Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 56 из 71

Sirius potrząsnął głową.

– Co mam robić? – szepnął.

– Wejdź w to przejście – wąż podpełzł do palących się drzwi. – Będziesz musiał biec. Wstrzymaj oddech. Pokażę ci wyjście.

– Toż dom się pali.

– Cicho, durniu! – wąż syknął przeraźliwie. – No… Doigrałeś się – nagle powrócił do swojego rzeczowego tonu. – Zaraz wyskoczą. Podnieś miecz. Pierwszy jest niższy od ciebie o dłoń.

Sirius podniósł miecz.

– Już! – syknął wąż.

Książę wziął zamach i wyprowadził cios, niczego jeszcze nie widząc. Głowa mężczyzny niższego o dłoń, który wyłonił się zza rogu, poszybowała w powietrzu zanim on sam zdążył się zdziwić. Ten fakt tak skonfundował drugiego napastnika, że Sirius zdołał kopnąć go w goleń i złamać nogę.

– Nie dobijaj! – wąż był daleko z przodu. – Nie masz czasu.

Sirius rzucił się biegiem za swoim przewodnikiem.

– Następnych dwóch na piętrze. Stój!

Wielka donica rozbiła się na bruku tuż przed Siriusem.

– W przód! Ruszaj!

Kawał ołowianej ry

– Dobra, dobra… Teraz zwolnij. Następny jest w bramie – wąż udzielał rzeczowych instrukcji. – Miecz w bok. W prawo, idioto. Trochę w dół. Jeszcze w prawo. Pochyl się!

Dziryt napastnika przeszedł nad głową Siriusa. Miecz wbił się dokładnie w brzuch mężczyzny, który wybiegł z bramy.

– Nie ma czasu na wyciąganie klingi! Zabierz jego miecz!

Sirius znowu ruszył biegiem. Zobaczył pierwsze sługi Zakonu. Kucharki, koniuszych, giermków zebranych wokół prowizorycznych ognisk na środku kamie

– Nimi się nie przejmuj. Dalej, dalej!

Sirius biegł za wężem. Przeskakiwał nad garnkami zawieszonymi nad ogniem. Roztrącał przerażone sługi.

– Szybciej! Szybciej!!!

Nie mógł się zmusić do szybszego biegu. Brakowało mu powietrza.

– No dobra – wąż również zwolnił nieco. – Teraz najgorszy numer. Pięciu przed tobą. Mają sieć i kuszę.

– Co mam robić? – z trudem wydyszał Sirius.

– Zwolnij jeszcze. Musisz przyjąć walkę.

– Co… robić?

– Uważaj. Jak powiem, rzucisz się na ziemię. Uważaj… teraz!

Sirius runął na bruk, słysząc jak strzała z kuszy przelatuje nad nim i wbija się w bujny biust kucharki stojącej z tyłu. Słyszał krzyk kobiety i rzeczowe instrukcje węża.

– Spokojnie. Miecz w górę. Wstań. Sztych prosty w lewo. Dobrze.

Dziabnięty w okolicę wątroby rycerz poleciał do tyłu. Następny podbiegł, unosząc swą broń.

– Ten ma kolczugę – poinformował wąż. – Usiądź. Przewróć się na plecy. Teraz na lewy bok. Płasko w kostkę. Dobrze. Teraz nastaw sztych. W prawo, wyrwij miecz. Dobrze. Otaczają cię. Pad na brzuch. Dobrze. W kostkę tego z przodu. Sztych. Szybciej! Szybciej. Dobrze. Miecz pod pachę! Szybciej!!! Pchnięcie w tył. Bardziej w lewo. Nie tak. Pochyl się. Kurwaaaaaaaa!!!

Sirius dostał sztyletem w plecy. Zsikał się momentalnie z bólu. Coś wstrzymało mu oddech. Poczuł jeszcze, jak rycerz walnięty w brzuch wali się na ziemię tuż obok. Trzech. Tylu zdołał pokonać.

– Dobra. Dobra… – syczał wąż. – Jeszcze nie jesteś załatwiony. Odrzuć miecz. Dobrze. Wyciągnij dłoń do góry.

– Nie mogę…

– Tu chodzi o twoje życie, idioto… Wyciągnij dłoń do góry!

Zarzucono na niego sieć. Właściwie nie czuł niczego szczególnego. Jakieś ciepło. Pulsujący ból gdzieś w brzuchu. Jakieś takie… skrzypienie? Bardziej słyszał niż czuł.

Wyciągniętą do góry ręką zrzucił sieć. Ale… nie mógł już wstać.

