Страница 2 из 45
Głód i napięcie potrafiły zmienić wszystko. Posadził ją w kręgu migotliwego światła rzucanego przez jedyną, jakby zapomnianą latarnię.
– Czy mogę coś dla ciebie zrobić?
Znowu uświadomił sobie, że jej obecność przywołuje dawno zapomniane wzorce z zamierzchłej przeszłości. Wszystko co mówił, co mógł powiedzieć brzmiało teraz tak niedorzecznie. Położyła mu głowę na ramieniu.
– Jesteś jakiś dziwny – szepnęła. – Mam wrażenie, jakbyś mnie wchłaniał. Jakbyś… – szukała słów -…przyjmował całą moją osobowość.
– Czy… – urwał nagle. Zdał sobie sprawę, że nie wie, o co chciał zapytać.
– Mogę rozmawiać tylko z tobą. I
Zmrużyła oczy, patrząc w górę na migającą urywanymi błyskami lampę.
– Wiesz – wyjęła nagle z kieszeni podniszczoną talię dziwnych, podłużnych kart. – Powróżymy sobie.
W przypływie chwilowego optymizmu zaczęła ją tasować z niezwykłą sprawnością.
– Najpierw tobie, dobrze?
Znużony skinął głową. Tarot, kto by pomyślał…
– Wierzysz w to, co mówią karty? – zapytał.
– Oczywiście – podsunęła talię do przełożenia. – Lewą ręką. Najpierw sprawdzimy, kim jesteś i co cię czeka.
Jej drobne ręce z ogromną szybkością rozkładały kolorowe kartoniki.
– Narasta coś, z czym nie mogłeś sobie poradzić od bardzo dawna. Rozwiązanie kryje się w otoczeniu koloru czarnego, to… Duże Arkana. A ty…
Zmusił się do uśmiechu.
– Ty jesteś… – długie palce zamarły w bezruchu. Podniosła oczy, w których nie było już iskierek udawanej wesołości.
– Nie wiem, kim jesteś – szepnęła.
– A co to za karta? – spytał.
– Ta karta nie ma prawa tu być – zrobiła nagle rzecz zdumiewającą, po prostu przedarła kartonik, który trzymała w dłoni.
Odwróciła głowę, najwyraźniej myśląc już o czymś i
– Czy coś się stało? – zapytał Fargo.
Zerwała się, rozsypując kolorową mozaikę kart.
– Nie! Już dłużej nie wytrzymam. Już nie chcę!
Wstał również, ale ona odskoczyła o kilka kroków.
– Nie mogę tak żyć! Nie mogę, rozumiesz? – zrobiła zamach, jakby chciała odrzucić coś niewidzialnego, co tkwiło w jej dłoni.
– Wracam do domu! – krzyknęła. – Ja mam dom! Wiesz? Dom, rodzinę, przyjaciół!
„Nareszcie zrozumiała” – pomyślał. Widział wiele takich załamań, ale tylko to mogło znaleźć w miarę szczęśliwe zakończenie.
– Wy wszyscy niczego nie macie, ale ja mogę wrócić! – odwróciła się gwałtownie i pobiegła, szybko niknąc w mroku.
Długo jeszcze słyszał zamierające powoli odgłosy jej kroków. Później usiadł na ziemi, opierając się plecami o parkan. Przyjął wygodną pozycję, by przygotować się na spotkanie uczucia samotności, które za chwilę opanuje go z całą siłą. Popatrzył na rozrzucone karty i tę, którą dziewczyna przedarła w ostatniej chwili. „Ty jesteś…” – zabrzmiało mu w uszach. Nie, sam nie wiedział, kim jest. Od lat błąkał się po ulicach tego miasta, lecz wszystko, co było przedtem, tysięczny już raz sprowadzał do kilku wersów jakiejś piosenki:
Więc zabierz,
Zabierz mnie do ogrodu rozkoszy,
Gdzie sekretne pocałunki na górze wiatru
Nie rozproszą drobnych okruchów niewi
Nie zniszczą bezimie
Pajęczych tworów nie chybiającej nigdy pamięci.
