Страница 15 из 108
Meredith odwrócił się od okna. Podszedł do stołu. Wziął sakiewkę Wielkiego Księcia Archentara.
– Idę – szepnął i podszedł do drzwi. Zatrzymał się jeszcze. – Potwory Sepha pokonają nas – szepnął. – Zrobią z nami co zechcą.
– Ach… Może nie dożyjemy?
– Ty może nie dożyjesz. Ja będę musiał na to patrzeć.
Draggon spojrzał zdziwiony.
– Nie możesz sam się pozbawić życia?
Meredith uśmiechnął się smutno.
– To już nic nie da. Będę żył i żył… Jestem demonem, mistrzu.
Pchnął drzwi i wyszedł na ciemniejący w zachodzie słońca podwórzec szkoły.
ROZDZIAŁ 4
Nie mogła zauważyć jakichkolwiek szczegółów obozu, ponieważ pułk dotarł do niego w nocy. Widziała jakieś baraki, morze namiotów, ostrokół, niskie, drewniane wieże strażnicze. Wszędzie wokół płonęły pochodnie, przypominało to trochę las ogarnięty przez ogień, tak wielki był teren zajmowany przez wojsko.
Zakwaterowano cały pluton w jednym trzydziestoosobowym namiocie, znacznie większym niż ten, który pamiętała z obozu rekruckiego w Troy. Tamte miały po dziesięć miejsc, widać Arkach był bardziej biednym krajem. I tak jedenaście miejsc pozostało niewykorzystanych, tyle dziewczyn zginęło lub zostało ra
Achaja popełniła ten sam błąd, co na początku swojej wojskowej kariery w Troy. Skołowana kolejną zmianą losu, zagubiona gdzieś pośród gruzów budowli marzeń, którą wymurowała w swojej wioseczce, rozebrała się, runęła na posłanie i zasnęła kamie
Koc zarzucono jej na głowę w środku nocy, a na jej ciało spadały wściekłe razy pasów owiniętych szmatami. Coś jednak zmieniło się od czasów rekruckich… Ciosy nie były nawet w dziesiątej części tak mocne w porównaniu z tym, co robił nadzorca niewolników, nawet w setnej części nie przypominały ciosów, jakie zadawał Hekke, ucząc jej szermierki. Achaja leżała spokojnie, czekając, aż skończą. Dziewczyny zmęczyły się szybko, albo uznały, że ofiara ma dość. Poukładały się na własnych posłaniach i zaczęły udawać, że śpią. Wtedy dopiero Achaja wstała lekko i przylała tej, która leżała najbliżej. Zrobiła krok i skopała następną. Jeszcze jeden krok, cios pięści. Pozostałe przestały udawać, zerwały się z sie
Wreszcie kilku dziewczynom udało się na powrót zarzucić na nią koc. Któraś uderzyła ją w głowę kawałkiem deski.
Rano porucznik Zi
– Ty, nowa. Co ci się stało?
– Melduję, że potknęłam się na schodach! – rzuciła stare, wojskowe powiedzonko, mimo że żadnych schodów najprawdopodobniej nie było w promieniu wielu stajań.
– La
– Melduję, że spadłam z łóżka! – Widać w armii Arkach odzywano się inaczej. Oczywiście żadnych łóżek w namiocie nie było.
– A ty, Shha?
Żołnierz z ogromnym krwiakiem pośrodku czoła wyprężyła się służbiście.
– Melduję, że kichnęłam po ciemku i rozbiłam sobie głowę o słup!
Zi
– Sierżancie!
– Tak jest! – zameldowała się Mea.
– Co to jest? Tylko bez wykrętów.
– Myślę, że kocówka.
– Mogłabym prosić o bardziej regulaminową formę wyrażania myśli?
– Tak jest! – Mea wyprężyła się jak struna. – Nie wiem, co to jest, pani porucznik!
Zi
– A ty co? Spałaś?
– Tak jest! – ryknęła zapytana.
– To zakładaj plecak i dwadzieścia razy wokół placu!
– Za co? – wyrwało się dziewczynie.
– Za picie wódy w namiocie – powiedziała spokojnie porucznik. – Byłaś tak schlana, że przespałaś wszystko spokojnie? Nie wiesz, że tu nie wolno pić alkoholu?