– Dobrze – powiedział wąż. – Prawa dłoń na lewy bok – zakomenderował. – Wyciągnij nóż. Zaraz zrobisz przewrót tylko, pamiętaj, nie na plecy! Na lewy bok. Pamiętaj. Pamiętaj! Uwaga… teraz!!! Świetnie. Wbij nóż nad twoją głową, w lewo. Ślicznie. Przekręć. Jeszcze przekręć. Słyszysz, jak tamten wyje? Nic się nie bój. Został ostatni. Zaraz narzuci na ciebie sieć ponownie. Nie bój się.

Sploty grubego, tnącego skórę sznura znowu opadły na głowę Siriusa. Wąż zamienił się w chłopca z tobołkiem na plecach. Uśmiechnął się życzliwie.

– Nie bój się śmierci.

Sirius odkaszlnął, czując, jak coś rozrywa mu bok.

– Nie boję się śmierci, wężu.

– Dobrze Sirius… Wielki Książę Królestwa Troy – uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Teraz nadeszła twoja chwila. Twój malutki podarunek dla przyszłych wieków. Trzymaj się, człowieku!

– No… nie ma sprawy… – poczuł w ustach smak żółci.

– On teraz zabije cię, tnąc z góry. Z całej siły. Sirius… Odciągnij kurek, co?

Chłopak z tobołkiem zamienił się nagle w nadzorcę galerników z okrętu Symm. Zasłonił swoim ciałem rycerza unoszącego miecz.

– Celuj tu – wskazał na swój brzuch – i ściągnij spust – krzyknął. – Teraz!!!

Nadzorca galerników… Skąd wiedział? Sirius, nawet tkwiąc nogami w krainie śmierci, byłby w stanie odciągnąć kurek i ściągnąć spust, mierząc do kogoś takiego.

Strzelił dokładnie w brzuch, widząc, jak w tej samej chwili rozwiewa się miraż nadzorcy. Ale… jakie to miało znaczenie dla rycerza, który stał tuż za mirażem?

Właściwie to, co się stało później, trudno opisać słowami, które były do dyspozycji w tej epoce. Trzeba byłoby użyć pojęć, które pojawiły się w słowniku jakieś… kilkaset lat później.

Na przykład lekarz sądowy należący do pokolenia odległego o prawie… mille

Ciśnienie fali dźwięku rozchodzi się w tkance z prędkością cztery razy większą niż w powietrzu i w opisywanej tkance osiąga 100 atmosfer, ale trwa zaledwie 2 mikrosekundy, nie powodując ani przemieszczeń, ani uszkodzeń tkanki. Chwilowa jama rany (ciśnienie wewnątrz w szczycie osiąga 4 atmosfery, czas trwania impulsu wynosi milisekundy, czyli jest dłuższy od czasu trwania impulsu fali dźwiękowej co najmniej 5000 razy) spowodowała rozległe zniszczenia w ciele denata (ścianki chwilowej jamy postrzałowej przemieszczają się dziesięć razy wolniej od samego pocisku, średnica chwilowej jamy jest 7 razy większa od średnicy pocisku – co w przypadku kuli o średnicy palca wskazującego sprawiło, że pacjent, o przepraszam, denat, przestał żyć w czasie krótszym niż kilkanaście sekund – ciężkie pociski z ołowiu po uderzeniu w cel odkształcały się, tj.»grzybkowały«, i rozrywały tkanki na dużej powierzchni – ich duża masa powodowała głębokie wnikanie w przeszkodę).

Przekazywanie energii kinetycznej nie stanowi, co prawda, mechanizmu powstawania rany, w której występuje niszczenie i rozciąganie tkanki, jednak jeśli ciało przejmuje ok. 40 % energii pocisku, to nie może to nie mieć związku z charakterem rany. Pocisk pistoletowy przebywa w ciele drogę ok. 12 cm – perforowana odłamkami tkanka znajduje się w stanie występowania chwilowej jamy postrzałowej, a więc jest naprężona, stąd perforacje powodują obszerne zniszczenia (synergizm fragmentacji pocisku i chwilowej jamy postrzałowej prowadzi do rozległego zranienia).

Dysponując promieniami X, wyrafinowanymi metodami anestezjologicznymi, magnetometrem, systemem podtrzymywania podstawowych funkcji życiowych, zestawem przeciwwstrząsowym, perfekcyjnymi metodami chirurgii miękkiej, nawet dzisiaj, niestety, nie bylibyśmy w stanie utrzymać pacjenta, o przepraszam, denata, przy życiu dłużej niż kilka minut.