Страница 1 из 82
A
Wody głębokie jak niebo
Życzenie
Graziano miał sześć lat, kiedy matka powiedziała mu o życzeniu. Siedzieli na pieńku tuż przy parni obłożonej świeżym mchem, a z głębi chłodnego leśnego mroku dobiegał miarowy stukot siekiery ojca. Trifone był kołodziejem, najlepszym na obu stokach góry, a może i w całym Bosco Nero, który rozciągał się aż do wielkiego morza na południu, skąd czasami przybywały kupieckie wozy. Budy kryte ciężkim płótnem nie przyjeżdżały jednak zbyt często, ponieważ niewiele rzeczy w Bosco Nero mogło zainteresować kupców. Garści biednych osad nie starczało nawet na to, by któremuś z wielkich panów z dolin chciało się przysyłać poborców podatkowych. Ludzie trwali tu obok paru kierdeli owiec i stad świń żylastych jak ich właściciele oraz gromady wietrzyc, leśnych bab, gnomów, streg i wilkołaków. Akurat tego tałatajstwa było w Bosco Nero pod dostatkiem.
Wprawdzie Graziano nigdy nie widział żadnego z dziwnych stworów, ale jesie
– To było dawno, dawno temu – mówiła matka, jej twarz wydawała się poszarzała i zmęczona pod rąbkiem chusty. – Zanim panowie pobudowali w dolinach wieże z białego kamienia i nim wyrąbano pierwszy trakt pomiędzy uroczyskami Bosco Nero. Już wówczas było pięć wiosek na obu stokach góry, a samo jej serce kryło coś jeszcze. Smoka o złotych skrzydłach i źrenicy, sięgającej w głąb ludzkiej duszy, który szybował po zimowym niebie jak ognista strzała i potrafił spopielić granitową skałę niczym garść słomy. Złotego smoka tak potężnego, że mógł pojedynczym splotem opasać całą górę, a kiedy wspinał się na szczyt, do swego legowiska, jego brzuch żłobił w lodzie parowy szersze od dwóch wołów. Tak właśnie było. Dawno, dawno temu.
Graziano miał sześć lat i wedle niego wszystko, nawet zeszłoroczne strzyżenie owiec, wydarzyło się dawno, dawno temu. Wolał nie ponaglać matki, która była kobietą milkliwą i niezbyt wylewną, więc obawiał się, że jego słowa bezpowrotnie przepłoszą opowieść. Siedział w bezruchu, rozmyślając o złotym smoku, a jego myśli były lekkie i bezszelestne jak nietoperze krążące wokół parni.
– To trwało długo, bardzo długo – podjęła wreszcie Aria
Aria
– Aż pewnego razu, wysoko na górskiej łące, pasterz usłyszał piosenkę, jasną jak sople zawieszone u dachu w lutowy poranek, kiedy pierwszy promień słońca budzi iskry wgłębi lodu. Nie słyszał jej nigdy wcześniej, więc górską ścieżką pobiegł za piosenką. Coraz wyżej i wyżej, a wreszcie stanął w miejscu, gdzie otwierało się wejście do leża smoka i gdzie nie było nic, prócz gołej skały, ponieważ oddech smoka wypalił najdrobniejsze źdźbło. Właśnie tam zobaczył dziewczynę – matka zapatrzyła się w ciemność, a Grazianowi wydało się, że siekiera ojca odezwała się szybszym przestraszonym rytmem – dziecko prawie. Jej włosy były złote jak płomień, bose stopy bielsze od śniegu, we włosach miała czerwony kwiat dzikiej róży. Stała u wejścia do smoczej groty, księżniczka piękniejsza od wszystkich kobiet, więc wystarczająco piękna, aby smok zapragnął jej dla siebie i porwał ją z komnaty, której okna wychodziły na morze błękitne jak niebo, daleko od Bosco Nero i podziemnych jaskiń. Pasterz nie wiedział, że była też wystarczająco mądra – ponieważ w jej żyłach płynęła magia potężniejsza od mocy stregi i leśnej baby – aby pieśnią przywołać kogoś, kto zdoła ją uwolnić.
Aria
– Powietrze na szczycie góry było pełne jadu, a ziemia dygotała od smoczego oddechu, gdy księżniczka włożyła w rękę pasterza miecz wykradziony ze smoczego legowiska. Zrabowany niegdyś ze skarbca w zamczysku, z którego po napadzie smoka pozostała jedynie wypalona skorupa, miecz miał rękojeść ukształtowaną na wzór smoczej głowy z wprawionym w nią diamentem. Zanim zeszli w ciemną otchłań góry, księżniczka skaleczyła się w palec spinką do włosów i kropla krwi spłynęła na kamień, po kres wieków barwiąc go czerwienią, a ona wyszeptała nad nim trzy pojedyncze słowa. Zaklęcie, które miało ich ocalić przed potęgą smoczej źrenicy. A potem zabili smoka głęboko pod ziemią, gdzie jedyną jasnością był smoczy ogień i światło jej włosów. Zabili go mieczem, który pragnął zemsty równie mocno, jak oni, i wycięli serce bestii, aby na górze nie pozostała nawet cząstka smoczej mocy. Pochowali je w tajemnym miejscu, na skraju lasu, na rozstajnych drogach. Wraz z nim ukryli miecz, ponieważ smocza krew nie ugasiła jego nienawiści i nie jest dobrze, jeśli podobna moc pozostaje w ludzkich rękach. Potem księżniczka nakryła się płaszczem utkanym z ptasich piór i odleciała na południe, do zamku omywanego przez fale morza błękitnego jak niebo. Wcześniej jednak wzięła ręce pasterza w swoje dłonie, jej palce były miękkie jak płatki róży, i wypowiedziała trzy tajemne słowa, i dmuchnęła mu je w usta, aby na zawsze pozostały przy nim i jego dzieciach, póki po obu stronach góry żył będzie ktoś jego krwi. A słowa były obietnicą. Obietnicą, że wypełni jego życzenie – ponieważ posłuchał piosenki i zszedł w głąb góry, i uwolnił ją od smoka. Jedno, jedyne życzenie w całym jego życiu, lecz wypełnione, co do joty. Jedno, jedyne życzenie, które śpiewa w twojej krwi i które pozostanie przy tobie aż do śmierci…