Zi
– Za moich czasów, kiedy byłam rekrutem, kocówa polegała na tym, że cały oddział bił jednego żołnierza. Ale widzę, że z upływem lat wiele się w tej materii zmieniło. Niech medyk zrobi jakieś okłady, a jak już otrzeźwieją, niech każda przebiegnie dziesięć okrążeń w pełnym oporządzeniu, z bronią i… – uśmiechnęła się perfidnie – z jukami w rękach. Achaja ma się stawić w kancelarii. Dopilnujesz, żeby przebiegła swoją dziesiątkę wieczorem. Wykonać!
– Tak jest!
Dwie kobiety w kancelarii przywitały ją śmiechem.
– O! Nowy rekrut. Jak się spało?
Widać zwyczaj był mocno zakorzeniony, bo w misce przy stole czekały już świeże kompresy.
– Masz, przyłóż sobie. – Dziewczyna podała jeden. – Do wieczora stęchnie.
– Bo wiesz – dodała druga – tu nie szkółka świąty
– I pamiętaj, że wróg będzie bił mocniej!
– Tak jest!
– Uuuuuuuu… nawet formułę już zna, patrzcie! – Kancelistka machnęła ręką. – Dobra. Musisz zapamiętać jedno. Od tej pory nazywasz się szeregowy… – zerknęła do papierów – szeregowy Achaja, pluton „C” pierwszej kompanii batalionu Zulu w trzecim pułku pierwszej dywizji górskiej! To teraz twoje imię. Jeśli cię kto zapyta, jak się nazywasz, to masz to wywrzeszczeć jednym tchem! Zrozumiałaś?!
– Tak jest!
Głos tamtej trochę złagodniał.
– Wiem, wiem, mam tu zapisane, że ze wsi jesteś. Pomogę ci to zapamiętać. Wiesz, litera „C” to tak, jak się zaczyna słowo „cielę”, chwytasz? Mam ci narysować cielę tuszem na ręce, czy zapamiętasz sama?
– Postaram się zapamiętać.
– Do mnie się mówi, pani chorąży!
– Postaram się zapamiętać, pani chorąży!
– No… jakoś ci poszło… i to od razu, o dziwo. Dobra, „pierwsza” w słowach „pierwsza kompania” to mniej więcej tyle co jeden palec. Ale nie mówi się „z jeden kompanii” tylko „z pierwszej kompanii” – tłumaczyła powoli i cierpliwie. – Wiem, to trochę trudne do zrozumienia na początku. Ale przywiążę ci kawałek sznurka do pierwszego palca u prawej ręki i może jakoś zapamiętasz. Musisz myśleć tak: „Najpierw cielę, potem sznurek, a potem…”
Achaja uśmiechnęła się radośnie.
– Melduję, że ukończyłam z wynikiem pozytywnym lekcje arytmetyki, matematyki wyższej i geometrii u filozofa Theu, pani chorąży!
Żołnierze za stołem zbaraniały.
– O, żesz ty… Co?
– Nie widzisz, że to luańska kur… – Dziewczyna z kancelarii bardziej przebierała w słowach niż żołnierze frontowi. – No… ladacznica?
– No, widzę! Psiamać! Ktoś znowu nasrał w papiery, mam tu napisane, że ze wsi! – Chorąży odrzuciła kartki i podniosła głowę. – Ty z Luan? Nasz wróg?
– Melduję, że jestem z Troy, pani chorąży!
– Byłaś w wojsku?
– Tak jest!
– No… to widać. Ktoś już tresował cię przed nami. Ach, Troy… – westchnęła nagle. – Czytałam o waszych portach, o morzu. Widziałaś morze z bliska?
Jakoś głupio było odpowiadać po wojskowemu, więc skinęła głową. Tamta wyglądała na rozmarzoną. Musiała mieć dobrą szkołę, była kandydatem na oficera, służyła swojemu krajowi w obozie wojskowym, ale… Wspomnienia książek, które czytała pewnie jako dziecko, nie mogły uciec z jej dość nawet ładnej głowy. Wojskowy dryl nie wytrzepał jej pamięci ze wszystkich marzeń.