To było wszystko, co jego skołatany umysł ocalił z głębokiej amnezji. Co było jej przyczyną? Nie wiedział. Nie pamiętał niczego, co działo się przedtem, zanim nie kończąca się tułaczka wypełniła całą treść jego życia.
Wyjął złożoną stara
POSIADACZ TEJ KARTY JEST SZEFEM KONTRWYWIADU
ZJEDNOCZONEGO KRÓLESTWA.
APELUJE SIĘ DO WSZYSTKICH SŁUŻB, ORGANIZACJI I OBYWATELI
O UDZIELENIE MU WSZELKIEJ DOSTĘPNEJ POMOCY, JAKIEJ ZAŻĄDA.
Jeśli kartę trzymało się za lewy dolny narożnik, napis zmieniał się, oferując wysoką nagrodę za udzieloną pomoc. A jeśli chwycił za prawy róg, pojawiała się groźba, że każdy, kto wejdzie w drogę posiadaczowi tej karty, zadrze z całym wywiadem, który będzie go ścigał, nie szczędząc wysiłków. Fargo obracał w dłoniach plastikowy prostokąt, obserwując uważnie następujące zmiany. Kiedyś Joh
To, że Fargo zdołał się obudzić, nie było takie dziwne. Naprawdę dziwne było to, że leżał w miękkim, a przede wszystkim ciepłym łóżku. Oszołomiony, rozejrzał się wokół. W niewielkiej, stosunkowo jasno oświetlonej salce stało prawie dwadzieścia łóżek. Wszystkie były zajęte przez mężczyzn w różnym wieku i o odmie
Potrząsnął głową, usiłując przypomnieć sobie, jak się tu znalazł. Pamiętał, że cały poprzedni dzień od samego rana naznaczony był pechem. Ledwo umknął z rąk motocyklowego gangu, potem dopadł go patrol i wypytywał tak długo, że gdy dotarł do garkuchni za magazynem Pastiera, lista tych, którzy mieli otrzymać darmowy posiłek, była już zamknięta. Pamiętał także, że krążył po zatłoczonym centrum miasta, szukając nie pożywienia, lecz jakiegokolwiek punktu zaczepienia, który by mu pozwolił przetrwać nadchodzącą noc. Czyżby stało się to wtedy? Nagły skurcz i ból brzucha, a może serca…? Przypomniał sobie paraliżujący płuca, spazmatyczny kaszel i otaczającą go ciemność…
– Witaj!
Otworzył szerzej oczy.
– Zrozumiałeś już, że wciąż tkwisz po tej stronie?
Odwrócił głowę. Na sąsiednim, oddalonym może o jard łóżku leżał zwalisty brodacz o długich, skudlonych włosach. Mimo że opierał się na łokciu, potargane loki sięgały poduszki.
– Gdzie jestem? – spytał Fargo.
– U Świętej Trójcy. – Gęsta broda sprawiała, że nie można było dostrzec ust mówiącego.
Rzut oka na pomalowane jasnozieloną farbą ściany, nowiutkie moskitiery w oknach czy monitory aparatury medycznej, rozmieszczone przy każdym łóżku, wystarczał, by stwierdzić, iż brodacz mówi prawdę.
Nie wyjaśniało to jednak niczego.
– A… Jak się tu znalazłem?
– W twoim pechowym życiu zdarzył się wreszcie szczęśliwy traf – zbył go wzruszeniem ramion. – Twój zdezelowany organizm raczył zacząć się sypać w odpowiednim miejscu – w tym momencie mówiący uśmiechnął się cynicznie. – Pewnie trafiłeś w pole widzenia kogoś ważnego, wiesz, zbliżają się wybory… Gliniarzom nie pozostało nic i
– Nawet nie wiesz, jakie masz cholerne szczęście – ciągnął. – To nie jest pieprzona noclegownia, to nie jest zawszone schronisko ani punkt doraźnej opieki. To jest… – zawiesił dramatycznie głos – najprawdziwszy szpital!