Страница 10 из 82
W nadmorskich krzewach ptaki układały się do snu, pokrzykując jeszcze z rzadka. Po przeciwnej stronie cieśniny migotały słabo latarnie, rozwieszone na palach u bramy wioski. Nad mostem wisiała nieznaczna mgiełka, a spomiędzy drewnianych bali bił chłód, dotkliwszy z każdym krokiem. Pośrodku Sirocco przystanęła i spojrzała w czarne wody cieśniny.
– Ja też mogę ulżyć twojemu brzemieniu, dziecko – staruszka przemówiła chropowatym głosem. – Żadne demony nie sięgną dna tej otchłani.
Trzymała sakwę z koźlej skóry oburącz, tuż przy piersi.
– A co ze mną? – spytała Sirocco. – Wiesz, że nie można uciec przed czarodziejem.
– Ale można się zatrzymać! – wykrzyknęła kobieta w płaszczu z morskiej trawy. – Bo już niewiele znajdziesz za przesmykiem, dziecko. Tuzin kamienistych spłachci i morze. Nic więcej!
– Wiem, kim jesteś – rzekła cicho Sirocco, która nigdy wcześniej nie oglądała stregi.
Na ulicach Brionii kamienowano je z rozkazu księcia.
– Mam krytą sitowiem chatę daleko od wioski. Gaj oliwny, kilka wi
Dziewczyna cofnęła się o krok, aż na sam skraj mostu. Konopna lina zatrzeszczała za jej plecami.
– Jak mnie rozpoznałaś?
– Świecisz w mroku – odparła po prostu strega. – Jak pochodnia. Zostań ze mną, Sirocco. Pokażę ci dworce, utkane z dymu i ognia, i kamie
– Chcesz map mojego ojca?
– Nie umiałabym ich odczytać, głupia! – parsknęła strega. – Co mi po mapach, skoro wystarczy pięć kropel krwi w kamie
Ponieważ nie miała nic, oprócz fletu i atlasu nieba, Sirocco wyjęła z włosów różę. Drobne, białe płatki przesypały się przez palce i, wirując, opadły w dół.
– Naprawdę możesz zostać – odezwała się na drugim brzegu strega. – Oddaj głębi mapy nieba, a zasłonię cię przed wzrokiem Duilia.
Sirocco bez słowa położyła na ziemi kosz chrustu. Stara kobieta karcąco pokręciła głową i podała jej sakwę z koźlej skóry.
– Podaruję ci jeden dzień – rzekła. – To moja ziemia i nie chcę, aby demony Duilia spustoszyły ją do cna. Lecz nie zwlekaj. O zmierzchu lamie i leukroty puszczą się twoim śladem i pościg nie potrwa długo.
Uderzyła kosturem w ścieżkę. Chmura gorzkiego pyłu otoczyła dziewczynę. Kiedy opadła, strega zniknęła. Tylko od strony wioski niosło się psie ujadanie.
Sirocco biegła całą noc. O poranku na ścieżkę wyszli pastuszkowie ze stadami krzyworogich owiec i kóz o szarej, szorstkiej sierści, niewiasty z glinianymi dzbanami i misami prosa, górnicy w skórzanych kapeluszach i z kilofami na ramieniu, a także przekupnie prowadzący na targ krępe, objuczone tobołami osiołki. Z początku Sirocco nie odpowiadała na ich pozdrowienia, naciągając tylko głębiej na twarz kaptur opończy. Jednak wieśniacy przyglądali się jej podejrzliwie i wrogo, gdyż przesmyk był wąski i niewielu obcych mogło przejść go niezauważenie. Wreszcie w południe dziewczyna wczołgała się w jamę pod korzeniami starego dębu i podłożyła pod głowę worek z koźlej skóry. Kiedy upał zelżał nieco, obudziły ją pokwikiwania świń, ryjących w darni, i głosy kosiarzy na pobliskiej łące. Otrzepała płaszcz z ziemi i próchna, splotła włosy i pobiegła dalej.
