Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 17 из 82

– Nic nie mogło ich powstrzymać – mówiła dalej matka – ponieważ Duilio nie żył i jego magia topniała z każdą chwilą. I wtedy Sirocco wyszła na nadmorskie skały i zaczęła śpiewać, zwołując do siebie demony wichrów, które krążyły nad wyspą, otępiałe i przerażone. Splótłszy je w pojedynczy bicz, pchnęła je przeciwko flotylli w największym z huraganów, jaki kiedykolwiek oglądano. Tylko jeden ze statków ocalał, ponieważ zabójca jej męża był magiem i wichry nie zdołały go zatopić. Ercole przeżył, a z każdym pokonanym demonem jego moc rosła. Kolejno chwytał wichry, pętał je zaklęciami i obracał we własnych niewolników. Aż Sirocco zrozumiała, że nie może go pokonać. Wezwała ostatnie z demonów, aby uniosły jej dzieci, trzech synów Duilia, i ukryły je daleko od Półwyspu i książąt-magów, gdzie Ercole nigdy nie uda się ich odnaleźć.

Arachne zmarszczyła brwi. Tego nie było w zabawach dzieci ani w opowieściach Ge

– Z północy nadbiegł etezje i porwał najstarszego syna Sirocco wysoko w góry, gdzie nie żyje nikt, prócz dzikich kozic. Znad wschodniego krańca morza podniosła się laventera, która wypełnia żagle rybaków, i zabrała średniego z synów na morze, na jedną z owych zaklętych wysp pośrodku oceanu, dokąd nigdy nie docierają żeglarze. Na końcu znad pustyni przyfrunął sirocco, jej imie

Dziewczynka podskoczyła, jakby Ya

Ale Despina nigdy nie przyłączała się do podobnych zabaw. Arachne nie rozumiała, po co teraz wymyśliła tę przerażającą historię.

– To nieprawda? – odważyła się zapytać. – To tylko taka opowieść, mamo?

Hafciarka potrząsnęła głową. W milczeniu mierzyła córkę spojrzeniem fiołkowych oczu, niepodobnych do żadnych i

– Cała reszta jest kłamstwem – odpowiedziała wreszcie hafciarka. – Tylko ta opowieść jest prawdziwa.

W wirydarzu rozległ się głośniejszy wybuch śmiechu. Zapewne Ge

– Sirocco nie była stregą. Nie była także demonem splecionym ze śmiertelnym człowiekiem ani żadnym i

Arachne milczała, mnąc w palcach zakrwawioną szmatkę. Była pewna, że opowieść jest prawdziwa – Despina nie miała zwyczaju kłamać. Dziewczynka nie wiedziała jednak, co zrobić z tą straszliwą, nieprawdopodobną prawdą.

– Zdołała jednak ocalić swoich synów. Ich oczy były błękitne od magii, a cały Półwysep stanowił ich dziedzictwo. Wtedy i teraz. Dopóki któryś z nich nie wróci, aby przepędzić samozwańczych magów i odebrać swoją własność.

Z głębi ogródka dał się słyszeć nagły łoskot, trzask rozbijanego dzbana i stłumione przekleństwa. Mistrz Ge

– Czy Ya

Despina drgnęła, jakby ocknęła się ze snu.

– Cicho! – Pochwyciła Arachne za ramiona i potrząsnęła mocno. – Obiecaj, że nigdy nie będziesz o tym mówić. Z nikim. Nawet z Ya

Arachne przeraziła się jeszcze bardziej. Matka nigdy nie wspominała o ojcu.

– Obiecuję – zdołała wykrztusić, zanim Ya

– Odprowadzę mistrza – rzucił chłopiec przez ramię, a Ge

– Dobrze. – Despina podniosła się i wygładziła suknię. – Ale nie spóźnij się na wieczerzę.

– A co się stało z atlasem nieba? – zapytała Arachne, kiedy w Vicolo delle Tessitrici ucichły już ciężkie kroki mistrza.

– Tego nikt nie wie – rzekła sucho matka i zaczęła trzaskać przy kuchni garnkami na znak, że rozmowa skończona.

Wieczorem Arachne znów patrzyła z blanków Beluardo dei Gufi na morze. Jednak, kiedy cień sięgnął jej stóp, odwróciła się ku cytadeli maga, która na szczycie góry wznosiła się ponad miastem jak olbrzymie, mroczne gniazdo drapieżnego ptaka. I pierwszy raz ciemność wydała się jej mniej przerażająca.

– Nie bój się – powiedział Ya

– Nie boję się – odparła i była to prawda, choć brat roześmiał się tylko i nie uwierzył.

Jednak tamtego wieczoru Arachne naprawdę nie czuła lęku i postanowiła zawrzeć z Brionią krótki rozejm. Ostatecznie było to jej miasto i miało kiedyś należeć do Ya

Przez następne trzy lata mistrz Ge

Bottega rozsypała się. Najzdolniejsi z uczniów przystali do i

Coraz częściej chłopak znikał na całe dnie. Nie mówił, dokąd idzie. Zakradał się do domu po zmroku, w poplamionej tunice, cuchnąc winem. Arachne słyszała, jak obija się w kuchni o sprzęty, trzaska misami, wygrzebuje z garnków resztki wieczerzy. W końcu walił się na posłanie w swojej izdebce nad warsztatem i spał aż do południa. A następnego dnia znów wymykał się z domu, zanim Despina zdołała go zapytać, dokąd chodzi.

Jednak tamtego dnia wrócił wcześniej.

Arachne siedziała przy oknie, wyszywając na paśmie lnianego sukna czarne konie, które zdobiły herb Arnolfinich. Matka powierzała jej czasami pomniejsze roboty, a tym razem zamówienie było naprawdę znaczące: najmłodsza z córek Arnolfinich miała za dwa tygodnie wstąpić do klasztoru szarych mniszek, zatem jej ojciec postanowił obstalować wyprawę odpowiednią dla godności rodziny.

Warsztat był zamknięty, jak co roku w rocznicę dnia, kiedy przypłynęli do Brionii. Despina siedziała w mrocznym kącie izby, bo kaganek zgasł wiele godzin temu, przy stole zasłanym kawałkami barwnych materii, zwojami nici, drewnianymi ramami, kłębami wełny. Od rana nie odezwała się ani słowem. Być może rozmyślała o domu, pozostawionym po drugiej stronie morza, albo o mężu, który nigdy nie przybył do Brionii. Arachne nie śmiała jej zagadnąć. Matka nie była rozmowna, a tego dnia wydawała się jeszcze odleglejsza niż zwykle.