Страница 19 из 82
Arachne podeszła do matki i nieśmiało dotknęła jej ramienia.
– Ani słowa! – rzuciła ostro Despina.
Zasłoniła dłońmi księgę, nie dość jednak szybko, i dziewczynka dojrzała dziwny srebrny wzór na grzbiecie.
– Idź stąd, Arachne – powiedziała bardziej miękko matka. – Zostaw mnie teraz samą.
W izdebce Ya
Ya
Nagle uderzyła ją myśl, że to nie były tylko dziecięce pogróżki. Jej brat odpłynie na białym okręcie Severa i nigdy nie wróci. Matka nie zdoła go zatrzymać. Był dorosłym mężczyzną i mógł uczynić, co zechce.
– Naprawdę nie powinieneś tego robić – przemówiła cicho, polewając mu plecy nagrzaną wodą. – Zostawiać nas.
Ya
– Nie mogę tu zostać, Arachne – powiedział poważnie. – To miasto jest pułapką, zastawioną na nas wszystkich. Kiedyś cień stanie się tak głęboki, że zasłoni nam oczy i stłumi oddech. Muszę uciekać, kiedy jeszcze potrafię żyć pod słońcem.
– Nigdzie nie uciekniesz. Będziesz tylko walczył dla Severa.
Nie zezłościł się. Chyba nie spostrzegł nawet, że mu się sprzeciwiła.
– Trzy dni temu widziałem go na placu. Wyjechał przed Palazzo Ducale do żołnierzy. Był w zwyczajnym czarnym kaftanie, z od krytą głową i krótkim mieczem u pasa. Za nim stali kondotierzy – Ubaldo Żelazna Ręka, Nevio di Mare Ultimo i Gianetto l’Orso – wszyscy w srebrzystych puklerzach i morionach. Ale Severo i tak wydawał się dwa razy większy. Nie umiem tego wytłumaczyć – zawahał się. – Arachne, nigdy nie widziałem kogoś podobnego. Kazał wytoczyć do ogrodu beczki wina, a potem zsiadł z konia i chodził pomiędzy nami. Rozmawiał i przepijał do każdego, kto miał dość śmiałości, aby go pozdrowić. Bez zbroi, bez magicznego płaszcza czy i
Arachne kiwnęła głową, choć nigdy nie widziała maga, który mieszkał w cytadeli ponad miastem. Owszem, podczas Festa dei Fiori w ogrodach Palazzo Ducale odbywała się huczna zabawa i heroldowie zapraszali na nią wszystkich godnych mieszczan. Ale życie Arachne upływało w mrocznym warsztacie, urozmaicane jedynie wyprawami na targ, do studni albo portu. Despina stroniła od uciech i nie wypuszczała się dalej niż na skraj własnej dzielnicy. Właściwie, zrozumiała nagle dziewczyna, nigdy nie chodzimy na wysokie place, na Tratto Principesco lub do teatrów przy górnym zakolu murów. Matka trzyma się z daleka od miejsc, gdzie mogłoby spocząć na nas oko Severa.
Na chwilę opanowała ją przemożna chęć, aby opowiedzieć Ya
– Jaki on jest? – spytała, aby pokryć zmieszanie. – Severo.
– Wysoki, wyższy ode mnie – odparł Ya
Najpotężniejszym magiem Półwyspu, dokończyła w myślach Arachne. I właśnie nam cię odbiera.
– Gdybyś go wtedy widziała… – podjął Ya
– Dlaczego idziesz walczyć dla księcia, skoro tak bardzo nienawidzisz Brionii?
– Nie nienawidzę jej! – Ya
Wzdrygnęła się.
– Cień cytadeli?
Ya
– Zawsze się go bałaś. – Przyciągnął siostrę i posadził na krawędzi łóżka, tuż obok siebie. – A matka podsycała w tobie strachy, choć nie wiem doprawdy, dlaczego. Ale teraz stałaś się prawie dorosła i powi
– Nawet za dnia? – zapytała, wstrzymując oddech.
Przestraszyła się nagle, że powietrze spali jej płuca trującym wyziewem demonów.
– Nawet, kiedy słońce świeci tak jasno, aż łzawią oczy. Severo jest zbyt subtelny, aby jego magia była po prostu ciemnością nocy. Mrok cytadeli nieusta
Zakręciło się jej w głowie, przed oczami zawirowały ogniste i czarne kręgi.
– Co ci jest, Arachne? – Ya
Otworzyła usta i ze świstem wciągnęła powietrze, a potem rozkaszlała się spazmatycznie.
– Nic – wykrztusiła wreszcie. – Zachłysnęłam się.
Brat przyglądał się jej podejrzliwie.
– Dziwna z ciebie dziewczyna. – Potrząsnął głową. – Czasami zdaje mi się, że was w ogóle nie znam. Ani matki, ani ciebie. Ale mrok jest tutaj, w tym zakurzonym warsztacie i w sercu naszej matki. Despina siedzi tu jak pająk w ciemnych kątach, nie dbając o nic, prócz swoich nici. Jednak ty nie powi
Ya
Mieszkały daleko od portu i było późno, kiedy wracała do domu. Ale Despina wciąż tkwiła w oknie, z rozpaczliwą nadzieją wpatrując się w ciemność. Arachne musiała powoli rozprostowywać palce matki, zaciśnięte na krawędzi okie
Za dnia siadały obok siebie, przy krośnie, wielkiej drewnianej ramie do haftowania albo przy stole zasłanym wielobarwnymi motkami nici, pracując zaciekle i bez słowa. Arachne ani się spostrzegła, jak zaczęła upinać włosy w ciasną koronę na szczycie głowy i zakrywać je ciemną chustką. Jej suknie mimochodem przybrały barwę popiołu, potem świeżo skopanej ziemi, a nim nastała wiosna, stały się zupełnie czarne. Kiedy szła o poranku po wodę do studni, dzieci uciekały przed nią i kryły się w zaułkach, jak niegdyś przed jej matką.