Страница 28 из 108
– Melduję, że moja drużyna odbiła czterdziestu jeńców i sformowałyśmy pluton!
– Klęknij przede mną, mała. – Major wyjęła miecz.
La
– Mianuję cię chorążym… A, gówno! – Pani oficer nagle zmieniła zdanie. – Mianuję cię porucznikiem armii Arkach! Służ dzielnie!
– Tak jest!!! – La
– Wstań, dziecko. Młoda jeszcze jesteś, ale wiem, że sobie poradzisz. Dziękuję ci. To była wspaniała akcja.
– Pani major – La
– I to właśnie cechuje dobrego oficera. Ludzie mają ci pomagać, a nie szkodzić. Jeśli dalej będziesz potrafiła tak postępować, żeby koleżanki ci pomagały, to szybko zostaniesz kapitanem. Ile masz lat, dziecko?
– Siedemnaście, proszę pani!
– No to będziesz, być może, najmłodszym kapitanem w naszej armii – roześmiała się nagle. – A na pewno jesteś najmłodszym porucznikiem, dziecko… O, przepraszam, za to „dziecko”, pani porucznik.
– Tak jest!
– No. A które się wyróżniły? – Pani major spojrzała na dziewczyny wokół.
– Wszystkie!
Roześmiała się znowu.
– A które najbardziej?
La
– Mhm. Achaja i Shha? – Zabrzmiało to jak pytanie. – Shha!
– Słucham, pani major. – Żołnierz wyprężyła się służbiście.
– Ile masz lat?
– Też siedemnaście, proszę pani!
– Achaja, a ty?
– Chyba osiemnaście, proszę pani, ale to nie jest za dokładne wyliczenie! – Dziewczyna, w przeciwieństwie do koleżanek, wiedziała, że w takiej sytuacji może sobie pozwolić na odstępstwo od regulaminu. – Stara ze mnie baba i ona – wskazała palcem Shhę – ze mnie kpi z tego powodu – naskarżyła.
Pani major pokiwała głową.
– Ach, to ty. – Musiała również przypomnieć sobie spotkanie przy moście. Podeszła bliżej i objęła dziewczynę ramieniem. – Widzę, służysz wiernie… naszemu wspólnemu krajowi.
– Dziękuję, że pani powiedziała „naszemu wspólnemu”, proszę pani.
Uśmiechnęły się do siebie. Czas, niestety, wzywał. Pani oficer wskoczyła na konia.
– Fajne masz dziewczyny, La
– Tak jest!!!
– Wykonać.
– Rozkaz!
Uderzyła konia piętami i pogalopowała do swojego oddziału. La
– O, bogowie, jak mi dobrze. – Spojrzała nieprzytomnie wokół. – Czemu płaczesz, La
– Płaczę, bo mój tata będzie teraz najważniejszy w miasteczku! – chlipnęła. – Pewnie radnym zostanie, mając córkę porucznika i dodatek dzierżawny za mój stopień.
– Ty – przerwała jej Shha – mianuj nas szybko, zarazo! Ja też chcę, żeby mój tato płakał, że taką fajną córcię wychował, i żeby miał dodatek morgowy za mnie!
La
– Ale… której co mam dać?
– Jej daj sierżanta – mruknęła Achaja. – Nie róbmy pośmiewiska z tej armii, żeby sierżant miała taki tatuaż na twarzy jak ja.
– Ty, przestań wreszcie chrzanić o tym, co masz na twarzy! – krzyknęła Shha. – Jesteś śliczną dupeczką, lalko. I naszą siostrą!
Achaja uśmiechnęła się i mrugnęła do niej.
– Dobra… Ale ja nie potrzebuję dodatku, a twojemu staremu się przyda. Jako ojciec sierżanta będzie miał wyższy.
– No, niby tak… Ale w mieczu jesteś lepsza i to tak, że…
– A ty lepiej potrafisz zorganizować ludzi. A poza tym podobało mi się, jak runęłaś na tych pacanów z gałęzią.
– Dobra. – La
– O, żesz ty… – Shha zagryzła wargi, a potem skoczyła do góry, jakby chciała złapać chmurę za ogon. – Łaaaaaaaaaa!!! W tej mojej malutkiej wioseczce tato zostanie pewnie sołtysem! Albo wójtem!
– Słusznie, słusznie – niespodziewanie poparła decyzję Mayfed. – Nie, żebym miała coś przeciwko tobie – zwróciła się do Achai – ale sierżant musi być wyjątkowo głupi. Tradycja taka. Najlepiej głupi jak but. I koniecznie ze wsi.
