Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 54 из 108

– No, dobra – przerwała mu – a mógłbyś teraz już poważnie powiedzieć, o co chodzi? Nie napawając się przy tym własnym gnojstwem?

Roześmiał się głośno.

– Naprawdę jesteś dość trzeźwa – mruknął. – A wydawało mi się, że kobiety nie potrafią trzeźwo myśleć.

– To dlatego, że tylko co druga przeszła przez to co ja. – Machnęła zdrową ręką. – Czego ode mnie chcesz?

Biafra podszedł do okna i spojrzał na wierzchołki drzew w malutkim parku poniżej. Była kobietą, wyszkoloną do walki w kajdanach. Mogłaby więc walczyć, mając na sobie książęcą, balową suknię. Przyzwyczajona do robienia małych kroków, suknia jej nie skrępuje. Wyobrażał sobie wspaniałe przyjęcie, dyplomaci, posłowie, szpiedzy. Ktoś kogoś umiejętnie prowokuje, pojedynek, ale prowokator mdleje nagle, w obronie jego honoru staje piękne dziewczę, śmiech na sali… Chwilę później dziewczę zarzyna właściwą osobę, nie zadyszawszy się nawet, i już nikt się nie śmieje. Piękne. Ale to tylko teoretyczna możliwość. Po pierwsze, dziewczyna jest znaczna z powodu tatuażu, nie można jej przebrać za kogoś i

I co jej miał powiedzieć? Że oficerowie, których dostaje, są za mało wykształceni? Za mało znają życie, za mało znają ludzi? Że to kobiety (co prawda w wywiadzie było kilka zadań, które kobiety wykonywały lepiej niż mężczyźni i to zdecydowanie)… Kobiety takie, które jednak mają jeszcze jakieś skrupuły? Że potrzebował kogoś, kto mógłby sam myśleć i jednocześnie nie dałby sobie nadmuchać w kaszę? Przecież to bzdury. Jego babskie służby działały naprawdę dobrze. Wiele dziewczyn potrafiło się poświęcić i tkwiły teraz w bardzo władnych domach… tfu! w bardzo władnych łóżkach, szepcząc mu do ucha ważne informacje. No, ale brakowało mu ludzi takich jak on. Noszących w sobie jakąś zapiekłą urazę i przez to patrzących na świat trzeźwiej niż i

Sam dorastał na dworze księżniczki, która go nienawidziła, choć usiłowała za wszelką cenę nie dać tego poznać. Czuł to jednak – zaczął więc być skryty, małomówny, zaczął się jąkać. I

Kiedy powrócił z zesłania, był już i

Trzecia ofiara wypadła z okna. Podczas balu. Na sali był oczywiście Biafra, pod przeciwległą ścianą, na oczach wszystkich, którzy chcieliby na niego patrzeć (a było parę takich wynajętych par oczu, które się od pewnego czasu nie zamykały i nie odwracały). Chłopca znowu otoczyła atmosfera nieufności, choć niepodobieństwem było łączyć go ze wspomnianymi wypadkami. Ten problem szybko jednak musiał zejść na plan dalszy, ponieważ wszystko nagle zaczęło się psuć. Księżniczka prowadziła rozmowy z posłem Dery. Niestety, Arkach traciło lwią część wpływów z przewozowego i nad obydwoma państwami zawisła groźba wojny handlowej. Luan umiejętnie wmieszał się w spór, odbierając dość ważnego partnera, jakim było dotąd Dery i sprawiając, że na północnej granicy Królestwa był już nie „nasz” sojusznik, ale, przynajmniej częściowo, „ich”. Sytuacja stała się na tyle groźna, że sama Królowa pofatygowała się z całym orszakiem, by „zapytać” księżniczkę o przyczyny tak żenującej klęski w rokowaniach. Pachniało zdradą; było jasne, że skoro władczyni nie wzywa, a przyjeżdża sama, to czyjaś głowa musi rozstać się z szyją. Księżniczka nie miała wiele na swoją obronę, właściwie miała tylko jedną kartę, ale rozegrała ją bardzo głupio. Zwaliła wszystko na Biafrę, twierdząc, że kilkunastoletni chłopak podsłuchał jej rozmowy z doradcami, zdradził wszystko posłom z Dery, a poza tym zabił trzy osoby, które mu dokuczały w dzieciństwie. Zdarzają się czasem osoby prostolinijne aż do przesady. Ale raczej nie żyją zbyt długo. Błyskawiczne śledztwo dowiodło, że: po pierwsze, Biafra może i mógł coś tam podsłuchać, ale z całą pewnością nie „wszystko”, po drugie, nie miał absolutnie żadnej możliwości przekazania czegokolwiek posłowi, nie mógł nawet widzieć kogokolwiek z jego otoczenia, po trzecie, nie miał żadnych szans zabić kogokolwiek w pałacu… (było jeszcze „po czwarte”, ale nie mogło się znaleźć w oficjalnym wyliczeniu, więc wspomnijmy po cichu i prywatnie: po czwarte, był synem Królowej). Następnego dnia córka księżniczki została sierotą i to sierotą wydziedziczoną z majątku. Biafra pojechał z prawdziwą matką do stolicy.

Majstersztyk. To nie zasługa chłopaka, oczywiście. Jeden z jego nauczycieli w wiejskim dworku był pracownikiem Drugiego Wydziału Imperialnego Sztabu Luan. Zatrudniony w pałacu księżniczki nie mógł dopuścić, by taka gratka przeszła mu koło nosa. Sam wystarał się o to, by posłano go z Biafrą na zesłanie. Dwuletnia przerwa w „bieżącej pracy” opłaciła się sowicie. Omotał chłopca wizją wszechmocy, obiecał zemstę, obiecał wiele i