Страница 62 из 76
Biegły za nimi płaczące kobiety i krzyczące dzieci, panował taki zgiełk, jakby to była branka do wojska lub do Indii. Na placach Celorico, Tomaru, Leirii, Vila Pouca, Vila Muita, we wsiach, których nazwy znają tylko ich mieszkańcy, w miejscowościach przygranicznych lub nadmorskich, wokół pręgierzy i w przedsionkach kościołów, w Santarem i Beja, w Faro i Portimao, w Portalegre i Setubalu, w Evorze i w Montemor, w górach i dolinach, w Viseu, Guarda, Bragança, Vila Real, Miranda, Chaves i Amarante, w różnych Vianach i Povoach, wszędzie, gdzie sięgała królewska sprawiedliwość, spędzano mężczyzn, pętanych niczym bydło powrozami poluzowanymi tylko na tyle, by się o siebie nie potykali i mogli patrzeć na żony i dzieci błagające sędziego, próbujące przekupić pachołków kilkoma jajkami czy kurą, lecz te żałosne zabiegi nie odnosiły żadnego skutku, gdyż moneta, jaką król płaci swoje należności, to złoto, szafiry i diamenty, to pieprz i cynamon, kość słoniowa i tytoń, cukier i drewno sucupiry, łzy zaś nie są towarem importowanym. Jeśli czas na to pozwolił, niektórzy pachołkowie zabawili się z żonami pojmanych, nieszczęsne kobiety nawet na to przystawały, byle tylko ratować mężów, toteż rozpacz ich nie miała granic, gdy potem patrzyły, jak odchodzą przy wtórze kpin tych, co je wykorzystali, Przeklęty bądź do piątego pokolenia, oby trąd stoczył ci ciało, oby kurwą została twoja matka, kurwą twoja żona i kurwą twoja córka, obyś został wbity na pal od tyłka po gardło, przeklęty, przeklęty, przeklęty. Wyruszył już konwój mężczyzn z Arganil, aż na gościniec idą za nimi zawodzące wniebogłosy kobiety, O mój słodki, kochany mężu, i
Nie ma to jak być królem. Siedzi sobie na tronie i w każdej chwili może sobie pofolgować stosownie do potrzeby, bądź tam, gdzie król piechotą chodzi, bądź w klasztornej celi, ponadto z każdego miejsca i o każdej porze w imię interesów państwa, które przecież należy do niego, może wysłać rozkaz, by z Penamacor stawili się zdatni, a nawet niekoniecznie zdatni, mężczyźni do pracy przy klasztorze w Mafrze, budowanym z tej racji, że franciszkanie się go domagają już od roku tysiąc sześćset dwudziestego czwartego, oraz z okazji spłodzenia z królową córki, która nawet nie będzie królową Portugalii, lecz Hiszpanii, tego bowiem wymagają interesy dynastyczne i prywatne. W rezultacie ludzie, którzy nigdy nie widzieli króla ani król nigdy ich nie widział, ruszają w drogę wbrew własnej woli, pod eskortą żołnierzy i pachołków, wędrują luzem, o ile są spokojnego usposobienia lub pogodzili się z losem, natomiast spętani na różne sposoby idą ci, którzy się buntują, lub też kierując się niecną przebiegłością najpierw udawali, że idą dobrowolnie, a później próbowali uciekać, najgorzej, jeśli z dobrym skutkiem. Idą przez pola i lasy, po nielicznych królewskich traktach, niekiedy zbudowanych jeszcze przez Rzymian, najczęściej wszakże polnymi drogami w piekącym słońcu, ulewnym deszczu i przejmującym chłodzie, gdyż w Lizbonie Jego Królewska Mość liczy na to, że każdy spełni swój obowiązek.
Czasami dochodzi do spotkań. Jedni idą bardziej z północy, z Peneli, drudzy bardziej z południa, z Proença-a-Nova, i spotykają się w Porto de Mós, żaden z nich nie wie, gdzie szukać tych miejsc na mapie, nie mają też pojęcia, jaki kształt ma Portugalia, czy jest kwadratowa, okrągła, czy trójkątna, czy to jest kółko graniaste całe kanciaste, czy chusteczka haftowana wszystkie cztery rogi. Obydwa konwoje łączą się w jeden i zgodnie z wyszukanymi więzie
Aby dotrzeć na budowę, bez względu na to, z której strony przychodzą, muszą przejść przez osadę, w cieniu pałacu wicehrabiego, i prawie otrzeć się o próg Siedmiu Słońc, a że nie znają ksiąg genealogicznych ani memoriałów, tyleż wiedzą o jednym co i o drugim, Tomasz da Silva Teles, wicehrabia de Vila Nova da Cerveira, Baltazar Mateusz, konstruktor samolotów, a z biegiem czasu zobaczymy, który z nich wygra. W pałacu nikt nie uchyla okna, by popatrzeć na pochód nieszczęśników, ależ od nich cuchnie, pani wicehrabino. Natomiast w domu Siedmiu Słońc otwiera się lufcik, przez który wygląda Blimunda, nic nowego, ileż konwojów już tędy przeszło, lecz zawsze, ilekroć jest w domu, patrzy na nich, jakby witając w ten sposób przybyszy, wieczorem zaś mówi do Baltazara, znów dzisiaj przyprowadzili co najmniej setkę, należy jej wybaczyć ten brak dokładności, nie uczyła się wszak liczyć, równie niedokładne są wyrażenia mało, dużo, przekroczyłem trzydziestkę, Baltazar z kolei mówi, Słyszałem, że do tej pory sprowadzili już pięciuset, Tak dużo, dziwi się Blimunda, choć ani jedno, ani drugie nie wie dokładnie, ile to jest pięćset, pomijając już fakt, że liczebnik jest rzeczą najmniej precyzyjną ze wszystkich, mówi się przecież pięćset cegieł i mówi się też pięciuset ludzi, a właśnie między cegłą a człowiekiem zachodzi ta sama różnica, jaka wydaje się nie zachodzić między jedną i drugą pięćsetką, ale jeśli ktoś tego nie zrozumiał za pierwszym razem, to nie ma sensu tłumaczyć mu po raz drugi.