Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 107 из 134

Ze zdumieniem i gniewem jednocześnie.

Nie odpowiedziała: póki istniał Zird Zekrun, każde z nich musiało podążać własną, wąską ścieżką. Lecz miała nadzieję, że od rzezi Rdestnika minęło już dość zim i dość krwi sorelek wsiąkło w niego kropla po kropli, by zdołał zrozumieć.

Wężymord szybko wciągnął ją do środka i zamknął drzwi; wówczas odwaga opuściła ją do reszty. Rozkaz Zird Zekruna zagnał ją aż tutaj, a teraz siedziała na twardym, zaścielonym opończą łóżku jak oniemiała, nie potrafiąc powstrzymać dreszczy. Czuła, jak pulsowanie mocy z wolna ustępuje z jej oczu i pomyślała, że podobnie muszą się czuć wiedźmy, kiedy przemija szał. Nie wiedziała, co robić. Pan Pomortu pierwszy raz sięgnął po nią równie otwarcie, bez żadnych osłon, przygnał do komnaty Wężymorda i porzucił jak pęknięty garnek. Zabawki, pomyślała słabo. Zabawki w rękach boga.

Zawieszona przy oknie oliwna lampka zwabiała roje ciem.

– Ty mi odpowiedz – odparła, kiedy wreszcie mogła mówić. – Proszę. Potrzebuję czegoś, na czym mogłabym się oprzeć – ciągnęła z rosnącą desperacją. – Inaczej to wszystko uniesie mnie, nie wiem dokąd. Potrzebuję wiedzy.

Wężymord odwrócił się do niej plecami, poprawił okie

– Proszę – powtórzyła bezradnie.

– Co chcesz wiedzieć?

– Co zdarzyło się w świątyni Bad Bidmone i co zrobił ze mną Zird Zekrun – wyrzuciła jednym tchem.

– Tylko tyle? – spytał cierpko.

– Nie! – Drwina poruszyła złość tak głęboko utajoną, że zdumiała samą Zarzyczkę. – Jeszcze i to, czy naprawdę wymordowałeś żmij ów na brzegu źródła Ilv. Czy istotnie wytargowałeś od boga nieśmiertelność w zamian za śmierć morszczynek z Cieśnin Wieprzy. I czy jestem częścią tego targu.

Nie umiała odczytać z jego twarzy ani gniewu, ani niczego i

– Tak – odpowiedział po chwili miękko. – Po trzykroć tak, księżniczko. Lecz żmijowie i sorelki… Nie mieszaj się do tego. Nic nie mogę zmienić.

– Dziwne. – Teraz nadszedł jej czas na kpinę. – Dziwne, że zaszedłszy tak daleko po ścieżce nieśmiertelnych, tak mało możesz.

– Nie – owale jego niebieskich źrenic zwęziły się w dwie ciemne kreski jak u zwierzęcia i nie usiłował tego ukrywać. – Nie jestem jednym z nich i nigdy nie będę.

– Wiem – odparła, wspominając słowa wiedźmy.

– Nie sądzę – rzekł powoli Wężymord. – Nie sądzę, abyś wiedziała, księżniczko, ani jakikolwiek i

Jaskółka poruszyła się w gnieździe z niespokojnym świergotem.

– Przestań – poprosiła ze strachem, nie rozumiejąc, dlaczego nagle postanowił otwarcie mówić o ciemnej magii Zird Zekruna.

– ON jest teraz zbyt zajęty, by nas śledzić – wyjaśnił cierpko. – Rozmyśla o kobiecie, która idzie za Koźlim Płaszczem i opowiada o ścieżkach pośród gwiazd. I w tej chwili – dodał – pragnie jej bardziej niż twojego brata, bo sądzi, że Szarka zna rozwiązanie zagadki dręczącej go od czasów A

Ta chwila zaraz minie, pomyślała Zarzyczka, i nigdy później nie będziemy rozmawiać o bogach i rudowłosej córce Suchywilka. Lecz kapłani dowiedzą się i znajdą sposób, wiele sposobów, by ukarać moją ciekawość.

