Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 27 из 45

Fargo w pełnym pędzie skręcił za róg budynku, zatrzymał się błyskawicznie i sprawnie odskoczył pod ścianę. Kiedy strażnik wychynął zza muru, wiedziony nieomylnym instynktem włączonego wzorca, kopnął go w kostkę tak, że tamten potknął się o własną, wybitą z rytmu nogę. Skoczył na plecy padającego na bruk i sprawnym ruchem wyrwał mu broń. Zważył ją w ręce, cofając się pod ścianę. Hiszpański półautomatyczny pistolet Star 28. Rzut oka na dolną ściankę magazynka powiedział mu więcej. Widniała tam nalepka: Uwaga! THV! THV – Tres Haute Vitesse - francuska amunicja o bardzo dużej prędkości początkowej pocisku, dochodzącej do 620 metrów na sekundę. Mała masa pocisku sprawia, że traci on większość energii kinetycznej już po 30 metrach lotu. Ale jeśli wcześniej trafi w cel, spłaszcza się w grzybek i przekazuje całą swą energię ciału, które go zatrzymało. Jeśli jest to ciało człowieka, spotkanie przypomina zderzenie w pełnym biegu z ogromnym blokiem litego betonu.

Fargo uśmiechnął się znowu, reagując na pojawienie się w mózgu wiadomości, o których wcześniej nie miał pojęcia. Odczekał jeszcze ułamek sekundy, a potem wyskoczył zza rogu, trzymając odbezpieczony pistolet w wyciągniętej przed siebie prawej ręce. Złożył się błyskawicznie, przytrzymując lewą dłonią obciążony nadgarstek. Strzelił trzy razy, czując, że nie może chybić z odległości paru kroków. Pierwszych dwóch strażników, trafionych w pełnym pędzie, runęło na chodnik. Trzeci, ugodzony w nogę, wykonał skomplikowany piruet i zwalił się na ulicę. Pozostali, wśród krzyków przechodniów i pisku opon hamujących samochodów, rozbiegli się szukając osłony.

Fargo znowu odskoczył za róg, kopnął w szyję podnoszącego się z ziemi strażnika i wbiegł do wnętrza najbliższego sklepu. Uniesiona w górę broń sprawiła, że wokół rozległy się piski przerażonych kobiet. Kilku mężczyzn padło na podłogę. Tłum rozstępował się przed nim. Nie tracąc czasu, przebiegł między zastawionymi towarem półkami, przedostał się na zaplecze, a stamtąd do magazynu.

Jednym kopnięciem otworzył wzmocnione siatką drzwi i wypadł na ulicę.

– Stać!

Precyzyjnie wycelowana lufa sprawiła, że ruszający właśnie samochód zatrzymał się w miejscu. Fargo wyciągnął zza kierownicy przerażonego grubasa i widząc, że tamten nabiera oddechu do wydania krzyku, kantem dłoni uderzył go w krtań. Potem szybko przeszukał kieszenie swojej ofiary. Miniaturowa komórka rozprysnęła się na krawężniku. Wskoczył na siedzenie błyszczącego nowością kabrioletu mercedesa i z piskiem opon włączył się do ruchu. Zatrzasnął dokładniej drzwiczki, bo otworzyły się na zakręcie i dopiero teraz otarł wierzchem dłoni pot zalewający mu oczy. Wiedział, że policja w najgorszym przypadku może odnaleźć skradziony wóz już po kilkunastu minutach. Zwłaszcza tak charakterystyczny. Nie znał miasta, nie miał pojęcia, gdzie są posterunki ani na których skrzyżowaniach umieszczono kamery. Wzruszył ramionami. Nie zamierzał uciekać mercem – musiał tylko znaleźć miejsce, gdzie nie będzie ludzi.

Zwolnił i zaczął rozglądać się wokół. Rozległość centrum sprawiła, że porzucił nadzieję na dotarcie do którejkolwiek z dzielnic willowych. Usiłował wypatrzyć jakiś zaułek albo podjazd, ale kłębowisko ludzi pod ciągnącymi się wokół sklepami niweczyło i tę szansę. Wreszcie przypadkiem zauważył mały, osłonięty gęstą rośli

Na którymś z kolei skrzyżowaniu, zatrzymany przez czerwone światła, wychylił się do stojącego z boku policjanta.

– Przepraszam, jak dojechać do lotniska?

– Którego?

– A macie lotnisko sportowe?

Policjant zamyślił się chwilę.

– Musi pan tutaj skręcić – machnął ręką w stronę wiaduktu podmiejskiej kolei. – Zjedzie pan na zachodni odcinek obwodnicy, a potem już cały czas prosto. Będą znaki.

– Dziękuję.

Fargo skręcił we wskazanym kierunku z pasa, z którego nie wolno było tego robić. Pomachał dłonią uprzejmemu policjantowi, który specjalnie dla niego wstrzymał ruch na ten moment. Przez całą drogę zastanawiał się, ile ma jeszcze czasu. Problem strażników już dla niego nie istniał. Pościgu policji również się nie obawiał.

Prawdziwy problem stanowiła Organizacja. To, że w szpitalu nie pochwycono jego psychiki, zawdzięczał faktowi, że przebywał tam tylko jeden telepata. Pozostali zapewne czuwali w pobliżu i

Uśmiechnął się nerwowo na myśl, że mógłby ujawnić parę bulwersujących faktów. Komu miał o tym powiedzieć? Policji? Komuś z wojska? Już słyszał pytanie: A więc pracuje pan dla brytyjskiego wywiadu. A co pan robi na terenie naszego państwa? Może powinien powiadomić prasę? Tym razem zobaczył siebie, jak mówi: Panie redaktorze, tu działa straszliwa Organizacja. Ich telepaci łapią ludzi, którzy potrafią siłą woli kierować i

Gdyby nie drogowskaz, nie zauważyłby skrętu na lotnisko. Było ukryte za niewielkim wzgórzem – kilka pomalowanych świeżą farbą hangarów i trawiaste, pozbawione wieży kontrolnej pole startowe. Jadąc na parking, przyglądał się ustawionym w kilku rzędach samolotom, kiedy poczuł lekkie mrowienie w skroniach. W pierwszej chwili nie zorientował się, o co chodzi, dopiero ledwie wyczuwalny, promieniujący ból sprawił, że żołądek podjechał mu do gardła. Telepaci! Mają go! Przycisnął gaz do dechy. Samochód ruszył ostro i gwałtownym skrętem wypadł z parkingu.

„Dostali mnie!” – pomyślał Fargo. – „Chryste!”

Znowu skręcił kierownicę. Pisk opon zmusił kilku ludzi do rozbiegnięcia się na wszystkie strony, ale wjazd na lotnisko nadal był zablokowany przez jakąś furgonetkę. Nowy wiraż, plastikowa osłona zderzaka została na niskim płotku, ale samochód, ciągnąc za sobą zwoje siatki, wtoczył się na płytę startową. Ból w czaszce to rósł, to przygasał, jakby nie mogąc zogniskować się w konkretnym miejscu.

„To może oznaczać, że telepaci też jadą samochodem” – zrozumiał Fargo – „i działają na granicy zasięgu.” Wbrew instynktowi zwolnił trochę, mijając zaparkowane na skraju pola cessny, mooneye, pipery i fairchildy. Wreszcie, ze zgrzytem hamulców zatrzymał się przy otoczonym przez kilka osób małym samolocie. Beechcraft Duchess – wzorzec komandosa podsunął mu nazwę. Wyskoczył z samochodu, wyszarpując zza paska pistolet.