Страница 67 из 71
– Już, już, już… Ciiiiiiiii… Spij kochanie. Ciiiii… Trucizna Zaana, w przeciwieństwie do tej A
Delikatnie, palcami, a właściwie samymi opuszkami, zamknęła mu oczy. Gdzieś w okolicy rozszczekały się psy – umarł Mężczyzna. Czuły to. Przewodnik stada zginął w walce. Upiorne wycie dochodziło zewsząd.
Achaja położyła ciało tuż obok Siriusa. Zdjęła własną kurtkę i nakryła im obu twarze.
Tyle wspomnień. Tyle zagmatwanych lat. Przypomniała jej się stara piosenka o tych, co nie ustają. Przypomniała sobie, jak sama, jako mała dziewczynka w pałacu, marzyła, żeby zostać wielką. I przypomniała też sobie, co powinien powiedzieć oficer.
Zasalutowała do pokrytej krwią twarzy.
– Panowie, to dla mnie wielki zaszczyt móc tu być z wami!
Opuściła rękę. Nie umiała znaleźć własnych słów. Odwróciła się więc w milczeniu. Nie płakała. Wydawało jej się, że słyszy ciągle tę starą piosenkę. O umieraniu, o końcu świata, o zamierzchłych czynach wielkich ludzi. Otrząsnęła się.
Oniryczne sceny wokół. Mrok i cienie. Grenadierzy mieli problemy z tak wielką liczbą ra
– Zaciągnąłeś się do wojska? – kiwnęła mu ręką, kiedy przechodził obok.
– Nie, ale oficerowie sobie nie radzą, bo oni mają w głowach tylko regulamin – ryknął śmiechem. – Tu trzeba planowego działania, odpowiedniej struktury. Elastyczności. Ma być porządek jak w banku, a nie burdel jak w armii.
– I chce ci się? Zapomniałeś o złocie?
– O tym nie zapominam nigdy – przystanął na chwilę. – Tutaj właśnie, na tym zakrwawionym bruku, jest teraz najbardziej ekskluzywny salon na świecie. Tu wypada bywać, tu wymieniać się biletami wizytowymi. Kto dzisiaj nie był na tym placu, nie zrobi w przyszłości ani dobrych interesów, ani polityki. Zobaczy pani.
Mrugnęła do niego. Kiwnęła głową. Nie miała już siły na nic więcej. Podeszła do Biafry.
– No i co, gnoju? – zapytała uprzejmie. W głowie napakowanej myślami huczało tak, że nie była w stanie nawet skupić się na tym, co chciała powiedzieć.
– O co chodzi suko? – odpowiedział z równą kurtuazją, podchwytując jej słaby uśmiech. – Wydajemy cię za Oriona – wskazał na zbliżający się właśnie orszak. – I to będzie najlepszy kawałek polityki, jaką ktokolwiek kiedykolwiek zrobił w całej historii.
Patrzyła nieprzytomnie, jak biegnie w stronę Wielkiego Księcia. Domyślała się, co powie – etykietę znała zdecydowanie lepiej. Najpierw wyrazy współczucia z powodu śmierci syna. Potem propozycja… Widziała, jak zmienia się wyraz twarzy Księcia. Wiedziała, co dzieje się w jego głowie. Jakie myśli zaczynają świtać. Posłańcy biegali we wszystkie strony, kilkunastu polityków towarzyszących orszakowi rozdyskutowało się w nagłym podnieceniu. Orion nie mógł uwierzyć we własne szczęście, choć na pewno podświadomie na to liczył. Sirius i Zaan nie żyją! Wszystkie więc zawiłości rozwiązane – cudowne pozbycie się tych kłopotów. Jest dowódcą zwycięskiej Armii Zachód i nikt już nie ma nic do gadania. A teraz… ręka Achai podana na złotej tacy. Już wiedział. Już wiedział, że zostanie Królem Troy i nie ma takiej siły na całym świecie, która mogłaby to powstrzymać.
Usiłując ukryć radość, udając smutek z powodu śmierci „syna”, podszedł do Achai. Jeden z posłańców w ostatniej chwili wetknął mu w rękę malutkie zawiniątko. Wszystko musiało się odbyć zgodnie z wymogami etykiety.
– Witaj, pani – powiedział Orion.
– Witaj, Wielki Książę Królestwa Troy – w samej spódniczce, opasce, w nieforemnych, wojskowych buciorach, które obcierały jej nogi, wykonała całkiem przyzwoite, pałacowe dygnięcie.
– Przepiękna noc, nieprawdaż?
Miała ochotę unieść głowę i wyć! Kurwa! Kurwa! Kurwaaaaaaa!!! Na tym placu pokrytym setkami trupów, ra
– Istotnie – pochyliła głowę. Niech szlag trafi etykietę! – Cudownie czyste niebo, można podziwiać gwiazdy.
