Страница 21 из 38
Minęło kilka następnych dni, rok szkolny dobiegł końca, łącznie z ostatnim egzaminem i wywieszeniem ostatniego arkusza ocen, kolega od matematyki pożegnał się, Wyjeżdżam na wakacje, ale później, jeśli będziesz czegoś potrzebował, zadzwoń do mnie, i uważaj na siebie, bardzo na siebie uważaj, dyrektor przypomniał mu jeszcze, Niech pan nie zapomina, jakeśmy się umówili, że kiedy wrócę z wakacji, zadzwonię do pana, żeby się dowiedzieć o postępy w pracy, jeśli wyjedzie pan z miasta, a też ma pan prawo do odpoczynku, proszę nagrać mi numer na automatycznej sekretarce. Któregoś dnia Tertulian Maksym Alfons zaprosił Marię da Paz na kolację, w końcu zaczęło go dręczyć sumienie, że ją źle traktuje, nawet nie podziękował jej formalnie, nawet nie wyjaśnił, co znajdowało się w liście, choćby miały to być kłamstwa. Spotkali się w restauracji, ona nieco się spóźniła, od razu usiadła i usprawiedliwiła się matką, patrząc na nich, nikt by nie powiedział, że są kochankami, choć może lekkie oznaki wskazywałyby na to, że byli nimi do niedawna i jeszcze się nie nauczyli zachowywać obojętnie wobec siebie. Wymienili kilka zdawkowych słów, Jak leci, Co słychać, Dużo pracy, Ja też, a kiedy Tertulian Maksym Alfons po raz kolejny wahał się co do wyboru najbardziej odpowiedniego dla siebie kierunku rozmowy, ona wyprzedziła go i obiema nogami wskoczyła w sprawę, List cię zadowolił, zapytała, odpowiedział na wszystkie twoje pytania, Tak, odrzekł, aż nadto świadom tego, że jego odpowiedź jest jednocześnie prawdziwa i fałszywa, Mnie, w tamtej chwili, nie wydało się, żeby tak było, Dlaczego, Należałoby się spodziewać, że będzie grubszy, Nie rozumiem, Jeśli dobrze pamiętam, danych, o które prosiłeś, było tyle i były tak szczegółowe, że nie mogłyby się zmieścić na jednej kartce papieru, a w kopercie była co najwyżej jedna kartka, A ty skąd wiesz, otworzyłaś ją, zapytał Tertulian Maksym Alfons szorstko i wiedział z góry, z jaką odpowiedzią spotka się jego bezsensowna prowokacja. Maria da Paz spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała spokojnie, Nie, i ty powinieneś to wiedzieć, Wybacz, tak mi się wyrwało, bezmyślnie, powiedział, Mogę ci wybaczyć, jeśli to takie dla ciebie ważne, ale obawiam się, że dalej nie będę już mogła pójść, Dalej, dokąd, Na przykład zapomnieć, że mnie uznałeś za zdolną do otworzenia listu, który przyszedł do ciebie, W głębi duszy wiesz, że tak nie myślę, W głębi duszy wiem, że nic o mnie nie wiesz, Gdybym nie wierzył w twój charakter, nie poprosiłbym o wysłanie listu na twoje nazwisko, Moje nazwisko było tylko maską, maską twojego nazwiska, twoją maską, Wyjaśniłem ci, dlaczego uważam za właściwe pójście drogą, którą poszliśmy, Wyjaśniłeś, A ty się zgodziłaś, Tak, zgodziłam się, No to co, No to oczekuję, że pokażesz mi wiadomości, które jak mówisz, otrzymałeś, i to nie dlatego, żeby mnie w ogóle interesowały, ale dlatego że uważam, iż twoim obowiązkiem jest mi je pokazać, Teraz to ty mi nie dowierzasz, Tak, ale przestanę nie dowierzać, kiedy wyjaśnisz mi, w jaki sposób zmieściły się na zwykłej kartce papieru te wszystkie dane, o które poprosiłeś, Nie dali mi wszystkich, Aha, nie dali ci wszystkich, Jest tak, jak powiedziałem, No to będziesz musiał mi pokazać te, które masz. Jedzenie stygło na talerzach, sos ścinał się, wino spało zapomniane w kieliszkach, a w oczach Marii da Paz pojawiły się łzy. Przez chwilę Tertulian Maksym Alfons pomyślał, że przyniosłoby mu niewiarygodną ulgę opowiedzenie całej historii od początku, ten dziwny, jedyny w swoim rodzaju, zdumiewający i nigdy wcześniej nie widziany przypadek człowieka podwojonego, niemożliwego zmienionego w rzeczywiste, absurdu połączonego z rozumem, niepodważalnego dowodu, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i że wiedza tego wieku rzeczywiście, jak ktoś powiedział, cierpi na pomieszanie głowy. Gdyby tak zrobił, gdyby był na tyle szczery, to jego poprzednie zaskakujące zachowanie zostałoby samo przez się wyjaśnione, razem z zachowaniami, które Maria da Paz uznała za agresywne, ordynarne albo nielojalne, albo krótko mówiąc tymi, które wymykały się najbardziej podstawowym zasadom zdrowego rozsądku, to znaczy, niemal wszystkimi. Wtedy wróciłaby zgoda, błędy i pomyłki zostałyby wybaczone bez żadnych warunków czy zahamowań, Maria da Paz poprosiłaby go Nie brnij dalej w to szaleństwo, bo to może się źle skończyć, a on by odpowiedział Mówisz jak moja matka, a ona by zapytała Już jej opowiedziałeś, a on by odpowiedział Tylko dałem jej do zrozumienia, że mam pewne kłopoty, a ona by zakończyła Teraz, kiedy mi się zwierzyłeś, rozwiążemy to razem. Mało jest zajętych stolików, usadzono ich w rogu i nikt nie zwraca na nich szczególnej uwagi, sytuacje takie jak ta, par przychodzących, aby rozwiązać swoje problemy sentymentalne lub domowe pomiędzy kotletem i rybą, albo gorzej jeszcze, bo potrzeba więcej czasu, aby je rozstrzygnąć, pomiędzy aperitifem i uiszczeniem zapłaty, stanowią integralną część historycznej codzie