiegamy od tematu zbyt często! – rozpoczął mecenas Krzyżanowski. – Weźmy się za fakty, a porzućmy spekulacje.

– Pan pije do mnie, mecenasie?!… – fuknął profesor, czując wzrok Krzyżanowskiego na swoim obliczu.

– Do pana przede wszystkim, panie Stań-czak! Nikt częściej niż pan nie ucieka tutaj od faktów ku spekulacjom.

– Filozof to człowiek, którego fakty, zjawiska i nazwiska nie interesują, on szuka praw!

– Ale pan nie został tu zaproszony jako filozof! – warknął Mertel.

– A jako kto?

– Jako obywatel Rudnika!

– To nie zmieniło mojej profesji. Dalej jestem filozofem, i mam zamiar pozostać nim aż do zgonu. Oczywiście za pańskim łaskawym przyzwoleniem, drogi panie!

– A bądź pan sobie filozofem dokąd pan chcesz, tylko nie kradnij nam pan czasu! Tutaj i teraz byłoby lepiej, gdybyś pan, zamiast filozofować, włączył się serio w dyskusję nad sytuacją, jaką Muller stwarza aresztowaniami i szantażami.

– Proszę bardzo – zgodził się Stańczak. -Dajmy Mullerowi tego „Precla" za profesora Stasinkę; za hrabicza dajmy jakiegoś ciężko chorego, któremu zostało tylko kilka dni wegetacji ziemskiej, doktor Hanusz z pewnością ma w szpitalu kilku takich…

– Nie wydam żadnego pacjenta! – sprzeciwił się twardo Hanusz.

– … a za dwóch bojowników o wolność -kontynuował nie robiąc przerwy Stańczak – wydajmy Gestapo dwóch pedałów. Pedałów w Rudniku nie brakuje, jak zresztą wszędzie, a wszyscy wiemy, że są to ludzie bezwartościowi z reprodukcyjnego punktu widzenia. To mnie zresztą zawsze dziwiło: skąd się biorą pedały, przecież oni nie mogą się rozmnażać!

Małe wieź, Mertel, Kortoń, Krzyżanowski i Brus popatrzyli na siebie wymownym wzrokiem, kiwając głowami ruchem mającym demonstrować niesmak lub przypuszczenie, że profesor Stańczak utracił już wszystkie klepki. Kłos wyraził dezaprobatę werbalną:

– To są propozycje z kiepskiego kabaretu! A ponieważ musimy znaleźć jakieś poważne rozwiązanie…

– Niczego nie musimy! – zaprotestował Sedlak.

– Owszem, musimy, to jest absolutna konieczność! – spiorunował go Mertel. – Towarzysz Sedlak nie widzi takiej konieczności, bo sierp i młot przesłoniły mu białego orła, lecz…

Sedlak zerwał się i krzyknął ku hrabiemu:

– Panie hrabio, albo ci ludzie przestaną mnie obrażać, albo ja wychodzę!

– A idź do diabła!… – mruknął pod nosem Kortoń.

– Panowie, jeszcze raz proszę o zaniechanie personalnych przytyków i o kulturę dialogu – rzeki Tarłowski. – Niech pan siada, naczelniku, a panów proszę, by hamowali się ździebko!

Sedlak nie usłuchał. Zamiast siąść, próbował tokować dalej:

– Ci ludzie cały czas prowadzą…,

– Siadaj pan! – ryknął Tarłowski.

Sedlak siadł niczym posłuszny pies. Wówczas Krzyżanowski spytał:

– No więc… czy są jakieś propozycje względem wymiany?… Propozycje serio, bez żadnych umrzyków czy pederastów!

– Tak – zgłosił się Kortoń. – Proponuję Zygę.

Zapadła cisza. Zdziwiony nią Kortoń rozejrzał się wokół.

– No co?… Chyba wszyscy wiedzą kto to jest obywatel Zyga?

– Ja nie wiem – powiedział Malewicz.

– Jest pan tego pewien, panie radco?… -zdumiał się teatralnie Kortoń.

– Tak, jestem pewien. O co panu chodzi?

– Koledze chodzi o to, panie radco – wtrącił się Mertel – że pan Zyga to postać bardzo w naszym mieście znana. Szczególnie znana tym szacownym obywatelom, którzy zawsze mają trochę wolnej gotówki, by móc sobie przypomnieć młodość od czasu do czasu. Pan przodownik z pewnością objaśni pana precyzyjniej, panie radco.

Malewicz spojrzał na Godlewskiego, a ten oświecił profana:

– Leon Zyga, ksywka „Signore". To alfons, rozprowadza kurwy.

– Tak jest, to król miejscowych sutenerów, o którym się mówi, że działa bezkarnie, bo korumpuje policję – uzupełnił Sedlak.

– Że co robi?! – nie zrozumiał granatowy funkcjonariusz.

– Że ma policję w kieszeni, panie przodowniku.

– To nieprawda! – zgrzytnął zębami Godlewski.

– Ja wcale nie twierdzę, że to prawda, panie przodowniku. Ja tylko powiedziałem, że ludzie tak mówią.

– Dlaczego tak mówią?!

– Pewnie dlatego, że ten gość uprawia swój proceder jawnie, i mimo to nigdy nie trafił za kratki.

– Co pachnie służbą dla Gestapo – zauważył Brus. – Wielu konfidentów Gestapo kreci jawnie przeciwko prawu i nie można ich ruszyć.,.

– To byłoby fajnie, gdybyśmy wskazali Mullerowi do wymiany czterech jego kundli, co, panowie? – rozmarzył się Kłos.

– Muller by wtedy zademonstrował nam jak bardzo kocha słowiańskie poczucie humoru, ale ja, panie redaktorze, radziłbym nie sprawdzać głębi jego poczucia! – ściągnął Kłosa na ziemię Krzyżanowski.

– Zyga nie jest konfidentem Gestapo – oznajmił jubiler.

– Skąd pan to wie? – zapytał Hanusz.

– Akurat wiem, i kropka.

– Więc dlaczego jest bezkarny?

Wszyscy spojrzeli na policjanta. Przodownik rozłożył ręce.

– Jak można go wsadzić, psiakrew, kiedy nigdy nie ma świadków?!… Kurwy zaprzeczają i klienci kurew też zaprzeczają!

– Dziwi się pan, drogi przodowniku? – spytał Kortoń. – Każdy by zaprzeczał, i każdy, kto korzysta z usług tego Zygi, będzie go bronił, co być może za chwilę usłyszy pan tutaj.

– To znowu bezczelny szantaż, ja stanowczo protestuję! – wyrwał się Brus.

– Jaki znowu szantaż? – zdziwił się Mertel.

– Taki, że teraz każdy, kto tutaj wyrazi sprzeciw wobec transakcji z Mullerem, będzie uchodził za klienta tego Zygi i jego flam! Ten numer nie przejdzie, proszę panów!

– Pan magister doskonale to ujął – wsparł go Sedlak. – Panowie Mertel i Kortoń ciągle wywierają nacisk, posługując się inwektywami i szantażami, strasząc i obrażając – wszystko razem to zwykła łobuzeria! Ja też sprzeciwiam się oddawaniu Mullerowi kogokolwiek, nawet tego alfonsa, chociaż nigdy nie spałem z jego prostytutką.

– Tylko z prostytutkami jego konkurentów, co? – zainteresował się Stańczak.

– Z żadnymi!… Nigdy nie spałem z prostytutką!

– Współczuję, poczciarzu – nie wie pan, ile pan stracił.