Страница 15 из 45
Za ścianą grała nastawiona na cały regulator wieża. Widać ktoś świętował już zakończenie roku, podczas gdy on siedział w pokoju i popijając ciepłą colę zastanawiał się, jak zmusić dziekana do zmiany programu praktyk. Nie widział żadnej realnej szansy. Z ulgą przyjął trzask otwieranych drzwi.
– Masz coś? – spytał, widząc Dewhursta rozglądającego się po pokoju.
Tamten zignorował jego pytanie.
– Słuchaj, Ly
– Cholera, Ray, co to za wersal? – wpadł mu w słowo. – Nie możesz od razu powiedzieć, co to za dupek tam waruje?
– Czemu się tak wyrażasz?
– Co…? – wykrztusił. – Ray, co ci jest?
Z napiętą uwagą wpatrywał się w twarz Dewhursta, ta jednak pozostawała niewzruszona.
– Paul Keldysh chce cię widzieć.
– Keldysh?! Skąd ty go znasz, do cholery? – poderwał się na równe nogi.
– Daj spokój – mruknął Dewhurst. – To ja, Kate. Musiałam użyć ciała twojego przyjaciela.
Fargo z bijącym sercem opadł z powrotem na fotel.
– Dlaczego?
– Dzięki niemu mogłam tu przyjść, nie budząc niczyich podejrzeń. Keldysh nie używa telefonu.
Wzruszył ramionami. Gdyby dziewczyna widziała choć część osób bywających w tym pokoju, nigdy by jej nie przyszło do głowy, że może wzbudzić czyjekolwiek podejrzenia.
– Przestraszyłaś mnie.
– Przepraszam.
– Drobiazg. – Fargo rozmasował skronie. – Czy Ray nic nie będzie pamiętał?
– Nie. Zostawię go w miejscu, gdzie się w niego „wstrzeliłam”. Będzie myślał, że miał zawrót głowy albo…
– Ten okaz zdrowia? Zawrót głowy?
Tym razem ona wzruszyła ramionami.
– Jest wytłumaczenie. Twój kolega strasznie pił dziś w nocy.
– Skąd wiesz? Śledzą go chłopcy z MI5?
– Nie. Ale dlaczego ma podkrążone oczy i zupełny brak kondycji? Ledwie weszłam na to piętro!
Wolał jej nie mówić, że są jeszcze i
– Idziemy? – spytał.
– Tak.
Wstał szybko i podszedł do drzwi. Zamarł, kiedy ręka Dewhursta chwyciła go pod ramię.
– O rany, Kate! Mężczyźni chodząc nie trzymają się za ręce!
– Przepraszam. Zapomniałam się.
Pokręcił głową. Przez całą drogę myślał nad tym, co się stanie, jeśli spotkają dziewczynę Raya i ta rzuci mu się w ramiona. Na szczęście korytarze, klatka schodowa i hol były prawie puste. Na zewnątrz Kate wskazała mu granatowego rovera zaparkowanego tuż przy wjeździe na parking.
– A ty? – spytał.
– Muszę zostawić twojego kolegę w tym samym miejscu. Moje ciało czeka w i
Ruszył przed siebie, usiłując uspokoić oddech. Zanim zdążył sięgnąć do klamki, drzwi rovera się otworzyły. Wsiadł na tylną kanapę, zatrzaskując je za sobą. Siedzący obok Keldysh skrzywił się lekko.
– Jedź.
Clancy uruchomił silnik.
– Dlaczego to tak długo trwało? Nie mogła cię odnaleźć?
Fargo uśmiechnął się ironicznie.
– Następnym razem niech pan nie każe nieletniej dziewczynie wcielać się w studenta – mruknął.
– Mniejsza z tym.
Widać było, że pod zwykłą uprzejmością i budzącą sympatię ogładą Keldysha czai się jakiś niepokój.
– Musimy się spieszyć – rzekł. – Jest gorzej, niż myślałem.
Fargo czuł, że coś ściska go w dołku.
– Moja komórka zerwała kontakt z MI5.
– Dlaczego?
Odpowiedź padła po dłuższej chwili.
– Istnieje duże prawdopodobieństwo, że służby specjalne są w znacznym stopniu rozpracowane. Jeśli będę utrzymywał kontakt, dotrą i do mnie.
– Więc wszystko posuwa się naprzód szybciej, niż pan sądził?
– Nie wiem… – Keldysh się zawahał. – Jak pan widzi, jestem w tej kwestii szczery.
– Czy mógłbym w takim razie poznać więcej szczegółów?
– Obawiam się, że niewiele by pan z tego pojął. – Keldysh z trudem opanował wesołość. – Praca tajnych służb jest zrozumiała tylko dla fachowca.
