Страница 63 из 108
– A… skąd pani ma ten tatuaż? – spytała nieśmiało.
– Byłam kur… o przepraszam. Byłam prostytutką. Chociaż dość krótko, prawdę mówiąc.
Znowu cisza.
– A pani spała już kiedyś z mężczyzną?
Przedłużająca się cisza. Potem ciche, cichutkie, prawie na granicy słyszalności:
– Nie.
Achaja przewróciła oczami. Właściwie trochę zazdrościła tamtej jej nad wyraz higienicznego sposobu życia.
– Czy… proszę wybaczyć śmiałość… czy pani jest naprawdę goła pod kołdrą? – szepnęła czarownica.
– Może pani sama sprawdzić. – Achaja z trudem opanowała śmiech. Biafra powinien ją wysłać na dziesięć dni do wojska, zanim zlecił jej tajną misję. – Spałam już z dziewczyną, jeśli o to pani chodzi.
– Proszę tak nie mówić!
– Jeśli pani woli mojego sierżanta…
– Proszę natychmiast przestać!
– Dobranoc. – Achaja przewróciła się na bok i nakryła kołdrą razem z głową.
Nie było jej jednak dane zasnąć. Może w jakieś pół modlitwy później czarownica zaczęła ryczeć.
– Tu się coś rusza! Ratunku!
Shha o mało nie wywaliła z zawiasów drzwi nagłym kopnięciem. Mierzyła z kuszy w okno, stojąc na rozkraczonych nogach. La
– Kurwa, gdzie? Skąd zaatakowali?!
– Pewnie szczur – mruknęła Achaja.
– O, żesz ty! Jaja se robicie? – warknęła Shha. – O mało nie odpaliłam z tego urządzenia! – Potrząsnęła kuszą.
– Ratunku! – wrzeszczała czarownica.
– Proszę pani – zaczęła La
– Chodź – szepnęła do porucznik. – Mam jeszcze kilka łyków w bukłaku.
– Zróbcie coś z tym szczurem!
– Niby co? – warknęła Mayfed.
– Ty, słuchaj – zdenerwowała się Shha. – Jak następnym razem krzykniesz, to pamiętaj… mam w rękach napiętą kuszę! Ty się hamuj, zanim odpalę gdzie nie trzeba!
Zamknęła drzwi z głośnym trzaskiem.
– No… co… coo… co za chamstwo! Niech pani zareaguje jakoś!
– Proszę pani! – Achaja również zdenerwowała się naprawdę. – One mają za sobą kilka prawdziwych bitew. Jeśli ktoś krzyczy, że coś się rusza, to one mają na myśli wroga, który chce je zabić. I niech pani więcej nie krzyczy. Bo ta za drzwiami naprawdę następnym razem strzeli.
– Ale szczur…
– Nie zje nas. Dobranoc.
– Pobudka, dziewczyny! Pobudka, pani oficer! – Chloe oparła kuszę na ramieniu i ściągnęła kołdrę z Achai.
Ta przecierała oczy sprawną ręką.
– Cześć – ziewnęła.
– Cześć, koleżanko. Wstawaj, małpeczko, pomogę ci się ubrać.
– Proszę stąd natychmiast wyjść! – krzyknęła ledwie obudzona Ar
Chloe spojrzała szczerze zdziwiona.
– O co jej, kurwa, chodzi?
– Ja sobie wypraszam! – zawyła czarownica. – Proszę stąd natychmiast wyjść!
Chloe patrzyła ogłupiała. Miała ostatnią, pora
– Ja sobie wypraszam! Proszę stąd natychmiast wyjść, albo poskarżę się generałowi!
Chloe, skonfundowana, wzruszyła ramionami i wyszła, zamykając za sobą drzwi. Achaja, wściekła, nagle wyskoczyła z łóżka. Chwyciła swój mundur i zarzuciła sobie na ramię. Wzięła do ręki buty i teczkę, zębami chwyciła pas z mieczem. Złośliwie pokręciła tamtej przed twarzą gołym tyłkiem, bo była naprawdę zła.