Jednak nie umiała się oprzeć.

– Słyszysz jego myśli? – spytała.

– Część – spoglądał przez okno w ciemność. – To, co chce przede mną odsłonić. Czasami widzę świat oczyma boga, węzły splecione z przeszłości i przyszłości… wizja, która przyprawia o szaleństwo – zakończył cicho.

– Jak bóg – odgadła z przestrachem.

– Taka była obietnica – przyznał. – Złożona trzy pokolenia temu, na skałach zapomnianej wyspy, która jest dziś jednym z pasm górskich Pomortu. Jeśli Zird Zekrun dotrzyma słowa, przemiana zostanie zakończona. Niebawem.

Więc to jednak prawda, pomyślała z przerażeniem, bo było czymś zupełnie i

Wolała wierzyć, że to jedynie legenda.

– Dlaczego złożył tę obietnicę? – spytała cicho. – Żaden z bogów nigdy nie uczynił podobnej nieprawości.

– Pożądał mocy i pragnienie wyrzeźbiło go równie silnie, jak on sam wyrzeźbił nowy kształt świata, wyrywając morzu Pomort – uśmiechnął się Wężymord. – Zird Zekrun nie szuka zwycięstwa nad małymi kniaziami Krain Wewnętrznego Morza. Pragnie powrotu Stworzycieli i wszystkiego, co umarło, kiedy A

– Więc jednak! – wyrwało się księżniczce.

– Opatka – skrzywił się. – Opatka powi

Zarzyczka wstrzymała dech.

– Twój brat doprawdy nie mógł ugodzić go dotkliwiej. Po oczekiwaniu dłuższym, niż potrafisz zrozumieć, Zird Zekruna zatrzymała ślepa stal w palcach dziecka. Sorgo, wykuty ręką Kii Krindara z mocy nieśmiertelnych. Czy wiesz, dlaczego? – spytał nagle ostro.

– Ponieważ żaden z bogów nie może obrócić się przeciwko swej mocy – wyjaśnił, kiedy w milczeniu potrząsnęła głową. – Nie może zniszczyć własnego stworzenia i zginie, jeśli będzie próbował. Twój brat nie musiał wcale chcieć zabić Bad Bidmone. Starczyło, by ona chciała zabić jego. I zginęła zmieciona własną mocą.

– To znaczy również tyle – powiedziała powoli, ważąc każde słowo – że skoro Zird Zekrun cię przemienił na własne podobieństwo, nie może dłużej nad tobą panować. Bo jeśli spróbuje cię zniszczyć, zniszczy sam siebie. Dlaczego którykolwiek z bogów miałby być równie nieostrożny – nawet za cenę śmierci żmijów? I jakim sposobem zdołałbyś przyjąć moc boga i przeżyć – skoro śmiertelni nie mogą tego uczynić?

– Z tego samego powodu, dla którego kapłani powtarzają w świątyniach słowa bogów: „I nie dozwolisz żyć plugastwu" – spoglądał prosto w twarz Zarzyczki, jego oczy znów były błękitne jak Wewnętrzne Morze i zupełnie nieludzkie. – Cokolwiek powiemy o niewieście, którą Suchywilk obwołał swoją córką, w jej żyłach krąży ta sama krew, która płynęła w jasnej Selli. Dziedzictwo Iskry, młodszej siostry bogów, która zeszła pomiędzy ludzi. To coś więcej, księżniczko, niż mroczne opowieści północy o miłości silniejszej niż śmierć, silniejszej nawet niż nieśmiertelność. Krainy Wewnętrznego Morza są pełne boskich bękartów i, mimo wszelkich pęt, moce czasami wyrywają się na wolność. Nazwano to wiedźmim szałem – nieskrępowana siła w naczyniu zbyt słabym, by ją okiełznać.