O zachodzie słońca wsiadła na prom w gromadzie poganiaczy mułów. Na powierzchni morza unosiła się purpurowa piana, znak, że niedługo dotrze do końca świata, gdzie biją źródła wszystkich oceanów i gdzie przed wiekami zatopiono ciała martwych gigantów. Z chruściny na brzegu wychylały się lamie o wężowych, pokrytych łuską grzbietach, a w ich sykach dało się usłyszeć jedno imię – „Sirocco".
Nie zatrzymując się, przebyła Arcipelago delia Rugiada Rossa. Jego nieliczni mieszkańcy mieli później układać pieśni o jasnowłosej dziewczynie, która, z sakwą z koźlej skóry na plecach, w dziewięć dni przebiegła dziewięć wysp archipelagu. Opowiadano, jak w zatoce Estrene otoczyło ją stado cetusów – przedziwnych morskich bestii o ciałach delfinów, rozwidlonych ogonach i pyskach ogarów – i o tym, jak córka maga ułagodziła je muzyką fletu. O spotkaniu z mantikorą, która położyła się u jej stóp i w nocy ogrzewała ją własnym oddechem. O tym, jak morscy rozbójnicy uwięzili Sirocco w grocie, ale w nocy obcięła włosy, powiązała nimi deski z roztrzaskanych okrętów i na tratwie odpłynęła podziemnym strumieniem. O jej przewodnikach – starcach, wypasających owce na podwodnych łąkach pomiędzy wyspami, i hipocentaurach, które znają każdą z tajemnych górskich ścieżek. Mówiono jeszcze o wielu i
Wreszcie Sirocco dotarła na Isola delia Fine del Mondo. Wówczas zwolniła.
To była ostatnia z wysp, bezludna i martwa; podobno ten spłachetek skały uczyniono z kości gigantów, którzy kiedyś zbuntowali się przeciwko potędze magów z Półwyspu. Plaża była czerwona od zaschniętej piany. Pojedyncza dróżka wiła się w górę pomiędzy rumowiskiem głazów, obrosłych kępami zeschłej trawy i jęzorami brunatnych porostów. Sirocco nie dojrzała tu stad kóz w nieusta
Wyspa nie była rozległa i minęło niewiele czasu, a Sirocco wspięła się na najwyższą skałę. Tuż za krawędzią urwiska zobaczyła Mare Ultimo, wzburzone, pokryte szumowiną rdzawej piany, i pojęła, że wędrówka dobiegła kresu. Jednak, kiedy przymknęła oczy, pod jej powiekami przesuwało się pięć marmurowych miast na Costa dei Gabbiani, Golfo delle Spinarello, Abisso delle Ondine i wszystkie wyspy Arcipelago delia Rugiada Rossa. A gdy odkorkowała bukłak i skosztowała wina sporządzonego ze szczepu z wi
Ale mogła zrobić jeszcze jedną rzecz. Skoro słońce opadło aż do krawędzi morza, w którym zatopiono martwych gigantów, rozpostarła na kolanach zbiór map swego ojca. Wyjęła wizerunek Cavallo Marino i długo wodziła palcem po zaklęciach nakreślonych obok gwiazdozbioru szybkim, eleganckim pismem Alharda. Później skrzesała ogień, podpaliła kartę i sponad urwiska patrzyła, jak poczerniały płat pergaminu, wirując, opada ku falom Mare Ultimo. Pociągnęła kolejny łyk wina i podpaliła Unicorno, na którego rogu połyskuje Stella Luminosa, przewodniczka żeglarzy. A potem l'Uccello di Fuoco, Ventaglio di Euridice i Treccia dei Venti, gdzie drobną srebrną kreską nakreślono tor demona, którego nie zdołał spętać nikt przed jej ojcem. Sirocco, którego Alhardo uczynił najokrutniejszym z wichrów, a później nadał jego imię swojej córce.