– Co pani wyrabia? – Ar
Achaja chciała coś odpowiedzieć, ale z pasem w ustach mogła nie zostać zrozumiana. Potrząsnęła tylko głową i wyszła do Chloe, kopiąc w drzwi bosą stopą.
– Pomożesz mi? – wymamrotała.
– Pewnie. – Dziewczyna odrzuciła z twarzy rude warkoczyki i wyjęła koleżance pas z ust. Pomogła jej się szybko ubrać. Potem zbliżyła usta wprost do ucha Achai. – Co jej odpierdoliło? – szepnęła.
– Wiesz… całe życie w pałacu, w odcięciu od ludzi. Chyba kiedyś też taka byłam.
– E… Ty? Ty jesteś normalna, a nie popierdolona.
– Ludzie się zmieniają. – Achaja mrugnęła do Chloe. – Chodź, może zdążymy coś zjeść.
Zeszły na dół. Harmeen i La
– Co, Achajka? – uśmiechnęła się La
– Słyszałam, słyszałam. Jakiś płyn przelewał się u was nieusta
Harmeen roześmiała się głośno.
– Nie ma tak dobrego słuchu, jak mówiłaś. – Zerknęła na La
Achaja też się roześmiała.
– Powtórzę za swoją koleżanką: „Co to za wojsko, żeby kapitan z porucznikiem?”.
– Słyszała! – Harmeen potrząsnęła głową.
– Mówiłam – dodała La
– Ale szczur was zaatakował. Dlaczego nie wezwałaś całego plutonu?
– Słuchaj – La
– E… zalewacie, poruczniku.
– W życiu! Widziałam, jak zjadła oślizłego robala!
Harmeen spojrzała na major.
– Poważnie?
– Mhm. – Achaja schyliła się, szukając pod stołem.
Po chwili znalazła sporego karalucha. Wrzuciła go sobie na łyżkę z gulaszem i podniosła do ust.
– Ty! Przestań! – Harmeen chwyciła ją za rękę w ostatniej chwili i zmusiła do wyrzucenia zawartości na podłogę. – Jeszcze nie skończyłam jeść! – Pokręciła głową z niedowierzaniem. – Naprawdę byś to zrobiła. Bogowie! Naprawdę.
– Pewnie.
Kapitan roześmiała się znowu.
– Ot, wyrafinowane oficerskie zabawy. To mi się najbardziej podoba w wojsku.
– Myślisz o karaluchu czy o La
Ryknęły śmiechem. Spoważniały jednak, kiedy na schodach ukazała się Ar
– Drogie panie! – syknęła. – Czy to wypada, żeby oficerowie ryczeli tak, że aż gospodę roznosi?
Oniemiały wszystkie. Czarownica podeszła do stołu.
– A w ogóle to… dzień dobry paniom.
La
– Dzień dobry pani! – powiedziały chórem.
Achaja zasłoniła usta dłonią. Dwóch chłopów, którzy mimo wczesnej pory byli już w karczmie, o mało nie spadło z ławy na widok dygających liniowych oficerów zwiadu.
Ar
– Pani porucznik – Harmeen spojrzała na La
– Dziękuję uprzejmie. Jednak odmówię sobie. – La
– Skoro już pani taka uprzejma – podchwyciła Achaja. – Poprosiłabym o ten – wskazała na środek misy – smakowity kąsek.
– Ależ proszę bardzo! – La
– Dziękuję serdecznie. – Achaja nie zważała na sos cieknący po brodzie. – Mam wrażenie, że troszkę chłodny, ale…
Chłopi wybałuszyli oczy i tak już zostali. Gospodarz stał przy kuchni z otwartymi ustami. Ar
– Pozwoli pani? – Wytarła Achai brodę. – Gospodarzu!
– Eeeee… Słucham, jasna panienko! – ocknął się dopiero po dłuższej chwili.
– Poproszę o dwa jajka sadzone. Tylko bez tego świństwa, które gmin nazywa chlebem. Poproszę.
Gospodarz przełknął ślinę.