Страница 74 из 76
Ruiny znajdowały się po drugiej stronie klasztoru, nieco niżej, tuż przy zboczu. Były to wysokie mury zwieńczone sklepieniami, nie wykończone cele tworzyły zakamarki, gdzie doskonale można było schronić się na noc przed zimnem i dzikim zwierzem. Blimunda ostrożnie zagłębiła się w gęsty mrok panujący we wnętrzu, posuwała się po omacku bojąc się wpaść w jakąś dziurę. Jej oczy stopniowo przywykały do ciemności i w przenikającym z zewnątrz bladym świetle nocy zaczęła odróżniać wnęki okie
Blimunda zatrzymała się w cieniu ruin zastanawiając się nad wyborem drogi. Przejście przez przyklasztorny plac było zbyt ryzykowne, ktoś mógł ją zobaczyć, może jakiś zako
Blimunda szła przez całą noc. Musiała odejść jak najdalej od Monte Junto, nim o świcie zako
W południe, nad brzegiem strumienia Pedrulhos, Blimunda postanowiła odpocząć po szaleńczym marszu. Pozbyła się sandałów mnicha, lepiej nie kusić złego, swoje własne buty wyrzuciła już wcześniej i teraz zanurzyła bose stopy w zimnej wodzie, przyszło jej do głowy, że musi obejrzeć swoje ubranie, czy nie ma jakichś śladów krwi, może tylko ta plama na obszarpanej spódnicy, oderwała więc i tak już podarty kawałek i wyrzuciła go. Patrząc na płynącą wodę zapytała, Co dalej. Myjąc szpikulec miała wrażenie, jakby myła rękę, którą Baltazar stracił na wojnie, rękę Baltazara, nieobecnego, utraconego. Wyszła z wody, Co dalej, zapytała powtórnie. Nawiedziła ją wówczas myśl, która wydała się jej słuszna i oczywista, że Baltazar już na pewno czeka na nią w Mafrze, musieli się rozminąć w drodze, może maszyna sama poleciała, Baltazar się przestraszył i uciekając zostawił na miejscu sakwę i derkę, a może rzucił je po drodze, mężczyzna też przecież ma prawo się przestraszyć teraz zaś nie wie, co począć, czekać czy wyjść na drogę, ta kobieta jest naprawdę szalona, ach, Blimundo.
Jak szalona pobiegła Blimunda drogami wiodącymi ku Mafrze, fizycznie skrajnie wyczerpana po dwu nie przespanych nocach, duchowo odrodzona po dwu nocach zmagań, doganiała i wyprzedzała wszystkich idących na konsekrację, jak tyle narodu się tam pomieści. Z oddali widać już chorągwie, sztandary oraz gromady ludzi, do niedzieli nikt nie pracuje, wszyscy wysilają się na jak największą galę i prześcigają w upiększeniach. Blimunda zdąża do domu, mija pałac wicehrabiego, przed którym zaciągnęła straż gwardia królewska, wzdłuż całej ulicy stoją dwukółki i karety, tu zatrzyma się król. Otworzyła furtkę, zawołała, Baltazarze, lecz nikt nie wyszedł jej na spotkanie. Usiadła na kamie