Zatrzymali się na światłach przed ruchliwym skrzyżowaniem.
– Szkolenie, o którym wspominałem, zorganizujemy w i
– Szlag! – Fargo uderzył zwiniętą pięścią w dłoń. – A moja praktyka?
– Pracuje pan dla dobra kraju. – Keldysh nie wiedział, czy użył właściwej argumentacji. – Po wszystkim ułatwimy panu start w pańskim fachu – dodał. – A już na pewno nie zostawimy pana bez środków do życia.
Podał mu wyjętą z kieszeni podłużną kopertę. Fargo zorientował się, co jest w środku, ale nie chciał przeliczać w ich obecności.
– Mam coś pokwitować?
– To nie bank – wtrącił Clancy. – Szefie, jechać na punkt, czy skręcić na obwodnicę?
– Jedź na punkt, już kończymy. Słuchaj, Ly
– Tak. – Fargo nerwowo przełknął ślinę.
– Te materiały to prawdziwa bomba – słowa płynęły coraz wolniej – musisz ich strzec przed wszystkimi. Musisz je nosić ze sobą, brać wszędzie, nawet do toalety. Powinienem cię izolować, ale chwilowo nie ma na to warunków.
– Ale…
– Czekaj. Gdyby coś się stało, powiesz, że to e-book powieści grozy, którą dał ci kolega. Zapoznaj się z tekstem. Odrzuć kamuflaż akcji i czytaj od strony osiemdziesiątej. Nie przejmuj się zaklęciami używanymi przez bohaterów książki, to również kamuflaż. Rozumiesz?
– Tak, proszę pana.
Keldysh wyjął z trzymanej na kolanach teczki spory palmtop. Zawahał się.
– Ly
– Ale ja… Ja naprawdę…
– Daruj sobie zapewnienia! – Keldysh wyjął z teczki jakąś kartkę. – Niepokoi mnie co i
– Tak?
– Wyniki twoich testów wskazują na jeszcze jedną dziwną cechę… Masz, jakby to powiedzieć, wciągającą… – zawahał się – nie, wchłaniającą osobowość.
– Co to znaczy?
Keldysh zignorował pytanie.
– Czy zdarza ci się często być pod wpływem i
– Nie.
– Nigdy?
– Raczej nie… – Fargo wydął wargi. – Co dokładnie znaczy „pod wpływem”?
I tym razem nie doczekał się odpowiedzi.
– A czy zauważyłeś, żeby kiedyś ktoś postępował wzorując się na tobie?
– O rany, nie wiem – westchnął ciężko.
– Dobrze. Haroldzie – Keldysh pochylił się do przodu – zatrzymaj się przy skrzyżowaniu.
– Rozumiem.
– Słuchaj, chłopcze, tu masz klucze i adres twojego mieszkania…
– Ale uczelnia, akademik…
– Tam wszystko załatwimy sami. – Keldysh nie dał sobie przerwać. – Wiesz, gdzie jest pub MacMillana?
– W Soho?
– Tak. Pójdziesz tam jutro o dwudziestej trzeciej. Spotkasz łączniczkę o imieniu Elaine, która przekaże ci instrukcje. Musicie udawać parę zakochanych.
Ogarnięty jakimś szczególnym rodzajem rezygnacji, Fargo nie pytał, dlaczego ona nie może przyjść wprost do niego. Nie pytał, czy musi znać jakieś hasło ani co się stanie z jego rzeczami. Praca tajnych służb była mniej zrozumiała, niż widywał to na filmach.
Clancy zaparkował na niewielkiej wolnej przestrzeni przy chodniku.
– To wszystko. – Keldysh pomógł mu otworzyć drzwi. – Nie strzel jakiegoś głupstwa, nie kontaktuj się z nikim i… Pamiętaj, nie chcemy, żebyś był Bondem.
Fargo długo patrzył na odjeżdżający samochód. Niestety, mętlik w głowie nie chciał ustąpić. Zerknął na palmtop i na klucze. Na breloku zauważył nazwę ulicy i numer. Stał dokładnie przed bramą prowadzącą do nowego mieszkania.
– Boże, to jakiś koszmar – szepnął.
Ogromna minutowa wskazówka zegara umieszczonego nad sklepem drgnęła, przesuwając się o jedną kreskę. Fargo zerknął na swój zegarek. Czas był ten sam, mógł więc jeszcze chwilę pospacerować ulicą wzdłuż wystaw sklepowych, reklam małych kin, klubów i teatrzyków, gdzie tacy jak on samotni przechodnie nie budzili żadnych podejrzeń.