– A jak pani zdrowie? Czy nic nie dolega?
Miała ochotę zwymiotować.
– Dziękuję. Czuję się świetnie – odruchowo otarła krew z policzka.
– Jest pani wyjątkowo piękną kobietą – ukłonił się lekko.
– Dziękuję – znowu dygnęła, nie mogąc zogniskować oczu ze zmęczenia. Była kompletnie rozbita. Usiłowała przygładzić chociaż włosy pokryte wapie
– Nasi wspólni znajomi twierdzą, że pasujemy do siebie.
– Ja też to słyszałam – etykieta rządziła wszystkim. Nie musiała niczego wymyślać. Te słowa napisał ktoś pewnie jeszcze przed tysiącem lat. – I widząc cię, Wielki Książę, mam pewność, że opinia naszych znajomych jest słuszna.
– Jakże się cieszę.
W to nie wątpiła. Był już drugim dzisiaj człowiekiem na tym placu, który uważał, że świat jest cudowny, że daje wszystko, czego się tylko chce. Obserwowała spod półprzymkniętych ze zmęczenia powiek, jak Wielki Książę klęka przed nią i wyjmuje z zawiniątka ogromny pierścień, który musiał przechodzić w jego rodzinie od kobiety do kobiety przez tysiące bez mała lat. Setki pokoleń kobiet z najlepszych rodzin. Ich ambicje, miłości, żale i rozczarowania, ich upokorzenia i wspaniałe wzloty – to wszystko zaklęte w obrączce ze złota ozdobionej wielkim kamieniem. Czuła więź z tymi kobietami, ale też wiedziała, że będzie ostatnią, która dotknie tego splotu cudzych marzeń, nadziei, całej słodyczy i goryczy naraz. To już koniec. Będzie ostatnia.
Dotknął swoimi wypielęgnowanymi palcami jej dłoni. Brudnej, z zaskorupiałą krwią, odciskami od rękojeści i wodzy konia, z poobgryzanymi paznokciami i jakąś sadzą, która wdarła się pod nie.
– Chcę prosić cię o rękę. Czy zgadzasz się pani zostać moją żoną?
– Tak, panie.
Nałożył jej pierścień. Nie poczuła niczego. Żadnej aury wielu pokoleń kobiet z rodu Oriona. Jedyną jej konstatacją był fakt, że jakby dała teraz komuś w mordę, to wielki brylant wybije ze cztery zęby naraz.
Wielki Książę wstał ociężale i ukłonił się dworsko. Oddała ukłon. Teraz nie powi
– Co to za karteczka, którą międlisz w dłoni?
– Zaan, umierając, zadedykował mi wiersz.
– Pokaż – rozprostował niewielki skrawek i szybko przebiegł oczami po koślawych literach. Potem zamknął dłoń.
– I co? Fajny?
Spojrzał jej prosto w oczy.
– To hasła.
– Jakie hasła?
– Coś, co pozwoli rządzić Miką, Zyrionem i pałacowym matematykiem. Te słowa to władza nad światem w naszych rękach – przeniósł wzrok na znikający w bocznej ulicy orszak Oriona. – Niech się cieszy, palant – syknął. – Ale cała władza jest tu – dotknął kawałkiem papieru swojej głowy.
Patrzyła na niego tępo. Nie obchodziła jej ani władza nad światem, ani małżeństwo z Orionem. Bardzo potrzebowała czegoś ciepłego, czegoś, co stanowi oparcie. Położyła mu dłoń na ramieniu.
– Kocham cię, Biafra.
– Ja ciebie też, ja ciebie też – poklepał ją po ramieniu. – Czekaj, teraz muszę ustalić parę spraw dotyczących polityki i zaraz do ciebie przyjdę.
Pocałował Achaję w czoło i pobiegł, zostawiając ją samą, z opuszczonymi rękami i zamglonym wzrokiem. Nie miała siły, żeby chociaż westchnąć. Przygryzła wargi. Odwróciła się i, chwiejąc się na nogach, zaczęła szukać siostry. Ludzie wokół rozstępowali się przed nią, choć nawet na nikogo nie spojrzała. A jednak wszystkich tych medyków, sanitariuszy, grenadierów i wolontariuszy wymiatało z jej pobliża, jakby była huraganem niosącym śmierć i zniszczenie. Nikt nie zwracał uwagi, że ledwie się wlokła zamroczona zmęczeniem. To przecież była księżniczka Achaja. Operacyjny major, „Rzeźnik”. Nawet słowo „Laleczka” nigdy nie brzmiało tak złowróżbnie. Lepiej być z dala.