Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 108 из 134

Przypomniała sobie błękitnooką niewiastkę o wygolonej czaszce, która trzymała ją za rękę w rozpadającej się wieży Nur Nemruta. Boskie bękarty, powtórzyła z trwogą, boskie bękarty od wieków kamienowane we wszystkich Kramach Wewnętrznego Morza. „Nie dozwolisz żyć plugastwu…" Cena za przepowiednię i moc uwięzioną w śmiertelnym ciele.

– Jedynie drobna jej część – poprawił sucho Węży – mord, zaś Zarzyczka wzdrygnęła się, kiedy odpowiedział wprost na jej myśli. – Nauki kapłanów i kamienowanie są jedynie częścią zapłaty, najmniej dotkliwą. Cóż, księżniczko – uśmiechnął się chłodno – bogowie nie muszą kochać własnego nasienia, szczególnie że każda moc, choćby najmniejsza, może wyrosnąć ponad i

Nieoczekiwanie przed oczami stanął jej dziedziniec uścieskiej cytadeli i powykręcana od tortur postać niewielkiego człowieczka o twarzy naznaczonej tatuażem, niegdyś kapłana Bad Bidmone. Był tak słaby, że pachołkowie katowscy wlekli go po ziemi ku kotłowi pełnemu rozgrzanego oleju. Widywała wiele egzekucji: wiedźmy wolno dogorywające na stosach z wilgotnego drewna i heretyków smażonych w kadziach, niczym świnie na ruszcie. Lecz staruszka zapamiętała bardzo dobrze. Nie tyle samo oblicze, czy też raczej to, co z niego zostało po dniach spędzonych w lochach pod świątynią, ale słowa, które wykrzykiwał nawet wówczas, gdy ruszt powoli pogrążał się w rozpalonym tłuszczu: „Nie ma żadnych bogów oprócz tych, których sami stworzyliście, zaś i dla nich przygotowano już zagładę w otchłani, która zrodziła A

Wiele herezji rozkrzewilo się w Żalnikach po odejściu bogini, ale tamtego dnia nawet pomorccy kapłani zdawali się być zatrwożeni krzykami starego mnicha. Jego uczniów bardzo skwapliwie wyłapano i przez wiele dni na dziedzińcu cytadeli rozpalano ogień pod wielkimi żelaznymi kadziami, lecz nikt więcej nie wznosił bluźnierczych okrzyków.

Każdemu z zaprzańców wyrwano przed kaźnią język.

Przez chwilę miała wrażenie, że mdła woń palonego mięsa wypełnia komnatę. Nie powi

„Wasi bogowie to wiedźmy, nieco potężniejsze od i

– Szarka nie wydała mi się bezrozumna – Zarzyczka uniosła głowę. – Ani ty, skoro mówimy o mocach bogów.

Nie, nie była bezrozumna, pomyślała, nie dbając, czy Wężymord słyszy jej myśli. Nie bezrozumna, tylko na wpół szalona i opętana tak wielką nienawiścią do bogów, że nie zawahała się zniszczyć przepowiedni Krain Wewnętrznego Morza. I obca, dodała w myślach, wspominając jej taniec pomiędzy ostrzami skrytobójców na stopniach cytadeli oraz sposób, w jaki płakała nad morszczynkami zwabianymi na brzegi Pomortu, aby dopełniła się przemiana Wężymorda. Nie rozumiała tego: ktoś równie nieludzki, by posłać jadziołka tropem Śniącego, nie powinien wzdragać się przed mordowaniem i

– Nie wszystkie moce wyrastają ze wspólnego korzenia – odpowiedział Wężymord. – Wiedźmy wywodzą się z plemienia bogów, choć skundlonego i rozwodnionego krwią śmiertelnych. Ale Iskry, towarzyszki Org Ondrelssena Od Lodu to zgoła i

Nie musieli, pomyślała, mając przed oczyma twarz Szarki, kiedy opowiadała, jak przed laty kazano jej odczytywać przyszłość ze Zwierciadła Nekromantki. Bogowie nie musieli was okaleczać, ponieważ robicie to sobie sami, zawieszeni na wąskiej ścieżce pomiędzy światem bogów i ludzi, a nie należący do żadnego z nich. Obcy. Jesteście z Szarką podobni w tej obcości niczym dzieci jednej matki.