Roześmiała się głośno, Zarrakh jej zawtórowała i uderzyła łokciem koleżankę w żebra.
– Tak, tak. Bo jak choć do trzech umie zliczyć… To już generał!
Obie zawyły z okrutnej uciechy. Reszta dziewczyn wokół może mniej znała Shhę, ale te, które znały, również chichotały w najlepsze.
– Brawo! Hurrraaaa! Za wzór sierżanta powi
– Co wy, kurde! – Shha zdenerwowała się nagle. – W szeregu mi zaraz stawać! Już ja wam pokażę!
– Aaaaaaaaaaaaaaaa… – Zbiorowy ryk ostudził trochę jej armijne zapędy. Dziewczyny tarzały się, wyjąc ze śmiechu. – Widzisz? Widzisz? Tak trzeba. Ty se spójrz na La
– O, żesz wy dupy jedne! Zaraz… A gdzie Bei?
– Idę! – rozległo się z lasu.
Wszystkie odwróciły głowy. Mała Bei, szesnastolatka, tuż z poboru, przyniosła okrwawiony miecz i odciętą głowę jakiegoś piechociarza. Rzuciła obie rzeczy na ziemię.
– Jak… – zawahała się – jak to zrobiłam, to… strasznie wyłam – powiedziała cicho. – Wyłam i wyłam, myślałam, że gardło pęknie. Ale coś mi kazało. No, po prostu musiałam krzyczeć. – Otrząsnęła się nagle. – Dupa Bei melduje się na rozkaz! – wypaliła.
Shha podeszła do niej. Wokół zrobiło się cicho.
– Zapomnij o tej dupie. – Shha pokazała nagle, że może nie jest jakoś tam straszliwie mądra, ale na pewno jest człowiekiem. Uśmiechnęła się nagle. – Jesteś naszą koleżanką, teraz. Wilczycą, żołnierzu.
Pocałowała ją w okrwawione usta i wcale nie wydawało się to nie na miejscu.
ROZDZIAŁ 6
Meredith szedł przed siebie, nie bardzo wiedząc, dokąd zdąża. Co kilkaset kroków popijał wino z bukłaka kupionego w gospodzie. Kiedy napotkał przydrożną studnię, czerpał wodę i polewał sobie głowę. Skwar był coraz większy, ale to nie on dokuczał czarownikowi. Drgnął, kiedy zza pobliskiego, spalonego przez słońce drzewa wyszedł młody chłopak z tobołkiem uwiązanym na kiju przerzuconym przez ramię.
– Witajcie!
– Wiem już, kim jesteś – mruknął Meredith. – Jesteś martwą istotą nielogiczną.
Chłopak roześmiał się nagle. Rozstawił nogi, schylił się tak, że głowa weszła mu pomiędzy kolana, a potem wygiął kręgosłup jeszcze bardziej w dół. Mógłby już patrzeć na swoje plecy, ale… on pochylał się jeszcze bardziej i… i nagle… przekręcił się jakoś tak, że choć to było niemożliwe, jego głowa znowu znalazła się na szczycie pleców, patrząc wprost, jakby się przenicował. Dalej wyglądał jak normalny człowiek.
– E tam. – Machnął ręką. – Jestem martwy. Jestem nielogiczny. Nie jestem jednak istotą.
– Ja wiem… – usiłował wtrącić czarownik.
– Źleście zapamiętali. Ja jestem samym słowem. Jak każde słowo, jestem martwy, jestem nielogiczny, wszak słowo samo w sobie logiki nie ma. Nie jestem jednak istotą. Naprawdę nie jestem. – Uśmiechnął się sympatycznie. – Taka ze mnie istota jak, nie przymierzając, wasz but, do którego tak chętnie mnie porównujecie.
– Jesteś martwy, jesteś nielogiczny – powtórzył jak echo czarownik. – Jesteś też niemoralny.
– Ano. Tak jak i wasz but. On też moralności nie ma.
– Ja nie w tym sensie. To, że jesteś Zły wiedziałem prawie od początku. Chodzi mi o to, że jesteś niemoralnym wybrykiem natury, czymś, co nie ma prawa istnieć.
Chłopak skrzywił się i tylko machnął ręką.
– Parę słów powiedzieliście i aż dwa błędy zrobiliście. Kiepsko.