Szarka wędruje za moim bratem, pomyślała nagle, i uratowała mu życie na przełęczy Skalniaka. Ja zaś, odkąd pamiętam, mam przy sobie Wężymorda, który chroni mnie przed mocą kapłanów Zird Zekruna.

Czy także to podobieństwo oznacza coś więcej? Czy, oprócz wszystkich i

– Dlaczego?

– Czy naprawdę chcesz wiedzieć, co Zird Zekrun robił w podziemiach Hałuńskiej Góry z potomstwem Iskier? – ukryta w jego głosie, niemal niesłyszalna nuta bólu sprawiła, że odwróciła spojrzenie. – I

– Była? – nie powstrzymała drżenia głosu.

Cokolwiek spotkało Szarkę, Zarzyczka była pewna, że dotknęło również jej brata. Siedziała obok niego w ciemnym spichrzańskim ogrodzie, gdy na parapecie północnej wieży, ponad płonącym miastem i ruinami świątyni, kobieta o włosach koloru ognia przyciągnęła do siebie pana cytadeli. Koźlarz nie odezwał się ani słowem, lecz pamiętała wyraźnie, jak jego oddech załamał się na jedną krótką chwilę, kiedy zobaczył, kim jest kochanka księcia Evorintha.

Nie miała pojęcia, co połączyło tamtych dwoje. Szarka oddała jej wisior ze znakiem uścieskich alchemiczek, jakby był kawałkiem bezwartościowej blaszki – w ogrodach Zaraźnicy wziął mnie za dziwkę, powiedziała.

– Obojętne – wzruszył ramionami Wężymord. – Dziedzictwo Iskry chroni przed mocą bogów, ale nie przed żelazem. Nie przed żelazem, ogniem i człowiekiem, nauczyliśmy się tego bardzo szybko. Kiedy się urodziłem, na północnych wyspach żyło może ze dwa tuziny potomków Iskier. W ukryciu i nie spotykając się ze sobą, bo bogowie nie mogli nas pozbawić rozumu i potomstwa, ale jest jeszcze mnóstwo i

I nie z jej powodu Zird Zekrun podarował ci władztwo mojego ojca, pomyślała.

– Nie – odparł spokojnie. – Dziedzictwo Iskry osłania mnie przed wzrokiem nieśmiertelnych, więc poszedłem tam, dokąd on sam nie mógł iść, i zabiłem dla niego żmijów. Nie było w tym nic z podarunku, Zarzyczko, tylko targ. A później Sorgo pozbawił Zird Zekruna jego nagrody, ja zaś… dostałem znacznie więcej, niż żądałem.

Znów odwrócił spojrzenie: kiedy mówił o tamtej nocy, oddalał się ku miejscom, których nie mogli dzielić, a może też – których nie chciał z nią dzielić. Nie powie, pomyślała. Będzie mnie zwodzić opowieściami o Iskrach i wiedźmach, żebym bała się jeszcze bardziej, ale nie powie ani słowa o tym, co się zdarzyło podczas rzezi Rdestnika. O przekleństwie Zird Zekruna.

– Wydawało mi się, że zdołam przechytrzyć boga – ciągnął w zadumie. – Znów musiałabyś wiedzieć, czym była wówczas północ i czym były Żalniki. I dlaczego, pomimo wszystkich opowieści o lochach pod Hałuńską Górą i wymordowanym potomstwie Iskier, wybrałem się w odwiedziny do boga. Zird Zekrun śmiał się. Później, o wiele później położył na mnie sześciopalczastą dłoń i powiedział: „Więc jedne moce umierają, i